Another world

One Band...One Dream...One Direction...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
~oczami Poli
Kilka miesięcy później moi rodzice dowiedzieli się o jej dziecku...Byli zszokowani, ale zaakceptowali to i pomagają jej jak mogą. Rodzice Kasi znów do siebie wrócili. Jej ojciec zgodził się zostać ojcem małego Sebastiana, brata Kasi, który niedawno przyszedł na świat.
Pewnego dnia okazało się, że Magda też jest w ciąży! Wyprowadzili się do własnego domu, który kupił Harry. Magda trochę obawia się reakcji jej rodziców na wieść o dziecku, a właściwie o dwójce, bo to będą bliźniaki, zupełnie tak samo jak ja kiedyś. Ale teraz jest wszystko w porządku. Przekonali się do dziecka i tak jak wspomniałam wcześniej starają się mi pomagać.
Zayn z Perrie za miesiąc biorą ślub, a Lou rozstał się z El. Dokładnie nie wiadomo z jakich przyczyn, ale widać, że wychodzi nam to wszystkim na dobre :)
Tagi: Epilog
04.10.2013 o godz. 14:17
~oczami Poli
Dwudziestego siódmego września chłopcy, Magda oraz Kasia szykowali się do wyjazdu do Niemiec na kolejny koncert. Ja musiałam niestety zostać. Byłam już w dziewiątym miesiącu, niedługo miałam rodzić. Cieszyłam się i bałam jednocześnie. Bałam się, że coś pójdzie nie tak, że mogą wystąpić jakieś komplikacje...Odgoniłam te myśli od siebie, gdy żegnałam się z Niallem...Powiedział, że nie może się doczekać, aż znowu będzie ze mną, że potem już w ogóle nie będzie nigdzie wyjeżdżać, gdy nasz synek się urodzi. Będę za nim bardzo tęskniła, on za mną zresztą...Za nimi wszystkimi będę tęskniła, a przecież to tylko dwa dni...Nie będzie ich dwa dni...Tylko a może aż...A tak przy okazji nie będę przecież sama...Pobędzie ze mną mama Nialla. Wieczorem, tego dnia, gdy wyjechali, chciała ze mną pogadać. Zgodziłam się, a ona zapytała mnie czy moi rodzice wiedzą o mojej ciąży...Od razu się zmieszałam i wbiłam wzrok w swoje dłonie położone na brzuchu...Miałam jej powiedzieć, że boję się ich reakcji i przez 9 miesięcy ukrywałam swój stan? Muszę...Nie będę kłamać. Zresztą i tak nie wymyśliłabym jakiegoś wiarygodnego kłamstwa.
-Nie wiedzą...-odpowiedziałam cicho w ogóle na nią nie patrząc.
Ta chwyciła moją dłoń, a ja na nią spojrzałam.
-Powinnaś była im powiedzieć...
-Ale...ja się boję...-prawie płakałam-wyrzucą mnie z domu...I już nigdy tam nie wrócę...
-Nie zrobią tego. Przecież się z nimi znam...Kochają cię i nie wyrzuciliby jedynej córki z domu...To będzie ich pierwszy wnuk. Muszą się ucieszyć...
-Nie znasz ich...Zdenerwują się...Ja nawet nie chcę sobie wyobrażać co oni wtedy zrobią...
-To...może ja z nimi pogadam..?
-Nie mieszaj się w to...Muszę to sama załatwić. Miałam czas się nad tym zastanowić...

***

Dwa dni potem, w nocy, obudziły mnie okropne skurcze...Wystraszyłam się, bo nie ustawały...Ale...TO JUZ?! Poród miałam wyznaczony dopiero za kilka dni...Bałam się, tak bardzo się bałam..Nie ma przy mnie Nialla...I co teraz? Nie zastanawiając się mama Nialla spakowała pośpiesznie kilka moich rzeczy i zawiozła do szpitala. Wciąż miałam te bolesne skurcze...To była okropna chwila. Już wiedziałam, że rodzę..Ale dlaczego teraz? Zresztą myślałam tylko o tym, by jak najszybciej urodzić, żeby te męki wreszcie się skończyły...Z oczu pociekły mi łzy...Z bólu, ze strachu czy ze szczęścia...Chyba z wszystkiego po trochu...

***

Chwila, gdy mogłam trzymać małego na rękach była cudowna...Patrzyłam tylko w jego twarzyczkę i uśmiechałam się...Nie chciałam się z nim rozstawać...Na szczęście położna pozwoliła by mógł ze mną zostać dłużej...
-Taki podobny do ciebie...-uśmiechnęła się mama Nialla, gdy siedziała ze mną w sali.
-Wcale nie. Cały Niall, ale...może troszkę oczy ma po mnie...
-Zadzwonisz do Nialla?
-Wiesz, a może nie. Zrobię mu niespodziankę. Oni wracają dzisiaj około dziesiątej, więc pojedziesz do domu i mu o wszystkim powiesz...A my tu, z małym, będziemy na niego czekać-uśmiechnęłam się.

***

Jak też postanowiłyśmy, tak zrobiłyśmy. Zbliżała się dziesiąta, a ja niecierpliwie czekałam na całą ekipę. Siedząc na łóżku i trzymając małego na rękach otworzyły się drzwi i ujrzałam głowę Magdy i Kasi. Uśmiechnęłam się i po chwili wszyscy pojawili się w środku. Spojrzałam na Niallera. Wpatrzony w naszego synka i z uśmiechem na twarzy, usiadł na krawędzi łóżka...
-Potrzymasz?-uśmiechnęłam się i ostrożnie podałam mu małego na ręce. Teraz byłam mega szczęśliwa i już nie pamiętałam nocnych męk, gdy rodziłam. Liczyła się tylko ta chwila...
-Popatrz!-Magda i Kasia wyjęły małe niebieskie śpioszki.
-Śliczne. Dziękuję-uśmiechnęłam się.
-Jak się czujesz?-zapytała Magda.
-Dobrze. Bardzo dobrze. Urodziłam przedwcześnie...Ale mały jest zdrowy i dostał najwięcej punktów w skali-wciąż się uśmiechałam.
-Wiesz, że mamy dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę?-zawołał Lou.
-Jaką?-byłam strasznie ciekawa.
-Dowiesz się jak tylko wyjdziesz ze szpitala.
-No, okej. Już nie mogę się doczekać.
-Szkoda, że mnie przy tobie w nocy nie było...-powiedział Niall-Bardzo żałuję.
-Nic nie szkodzi. Brakowało mi ciebie, ale....teraz już jesteś. To się liczy.
-Kocham was-uśmiechnął się.
-Ja was też...-szepnęłam i dałam mu buziaka.

***

Cztery dni później mogłam już wyjść z małym ze szpitala. Nie zapomniałam jednak o tej niespodziance, którą mam zobaczyć. W południe przyjechał po mnie Niall.
-A gdzie reszta?-zapytałam, gdy kierowaliśmy się do wyjścia ze szpitala.
-Czeka na nas-uśmiechnął się.
Zapakowaliśmy się do samochodu. Byłam tak zapatrzona w Liasia, że nie spostrzegłam, że Niall wiezie nas zupełnie gdzie indziej. Wjechał samochodem na podjazd jakiegoś zupełnie innego domu. Byłam zdziwiona. On tylko się uśmiechał.
-O co tu chodzi?-zapytałam, gdy wysiedliśmy z auta.
-No, chooodź-objął mnie i zaprowadził w stronę drzwi-A teraz zapraszam do naszego nowego domu-otworzył drzwi.
Zajrzałam do środka. Nowy dom? Mój i Niallera? Tylko? Będziemy sobie tutaj mieszkać z Liasiem? Z uśmiechem i z małym na rękach przekroczyłam próg. W salonie już byli wszyscy i, zaczęli się ze mną witać. Aż się popłakałam.
-Heej, no nie płacz teraz. Lepiej chodź z nami, pokażemy ci pokoik, który urządziłyśmy dla małego-uśmiechnęła się Kasia i razem z Magdą wzięły mnie na górę. Weszłam do niebieskiego pokoiku. Pod oknem stała bujana kołyska. Na podłodze był puszysty dywan, a pod ścianą stały dwa zabawne fotele. Na ścianach przyklejone słodkie, dziecięce tapety, a u sufitu mały, kryształowy żyrandol.
-Jezu, jak piękniee..-rozglądałam się po wnętrzu. Następnie położyłam Liasia do kołyski. Zaczęłam nią bujać.
-Podoba się?-usłyszałam nagle głos Nialla, który wszedł do pokoju.
-Dziękuję...-wyszeptałam i wtuliłam się w niego.
-Wszystko dla was. Bo jesteście dla mnie najważniejsi w życiu..
25.09.2013 o godz. 22:59
~oczam Magdy
Spacerowałam po centrum handlowym w poszukiwaniu prezentu dla Harry'ego-od tak, bez okazji. Nagle usłyszałam za sobą
-To ta broda!
Obróciłam się i zobaczyłam grupę dziewczyn. Natychmiast do mnie podbiegły.
-Ładnie to tak rozbijać czyjś związek?
-O co wam chodzi?-zapytałam.
-Harry jest szczęśliwy z Louisem, suko!
-Uważaj może na język, co?
W odpowiedzi tamta mocno mnie popchnęła. Zatoczyłam się, wpadając na jakiś słupek.
-Au-z bólem wypuściłam powietrze.
-Boli? I bardzo dobrze-znowu mnie pchnęła.
-EJ!-ponad wszystkim przebił się głos...Louisa?-Co wy do jasnej cholery robicie? Myślicie że Harry byłby zadowolony, widząc jak traktujecie jego ukochaną?
Cooo? Czy on właśnie stwierdził że jestem dziewczyną Hazzy...? Zaakceptował mnie...?
-Harry jest szczęśliwy z tobą! Nie musicie się ukrywać.
Nie. Ja jestem szczęśliwy z El, (pfu, jasne xD)a Harry z Magdą. Zakończyłem temat.
Objął mnie ramieniem i wyprowadził stamtąd.
-Magda, nic ci nie jest?-zapytał.
-Nie, nie...chyba nie...
-Jezu, dość mam tych Larry Shippers...Eleanor też napadały....
-Nie rozumiem takich ludzi...
-Ja też nie. Słuchaj, Magda....
-Tak?
-Ja...chciałem cię przeprosić. Wiem, traktowałem cię jak...-zawiesił głos, jakby szukał odpowiedniego słowa.
-Jak śmiecia-szepnęłam.
-Tak. Jak śmiecia. Bałem się, ze zabierzesz mi przyjaciela. Ale teraz widzę, że on nadal lubi mnie tak samo...a ciebie kocha... Przepraszam.
-Nic nie szkodzi.
-Wybaczysz mi...?
-Jasne. Ja się nigdy na ciebie nie gniewałam.
-Poważnie?
-Serio. Przytulas na zgodę?
-Jasne-Lou bardzo niepewnie mnie objął. Przytuliłam się do niego, szczęśliwa że w końcu udało mi się z nim dogadać.


***



~oczami Lou
W trójkę wróciliśmy do domu. Wypadałoby, żebym Harry'ego też przeprosił. W końcu jemu też robiłem przykrość traktując Magdę tak, jak traktowałem. Gdy tylko weszliśmy do domu, Harry od razu przybiegł by przywitać się z Magdą.
-Tęskniłem-wziął ją w ramiona.
-Ja też-powiedziała ucieszona Magda przytulając się do niego.
-Harry...?-postanowiłem zacząć już teraz, a nie odkładać tego na potem.
-Tak?-spojrzał na mnie. Magda zresztą też.
-No.., ja chciałem cię przeprosić. Za to, że traktowałem Magdę jakby była gorsza...Po prost bałem się, że ona zabierze mi przyjaciela. Ale teraz widzę, że tak nie jest. Ty nadal lubisz mnie tak samo, choć może masz do mnie żal o to, że jak odnosiłem się do twojej dziewczyny...
Zamilkłem. Magda się uśmiechnęła, a Hazz wyglądał tak jakby się zastanawiał. Ale nad czym? Nad tym co mi odpowiedzieć? Czy mi wybaczyć? O, wybaczyć.
-Harry, wybaczysz mi?-dodałem. Czułem się naprawdę winny. Nie chciałem, żeby był na mnie zły. Przecież jesteśmy przyjaciółmi. Harry nadał milczał. Kurde, co on tak myśli?
-Lou mnie przeprosił. Od razu mu wybaczyłam. Przecież wiesz, że ja nigdy nie miałam do niego urazy za to, co robił-powiedziała Magda patrząc w twarz Harry'ego.
Ten spojrzał na nią, a potem na mnie. Nasze spojrzenia się spotkały. Moje było błagalne. Tak bardzo chciałem, żeby mi wybaczył..Rzadko kogo przepraszałem, więc pewnie moje przeprosiny nie były za dobre, ale niech doceni to, że się starałem i mówiłem je szczerze...
-Dobra-uśmiechnął się-Nie ma sprawy. W końcu jesteśmy przyjaciółmi. A jak jeszcze Magda ci wybaczyła to spoko.
-Jezu, dzięki-odetchnąłem, a na moją twarz również wkradł się uśmiech. Podszedłem do niego się przytulić. Ehh, dawno tego nie robiliśmy.
-Dobra, dość tych czułości-zaśmiała się Magda, a ja i Harry oderwaliśmy się od siebie nadal z uśmiechami na twarzach-Najważniejsze, że w końcu nie będzie takiej napiętej atmosfery między nami.
-Louuu, mieliśmy iść jeszcze do jednego sklepuuu-zaczęła marudzić El.
Boże! Czasami mam jej naprawdę dość. Według niej jedyną rozrywką dla niej jest chodzenie po sklepach. Nie wiem czemu zawsze jej ulegam. Potem ona bierze te tony ubrań i kosmetyków, a ja muszę za to płacić i nosić za nią te wszystkie torby.
-Może przełóżmy to na jutro, co? Dziś już jestem zmęczony i nie chce mi się nigdzie iść-powiedziałem spoglądając na nią. Najwyższy czas się jej postawić. Pewnie się wkurzy.
-No, dobra, ale jutro na pewno pójdziemy i nie przyjmuję żadnych wymówek.
Ta, nie zrób se co, pomyślałem, ale uśmiechnąłem się i odpowiedziałem, że okej.
Wyszliśmy z przedpokoju. Nagle Magda się odezwała uświadamiając mi jedną, ważną rzecz. Dlaczego ja dokuczam Poli? No, bo nie mógłbym tego inaczej nazwać.
-Może ją też wypadałoby przeprosić?-spojrzała na mnie Magda zatrzymując się.
-Ją? A po co? Przecież Lou jej nie lubi-powiedziała El.
Kurwa, no i po co ona się odzywa? Zawsze wtrąca się tam, gdzie nie trzeba. I tylko wszystko tym psuje.
-Nie lubisz Poli?-zapytała Magda.
-Co? Nieee. Lubię lubię-zmierzyłem Elkę groźnym spojrzeniem, a potem uśmiechnąłem się do Magdy-Jasne, że ją przeproszę. Nawet teraz. Jest w domu?
-A gdzie ma być? Ona teraz nigdzie nie wychodzi-odpowiedziała mi, a ja poszedłem na górę.
Zapukałem do sypialni jej i Niallera. Usłyszałem jej głos, mówiący ciche 'proszę'. Wszedłem więc do środka...

~oczami Poli
Spojrzałam w stronę drzwi. Louis? Co on tu robi? Przecież on się ostatnio do mnie w ogóle nie odzywa...No, dobra. Zaraz się wyjaśni..
-Mogę?-zapytał lekko się uśmiechając.
-No, okej. Wejdź-usiadłam powoli na łóżku.
Lou zamknął za sobą drzwi i podszedł do łóżka. Usiadł na jego krawędzi, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Przychodzę z przeprosinami...-powiedział niepewnie uciekając wzrokiem.
Z przeprosinami? Ooo, a cóż się stało? Zerwał z Elką czy jak, zaśmiałam się w myślach. Milczałam. Niech mówi. Nie przerywałam mu.
-Ostatnio nie byłem dla ciebie miły...Teraz mi głupio, ale..nie chcę, żeby dalej tak było, dlatego przepraszam cię i proszę, żebyś mi wybaczyła...-teraz spojrzał w moją stronę.
-No, za fajnie nie było. W ogóle nie wiem o co ci chodziło, dlaczego taki byłeś...A mi było trochę przykro. Zastanawiałam się czy może ja coś złego zrobiłam...
-Nie, nie, ty nic...To całkowicie moja wina..Trzymałem stronę El i...to był błąd..
-A teraz co, zerwałeś z nią..?
-Nie, nie zerwałem, ale...pogodziłem się z Magdą i pomyślałem sobie, że z tobą też najwyższy czas...
-A ja nawet nie wiem czy my byliśmy skłóceni, ale dobra..
-No, ale przeprosiny przyjmiesz..?
-No, przyjmę, przyjmę-uśmiechnęłam się lekko-Mam nadzieję, że są szczere.
-Jak najbardziej. Dziękuję-również się uśmiechnął i dał buziaka w policzek po czym wyszedł.
22.09.2013 o godz. 20:32

Siedziałam zszokowana na łóżku. Wpatrywałam się w każda literę tego okropnego słowa napisanego na kartce w notesie. Nigdy bym nie przypuszczała, że mama może zrobić coś tak strasznego. Ale jedno wiem na pewno...NIE POZWOLĘ! Ale...przecież to jest również dziecko Grzegorza, pomyślałam. On jest jaki jest, ale to też jego dziecko.
Z notesem w dłoni zeszłam na doł. Gregi kimał w salonie.
-Obudź się!-szarpnęłam go za ramię. Zamruczał coś sennie, a ja nie odpuszczałam. Po chwili otworzył oczy.
-Czego?!-zdenerwował się i usiadł.
-Bez krzyków, ok?-usiadłam-Muszę powiedzieć ci o czymś bardzo ważnym.
-No, mów.
-Właśnie się dowiedziałam, że mama chce usunąć ciążę.
-Co?-spojrzał na mnie jak na wariatkę-Pojebało cię? Co ty znowu wymyślasz?
-Nic nie wymyślam. Zobacz-podałam mu notes otwarty na odpowiedniej stronie.
-A-bor-cja..-przeczytał-No i co?
-No i co?-nie mogłam uwierzyć, że tak obojętnie na to zareagował. Zdenerwowana wyrwała mu z rąk notes-To jest też twoje dziecko. Powinieneś mi pomóc mame odwieźć od tego głupiego pomysłu.
-Sama się tym zajmij-powiedział układając się wygodnie na kanapie.
Boże, za jakie grzechy mama musiała trafić akurat na tego Grzegorza. Przecież on to jest czysta patologia. Moja mama i tata idealnie do siebie pasowali i nadal pasują. Do dziś nie wiem dlaczego się rozwiedli. Wspomnienie tego koszmarnego dnia, gdy mi o tym powiedzieli zawsze wywoływało u mnie łzy. Teraz odgoniłam te myśli od siebie i usłyszałam, że ktoś wszedł do domu. Po chwili w salonie pojawiła się mama. Spojrzała na mnie i na Grzegorza, a potem na trzymany w moich rękach notes.
-Dlaczego grzebierz w moich rzeczach?-zdenerwowała się.
-Ej, zamknij się. Jak macie się kłócić to idźcie do kuchni-odezwał się Grzegorz.
Mama nadal zezłoszczona szybko poszła w strone kuchni. Poszłam za nią.
-Mamo, ty zdajesz sobie z tego sprawę co chcesz zrobić?-powiedziałam łagodnie, kładać notes na stole.
-Tak. I to jest moja sprawa. Nie wtrącaj się-odpowiedziała.
-Ale to także będzie mój brat lub siostra! Mamo, opamiętaj się!
-I w ogóle po co powiedziałaś o tym Grześkowi, co?
-Bo jest ojcem dziecka. Jest jaki jest, ale...powinien wiedzieć. Zresztą i tak za bardzo się tym nie przejął..-nagle wpadła mi do głowy myśl. A może...-Mamo, czy to on kazał ci to zrobić..?
Od razu po minie mamy zorientowałam się, że tak właśnie jest.
-I ty się zgodziłaś...?-wyszeptałam nie wierząc w to co się teraz dzieje.
-Nie miałam innego wyjścia...-powiedziała mama cicho.
Byłam tak wściekła na siebie. Że wcześniej nie zapobiegłam tej tragedii jaką jest związanie się mamy z tym skurwielem. Tak, teraz miałam najgorsze myśli o nim. Nie mogę pozwolić, by on tu był. Żeby dalej spotykał się z mamą.
-Mamo, wyrzuć go stąd..-powiedziałam powstrzymując łzy.
Mama pokręciła przecząco głową ze strachem w oczach. Ona się go bała.
-W takim razie sama to zrobię-wkurwiona poszłam na górę i pośpiesznie spakowałam wszystkie jego rzeczy. Wyrzuciłam je za drzwi.
-Wynoś się!-krzyknęłam. On zerwał się nie wiedząc co się dzieje.
-No już!-pchnęłam go w stronę drzwi. Wypchnęłam go za nie.
-Nie pokazuj się tutaj więcej, zrozumiałeś?!-krzyknęłam i zatrzasnęłam je, a potem zamknęłam na klucz.
On zaczął się dobijać, ale po chwili sobie poszedł. Mama stała przerażona, a ja wtuliłam się w nią. Teraz dałam upust łzom, które spłyneły swobodnie po policzkach. Nigdy nie będę założwać tego, co właśnie zrobiłam.
-Mamo, wyjedź ze mną..-powiedziałam odrywając się od niej.
Otarłam łzy ze swoich policzków i spojrzałam w jej twarz.
-Ale...córciu ja nie moge..
-Możesz. Chodź się spakować-chwyciłam ją za rękę i zaprowadziłam na górę.
Spakowane pojechałyśmy na lotnisko.

***


-A pomyślałaś co powie tata..?-zapytała mama, gdy jechaliśmy do mieszkania mojego ojca.
-A co może powiedzieć? Przecież cię nie wyrzuci, tak?-uspokajałam ją.
-Ale...no, co on sobie o mnie pomyśli? Rozwiodłam się z nim i nie udało mi się ułożyć życia na nowo...
-Mamo, spokojnie. Przecież opowiadałam ci o tacie w samolocie, tak? On też próbował sobie ułożyć i nic z tego nie wyszło.
-Ale moja sytuacja jest bardziej upokażająca..Musiałaś mu o wszytskim mówić?
-A...dlaczego się rozwiedliście?-zaryzykowałam pytanie.
Wtedy taksówka zatrzmała się. Ja zapłaciłam i wysiadłyśmy z auta. Mama nie odpowiedziała na moje pytanie i w milczeniu weszłyśmy schodami pod drzwi mieszkania. Otworzyłam drzwi i wprowadziłam mamę pierwszą. Wtedy do przedpokoju wszedł tata. On spojrzał na mamę, a mama na niego...
-Witaj, Justyna..-powiedział tata do mojej mamy.
-Cześć...-odpowiedziała moja mama spuszczając głowę.
-Mama tu z nami zamieszka...Na jakiś czas..-poinformowałam tatę.
-Jasne..-odpowiedział po dłuższej chwili.


___________________________________________________

Rozdział trochę mi nie wyszedł, ale postanowiłam dzisiaj dodać. Już niedługo będę kończyć bloga tak więc szybko pododaję kolejne rozdziały.
20.09.2013 o godz. 13:38
~oczami Kasi
Dwa dni później zjawił się mój ojciec. poszłam do przedpokoju, a on stał w drzwiach. Wyglądał tak jakby zrobił coś bardzo złego, a teraz bardzo tego żałuje i chce przeprosić. Według mnie przemyślał sobie to, co mu powiedziałam. Teraz chciałam wysłuchać co ma mi do powiedzenia.
-Możemy porozmawiać...?-zapytał.
-Tak-kiwnęłam głową i ubrałam buty-Przejdźmy się.
Wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi. Oboje ruszyliśmy powoli przed siebie. Na razie każde z nas milczało. Znając tatę, pewnie teraz układał sobie w głowę wszystko to, co chce mi powiedzieć. Nie pośpieszałam go. Miałam czas. Wysłucham wszystkiego co ma do powiedzenia, a potem zdecyduję co dalej.
Po chwili zaszliśmy do jednej z pobliskich knajpek. Usiedliśmy przy stoliku w rogu pomieszczenia. Zamówiliśmy sobie po kawie, a gdy już ją dostaliśmy, tato zapytał:
-Nie chciałabyś wrócić do domu?
-Może bym chciała, może nie. Dopóki jest tam...
-Jej już nie ma-przerwał mi.
Spojrzałam na niego zaskoczona. To "jej już nie ma" mogło oznaczać, że albo ze sobą zerwali albo ona jednak nie będzie mieszkać u ojca. Chciałam się jak najszybciej dowiedzieć...
-Ale..Jak to "jej już nie ma"? Co to dokładnie znaczy?-zapytałam wciąż na niego spoglądając.
-To znaczy, że przeprowadziłem z nią bardzo poważną rozmowę, w której na spokojnie wytłumaczyłem jej, że córka jest dla mnie najważniejsza. Że nie tolerujesz mojego związku, więc muszę go zakończyć...-widać, że trudno jest mu o tym mówić.
-Naprawdę to zrobiłeś...?
W ten sposób dowiódł, że gotów był by zrezygnować ze wszystkiego, bym się na niego nie gniewała, by być dobrym ojcem bym po prostu była szczęśliwa. W jednej chwili poczułam się winna. Teraz trudno mu o tym mówić, więc nadal kocha Dominikę, ale ze względu na mnie rozsał się z nią...A pewnie chciałby z nią dalej być.
-Tak...Chcę byś wróciła do domu..-odpowiedział cicho.
Odwróciłam wzrok. Nie spodziewałam się, że ojciec dla mnie był w stanie zrobić tak wielki krok, a mianowicie zerwanie z Dominiką. Ale co ona na to?, przemknęło mi nagle przez głowę.
-Jak ona na to zareagowała...?-zapytałam.
-Była w lekkim szoku. Ja to rozumiem, bo nikt, by się nie spodziewał mojej decyzji. Później...po prostu zrozumiała to, pogodziła się z tym i odeszła,.
-I już całkiem zerwaliście ze sobą kontakt?
-Nie wiem. Na razie przez jakiś czas nie będziemy się widywać. potem się zobaczy...Kasia, my się nawzajem bardzo kochamy...Ale to ty dla mnie jesteś ważniejsza...
-Ja przepraszam za to wszystko...-wyszeptałam. Poczułam sie winna. Rozwaliłam związek ojca. Dlaczego ja tego nie przewidziałam, że coś takiego może się stać?
-Ty nie masz za co przepraszać...To ja zawiniłem i doprowadziłem do takiego stanu sytuacji jaki jest teraz...
-Naprawdę nie chciałam, żeby tak się stało...-mówiłam zmartwiona-To fakt, nie przepadam za Dominiką, ale dałabym radę się do niej przekonać, a ta wyprowadzka na kilka dni...To był błąd...
-Czyli wrócisz ze mną do domu?
-Tak, wrócę. Chodźmy nawet teraz-wstałam z miejsca.
Tato przytaknął i wyszliśmy. Wstąpiłam po swoje rzeczy do Liama, pożegnałam się z nim i opowiedziałam mu po krótce co i jak. Ucieszył się, że wytłumaczyłam sobie wszystko z tatą. Po chwili już rozpakowywałam się w swoim pokoju. Dzisiejszego dnia jeszcze parę razy przepraszałam tatę. Praktycznie na każdym kroku..On nie był przygnębiony tym, że rozstał się z Dominika. Uśmiechał się, ale wiedziałam, że pewnie jest mu trochę trudno znieść to, że przez jakiś czas jej nie zobaczy. Gdyby tylko do siebie wrócili, starałabym się ją zaakceptować. Nawet powiedziałam o tym ojcu, ale on mówi, że na razie nie chce nic z tym robić. No, jak uważa.
Wieczorem próbowałam zadzwonić do mamy. Nie odbierała. Powtórzyłam tę czynność chyba z dwadzieścia razy i nic. Miałam złe przeczucia. Opowiedziałam tacie całą sytuację jaką zastałam w domu u mamy. O Grzegorzu, ale zataiłam przed nim, że mama zostanie po raz drugi matką i to właśnie z Grzegorzem. Nie wiem dlaczego. Nie wiem jakby na to zareagował. Tato, mimo, że są z mamą po rozwodzie, przejął się moimi słowami. Powiedział, że chętnie by ze mną pojechał do Polski, ale nie może, bo ma pracę. Pojadę więc drugi raz sama. Nie mogłam tego tak zostawić. Jeszcze do późnych godzin wieczornych próbowałam się z nią skontaktować, ale nie odbierała. Następnego dnia tata zawiózł mnie na lotnisko. Po drodze jeszcze podrzucił mnie do Liama, bym mogła się z nim pożegnać. Zrozumiał, że muszę jechać, jak opowiedziałam mu, że mama nie obiera moich telefonów. Gdy dotarłam na lotnisko pożegnałam się z tatą i wsiadłam w samolot. Przez czas lotu do głowy przychodziły mi najgorsze myśli o mamie. Że coś nie tak z jej ciążą, że coś jej się stało, ze Gregi...Nie, nie! Po tej myśli starałam się nie myśleć o tej całej sytuacji. Nawet mi to wychodziło. Po południu wylądowałam na lotnisku w Polsce. Wzięłam bagaż i po chwili byłam w domu. Znaczy pod domem. Waliłam w drzwi, bo były zamknięte na klucz. Nie wydawało mi się, by był pusty. Ten Gregi to się raczej nigdzie nie ruszał. Przynajmniej na takiego wyglądał. Dopiero po pięciu minutach w drzwiach pojawił się on.
-A ty znowu tutaj?-jeknął.
Odepchnęłam go i weszłam do środka.
-Mamo!-krzyknęłam sprawdzając wszystkie pomieszczenia.
-Nie ma jej..-powiedział Grzegorz siadając na kanapie w salonie.
-To gdzie jest?-byłam zdenerwowana.
-U swojej matki..
-Masz szczęście, że nic jej nie zrobiłeś. Zajebałabym cię wtedy!-odgroziłam się i wyszłam. Babcia mieszkała kilka ulic dalej. Poszłam tam pieszo.
-Kasia!-ucieszyła się babcia otwierając mi drzwi.
-Cześć, babciu. Jest tu mama?-przytuliłam się do niej na powitanie.
-Jest, jest-zamknęła za mną drzwi, gdy weszłam do środka.
Zaprowadziła mnie do kuchni, gdzie przy stole siedziała mama z kubkiem w dłoniach. Gdy mnie zobaczyła, wstała powoli, delikatnie się uśmiechając. Czy wyglądała lepiej, gdy ją ostatnio widziałam? Hm...Nie wydaje mi się. Wyglądała gorzej.
-Mamo, co ty robisz? Dzwonie do ciebie od wczoraj, a ty nie odbierasz. Martwiłam się i musiałam przyjechać-po tych słowach podeszłam i objęłam ją przytulając się do niej.
-Zgubiłam gdzieś swój telefon...-odpowiedziała oddając uścisk-Przepraszam, powinnam była cię poinformować.
-Dobra, mamo, to już nieważne. Jak się czujesz?-usiadłyśmy na przeciw siebie przy stole.
-Dobrze-uśmiechnęła się znowu mama-Nie jest najgorzej.
Nie wiedziałam czy mówi prawdę. Ale uśmiechała się, to jest jakiś plus, bo ostatnio jak tu byłam ani razu nie widziałam uśmiechu na jej twarzy. Pogadałyśmy trochę we trójkę, a potem pomyślałam, że wrócę do domu i posprzątam tam trochę. Niezły był tam bałagan.
-Ale ja to zrobię później sama-powiedziała mama.
-Mamuś, nie. Wyręczę cię-wstałam uśmiechając się.
-No, dobrze. Dziękuję, córeczko.
Po tych słowach wróciłam do mieszkania. Gregi zasnął na kanapie w salonie. Westchnęłam nerwowo. Zaniosłam swoją walizkę na górę i od razu zabrałam się do sprzątania. W sypialni mamy był niezły syf.A zawsze utrzymywała swój pokój w czystości. Przeszłam obok szafki nocnej i trąciłam coś, co spadło na podłogę. Mamy notatnik. Otworzył się na stronie, gdzie było coś napisane małym druczkiem. Podniosłam go i przeczytałam. Od razu zrobiło mi się słabo. Zakryłam usta dłonią siadając na łóżku, a notatnik wyleciał mi z rąk. Nie. ONA NIE MOŻE TEGO ZROBIĆ!
11.09.2013 o godz. 14:31
Po chwili zapukał do mnie tata.
-Kochanie, coś się dzieje?-zapytał. Chyba zauważył moją niewyraźną minę, gdy powiedział mi, że Dominika z nami zamieszka. Wkurzona byłam, że powiedział mi o tym dopiero po fakcie. Nie było czasu ze mną o tym pogadać? Tak. Bo ciągle jeździł do NIEJ.
-Tak, tato. Dzieje się. Ostatnio w ogóle nie masz dla mnie czasu. Teraz nagle oznajmiasz mi, że Dominika będzie z nami mieszkać. Ale nie łaska było mnie zapytać czy mi to odpowiada, tak?-mówiłam cicho, ale słychać było zdenerwowanie w moim głosie.
-Ale....myślałem, że lubisz Dominikę i nie będzie z tym problemu...-wytłumaczył.
-Mam lubić osobę, która sprawia, że mój własny ojciec o mnie zapomina?
-Ale...o czym ty mówisz? Jak zapominam? Jesteś moją córką, nie śmiałbym o tobie zapomnieć.
-Ale na pewno nie masz dla mnie czasu. Kiedy ostatnio rozmawialiśmy? Nawet nie chciałeś wysłuchać mnie co miałam ci do powiedzenia o mamie.
-No to powiedz mi teraz.
-Wiesz co, teraz to mogę ci co najwyżej powiedzieć, że ja się wyprowadzam-wzięłam walizkę i zaczęłam się pośpiesznie pakować.
-Co? Gdzie? Dlaczego...?
-Do Liama. I wiesz co, jak sobie przemyślisz moje słowa i wyciągniesz jakieś wnioski to zadzwoń. Wtedy porozmawiamy...-zamknęłam walizkę i poszłam z nią do przedpokoju. Gdy ubierałam buty tata próbował mnie zatrzymać. W ogóle go nie słuchałam. Chwyciłam za walizkę i wyszłam z domu. W drodze do Liama, zadzwoniłam do niego. Powiedziałam tylko, że zaraz u niego będę i schowałam komórkę do kieszeni. Poszłam szybciej ciągnąc za sobą walizkę. Po chwili już u niego byłam.
-Kotek, co jest?-Liaś się wystraszył.
-Nic, tylko...Mogę tu zostać na jakiś czas? Dosłownie kilka dni...-miałam nadzieję, ze w tyle tata się opamięta. No, chyba, że ta Dominika całkiem go omotała...
-No, pewnie. Chodź-objął mnie i wyszliśmy z przedpokoju.
-A chłopcy, Aga i Magda nie będą mieli nic przeciwko?-zmartwiłam się trochę. W końcu są moimi przyjaciółmi, więc miałam nadzieję, że nie...
-No, raczej, że nie-powiedział.
Miał rację. Pola się nawet bardzo ucieszyła. Opowiedziałam im o mojej sytuacji. O mamie i o ojcu.
-Kasiula, to czemu nie dzwoniłaś wcześniej, hm?-objęła mnie Pola.
-Nie chciałam ci zawracać głowy. Jesteś w ciąży, powinnaś myśleć o sobie, a nie o problemach innych...
-Ale jesteś moją NAJLEPSZĄ przyjaciółką i twoje problemy są moimi problemami, tak? Mówiłam ci o tym przecież, prawda?
-No, taak-uśmiechnęłam się delikatnie-Dziękuję.

***

Wieczorem siedziałam z Liasiem w jego pokoju. Ten dzień naprawdę był męczący. Tyle wrażeń jak na jeden dzień to dla mnie chyba za dużo. I do tego cały czas się martwiłam. O mamę, zastanawiałam się czy ojciec w ogóle wziął sobie do serca moje słowa. Czy coś zamierza z tym zrobić. A może w ogóle mu na mnie już nie zależy...
-Kochanie, co jeest?-Liam objął mnie widząc moje zmartwienie.
-Mam za dużo problemów na głowie...-wtuliłam się w niego przymykając powieki.
Objął mnie mocniej i przytulił do siebie. Po chwili poczułam jak mnie kołysać w swoich ramionach. Poczułam się lepiej. Zawsze czułam ukojenie w jego ramionach...
Po chwili oderwałam się od niego i ułożyłam w łóżku nasuwając na siebie kołdrę. Liam położył się obok mnie i wziął mnie w ramiona.
-Zgasisz światło?-poprosiłam.
Liam wyciągnął rękę i zgasił lampkę. Po chwili w pokoju zrobiło się całkiem ciemno. Wtuliłam się w niego i położyłam mu głowę na piersi. Czułam szybkie i mocne bicie jego serca. Wiedziałam, że ono bije głównie dla mnie. Jestem dla niego najważniejsza i nic i nikt tego nie zmieni. On też jest i zawsze będzie najważniejszą osobą w moim życiu. To taki skarb, który dostałam niespodziewanie od losu. Musiałam o niego dbać, by znów go przypadkiem nie utracić.
Nagle poczułam jego dłoń na mojej nagiej skórze w okolicy uda. Uśmiechnęłam się. Odszukałam dłonią w ciemności jego policzek. Jego dotyk był bardzo delikatny. Przymknęłam powieki i próbowałam się na nim 'skupić'. Po chwili dotyk stał się mocniejszy, ale nie bardzo. Nie wiem co mnie do tego podkusiło, ale chyba to, jaką przyjemność czerpałam z jego dotyku, że zgięłam nogę, dzięki czemu znalazła się wyżej i Liam mógł teraz dotknąć o wiele więcej. Poruszył się niespokojnie. Trochę się wystraszyłam, lecz zaraz ten strach zastąpiło szczęście. Przylgnęłam do niego bardziej, a on objął mnie mocniej. Moja lewa dłoń dalej spoczywała na jego policzku. Natrafiłam kciukiem na jego wagi. Chciałam je teraz poczuć na swoich. Podniosłam głowę z jego piersi skierowałam twarz w stronę jego twarzy. Poczułam jego ciepły oddech, a po chwili nasze wargi się zetknęły. Nasze języki się splotły, a ja nawet nie zauważyłam, kiedy jego dłoń z uda zawędrowała na nagie plecy pod moją bluzkę. Po chwili jednak zaczął wycofywać swoją rękę spod koszulki, ale nie pozwoliłam mu na to. Moja reakcja jeszcze bardziej go zachęciła i po chwili znalazłam się na nim. Nie zaprzestawaliśmy pocałunków. Stały się one bardziej namiętne, a atmosfera między nami wręcz gorąca. Jego dłonie wędrowały od moich ud, przez pośladki, na plecy. Czasami nawet czułam jego na nagim brzuchu. Postanowiłam nie być mu dłużna i włożyłam ręce pod jego koszulkę, wodząc dłońmi jak najdelikatniej po jego nagim torsie. Po chwili pocałunki stały się szybsze, oddechy też przyśpieszone. Nasze dotyki mocniejsze.
W pewnym momencie przestałam go całować. Wciąż nad nim pochylona czułam jego oddech. Wyprostowałam się wciąż na nim siedząc. Zapaliłam lampkę i wtedy nasze twarze zalało światło. Uśmiechnęliśmy się do siebie, a on ujął moje dłonie. Przez te pocałunki i ten jego dotyk...miałam ...miałam ochotę..z nim to zrobić. Wtedy byłby mój pierwszy raz. Tak bardzo tego pragnęłam, nadal pragnę. I...chcę tego. Czuję, że jestem na to gotowa. Bałam się tylko co on na to. Ale kocha mnie przecież i na pewno mnie nie wyśmieje ani się na mnie nie zezłości. Jeśli się nie zgodzi to na pewno mi to spokojnie wytłumaczy, a ja zrozumiem i nie będę go naciskać.
-Liam...-powiedziałam cicho.
Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Nie wiedziałam jak mam o tym powiedzieć, więc...puściłam jego dłonie i powoli, bardzo powoli i trochę niepewnie zaczęłam rozpinać guziki koszulki, którą miałam na sobie. Wykonując tę czynność cały czas patrzyłam w jego oczy. Gdy wszystkie guziki były już rozpięte spojrzałam na niego porozumiewawczym wzrokiem, bo chciałam żeby to on wykonał następny ruch. Przez kilka sekund tylko się we mnie wpatrywał, a ja czekałam. W pewnej chwili bardzo delikatnym ruchem zrzucił z moich ramion koszulę, a ja uśmiechnęłam się. Czyli jednak on też chce. Będąc w samej bieliźnie rzuciłam koszulę gdzieś na podłogę. Liam przyciągnął mnie do siebie i znów nasze usta się spotkały w namiętnym pocałunki. Dłonie znów poszły w ruch...Po chwili znów się wyprostowałam, a on, żeby nie przerywać pocałunku, usiadł. Objęłam go za szyję. Zjechałam dłońmi do jego brzucha. Chwyciłam w palce jego koszulkę i zaczęłam podwijać do góry. Wyręczył mnie i sam ją z siebie ściągnął. Po chwili znalazła się koło koszuli na podłodze. Przylgnęłam do niego bardziej. Nagle poczułam dłonie Liama na moich plecach rozpinające haftki mojego biustonosza. Wyczułam, że chwilę się waha, by go rozpiąć, lecz całowałam go coraz bardziej zachłannie. Wtedy uścisk biustonosza się rozluźnił, a ja zdjęłam go z siebie i rzuciłam gdzieś w kąt pokoju. Położyliśmy się, tyle tylko, że teraz on górował. Zadrżałam, gdy poczułam jego dłonie na swoich piersiach. Westchnęłam cicho, nie przerywając pocałunków. Zjechał do nich ustami...Składał na nich delikatne pocałunki, drażnił sutki zębami i językiem...Poczułam jak stwardniały. Odchyliłam głowę do tyłu i przymknęłam powieki. Po chwili jego wilgotne usta całowały mój brzuch. Odszukałam jego dłoń i spletliśmy ze sobą nasze palce. Otworzyłam oczy i patrzyłam na nasze dłonie. Chwilę potem wrócił ustami do mych ust, a ja oddawałam każdy pocałunek . Wtedy zahaczył palce o gumkę moich majtek i spojrzał mi w oczy. Odwzajemniłam spojrzenie. W jego brązowych tęczówkach widziałam spokój, opanowanie, to jak bardzo mnie kocha i pożądanie. Ponagliłam go, by zdjął ze mnie resztę bielizny, którą miałam na sobie. Zdarł ze mnie majtki jednym szybkim i mocnym ruchem. Położył się obok i znów zaczął mnie całować. Objęłam go rękoma za szyję, a jego dłoń wędrowała po moim ciele. Jego dotyk był przyjemny, przez moje ciało przechodziły przyjemne dreszcze, ale dopiero zadrżałam, gdy zjechał dłonią do mojej kobiecości. Przestałam go całować, a on wodził ustami po mojej szyi. Zamknęłam oczy gładząc dłonią jego kark. Chwilę potem rozsunął mi nogi, a ja nie protestowałam.
Najpierw delikatnie, a potem trochę mocniej dotykał z zewnątrz moją kobiecość palcami, w końcu włożył we mnie jeden z nich, a ja się trochę spięłam. Zaczął powoli nim poruszać i dopiero wtedy się rozluźniłam. Chwilę potem poczułam jak dołożył kolejny palcem. Tempo ich poruszania zaczęło wzrastać. Mój oddech przyśpieszył. Spięłam nogi i uniosłam biodra wyżej. Czułam niesamowitą przyjemność. Zaczęłam cicho pojękiwać. W pewnym momencie czułam, że zaraz dojdę...I stało się! Krzyknęłam cicho i rozluźniłam nogi, a biodra opadły na łóżko...Jego palce poruszały się coraz wolniej, a ja uspokajałam oddech. Nigdy nie czułam takiej przyjemności. Liam opadł na poduszki obok mnie. Po chwili nachylił się nade mną, a ja zsunęłam z niego bokserki. W ogóle się nie bałam. Delikatnie rozsunęłam nogi, a po chwili poczułam jak zaczyna we mnie wchodzić. Objęłam chłopaka za szyję, mocno zaciskając powieki. Zaczęło trochę boleć, ale to nic. Gdy wszedł we mnie całą swoją długością ból ustał. Otworzyłam oczy, a on zaczął się poruszać. Teraz wszystko działo się w zawrotnym tempie i czułam się niesamowicie, zwłaszcza kiedy miałam świadomość tego, że on czuje to samo co potwierdzały dźwięki jakie z ciebie wydawał. Przyśpieszył i ile się jeszcze dało i czułam ,że wiele nie brakuje nam obojgu do końca. Moje przeczucia okazały się słuszne, kiedy kilka chwil później doszliśmy równocześnie. Ułożył się obok mnie, przykrywając kołdrą, wtuliłam się w niego i automatycznie odpłynęłam w krainę morfeusza
.
05.09.2013 o godz. 17:57
Położyłam się wcześnie 'spać'. Tak, 'spać'. Bo wcale nie spałam. Nie mogłam zasnąć. Gdy tylko zamykałam powieki w głowie widziałam mamę i tego jej Grzegorza. Jak ona nie może sobie poradzić..., jak Grzegorz jej nie pomaga...Wtedy otwierałam oczy i wpatrywałam się w ciemność. Chętnie bym jej we wszystkim pomogła, ale ja przecież muszę wrócić do Londynu. Tam jest teraz moje życie. Mam wspaniałych przyjaciół i chłopaka. Mam tam tatę, który właściwie chyba nawet nie wie, że wyjechałam. Ciągle jeździ do tej Dominiki albo ona do niego przychodzi. Wtedy tata zapomina o całym Bożym świecie. Włącznie ze mną...Muszę z nim porozmawiać i przywołać go do porządku...Miałam co prawda zostać tutaj tydzień, ale coś czuję, że nie wytrzymam...Nie chcę patrzeć na tego obiboka. Mówię tu o Grześku. Od rana do nocy wysiaduje przed telewizorem i pije to swoje piwo...A najgorsze jest to, ze mama to akceptuje. Nie wiem, może boi się go i nie chce mu zwracać uwagi, może jej to przeszkadza...Obiecałam sobie, że pogadam z nią jutro. Z takim postanowieniem zasnęłam dopiero nad ranem. Nie pospałam długo. O dziewiątej obudziły mnie krzyki...Krzyki Grześka. Zaspana wstałam z łożka i wyszłam z pokoju. Wrzaski dochodziły z sypialni...Przysłuchiwałam się chwilę jego słowom. Robił awanture o byle co. A dokładniej o to, że moja mama nie zrobiła prania i teraz on nie ma się w co ubrać. Zamknęłam z głośnym trzaskiem drzwi od mojego pokoju i usiadłam na łóżku. Jeżeli codziennie rano są takie awantury to ja jeszcze dzisiaj wracam do Londynu. Wtedy usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i uśmiechnęłam się delikatnie.
-Halo?-powiedziałam, gdy odebrałam.
-Cześć, skarbie-powiedział mój chłopak-Myślałem, że zadzwonisz wczoraj wieczorem...
-Przepraszam, miałam taki zamaiar, ale...-zawiesiłam sie.
-Co się dzieje?-słyszałam, że Liam bardzo się przejął. On zawsze wyczuwał kiedy mam jakiś problem...
Mając potrzebę się komuś wygadać opowiedziałam mu całą sytuację jaką zastałam w domu u mamy. Ze wszystkim najmniejszymi szczegółami, a mianowicie z tą dzisiejszą awanturą, która jeszcze trwa.
-Wiesz, mam przeczucie, że dzisiaj wrócę do Londynu...-zakończyłam
-Byłoby super, ale co z twoją mamą?-usłyszałam.
-Za chwilę spróbuję z nią porozmawiać, ale czuję, że nie będzie łatwo. Pewnie będzie mnie zbywać albo w ogóle nic nie powie...
Po chwili pożegnaliśmy się, a ja odłożyłam telefon i zaczęłam się ubierać. Ubrania miałam jeszcze w torbie, wczoraj nie miałam głowy, żeby się rozpakować. Nawet nie wiem czy dziś to zrobie, bo najchętniej wyjechałabym już stąd...
Ubrana zeszłam na dół. Gregi przestał już się wydzierać i zrobiło się naprawdę cicho. Byłoby idealnie jakby on w ogóle się tu nie pojawił. W mamy życiu. W życiu mojej rodziny. W tym momencie przypomniałam sobie jak rodzice się rozwodzili. Gdy się o tym dowiedziałam uciekłam do babci. Ciągle płakałam, aż po rozwodzie tata zabrał mnie do Anglii. Potem chciałam, żeby mi opowiedział co takiego zepsuło się między nim a mamą, ale on nie chciał o tym rozmawiać. Chciał zapomnieć. Znalazł sobie pracę i mu się to udało. A ja jeszcze ciągle myślałam i tęskniłam za domem, za mamą. Wtedy pojawiła się Pola, zapoznała mnie z chłopakami...Powoli zapominałam o rozwodzie rodziców. Częściej się uśmiechałam...
Weszłam do kuchni, gdzie zastałam mamę sprzątającą po śniadaniu? Nie zawołała mnie. Kiedyś śniadanie mieliśmy o wyznaczonej porze i zawsze mnie na nie budziła. Ale teraz nie jest kiedyś...Nalałam sobie do szklankę soku i przyglądałam jej się dyskretnie...Stała ubrana w szlafroku, myjąc naczynia. Strasznie zmarniała odkąd ją ostatni raz widziałam...Ale to było dość dawno. Byłam zła na siebie, że nie odwiedziłam jej wcześniej. Mogłabym zapobiec tej całej sytuacji...Może by mi się udało. Na pewno bardzo bym się starała...Nie wiem czy teraz da się to jeszcze jakoś odkręcić. Chyba już nie...
Wypiłam sok ze szklanki i podeszłam do mamy. Pustą szklankę postawiłam na blacie obok zlewu, a moja rodzicielka nawet na mnie nie spojrzała. Wzięła naczynie, umyła je i odstawiła na bok. Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam:
-Możemy pogadać?
Mama wytarła ręce w ścierkę i powiedziała:
-Teraz? To nie może poczekać? Nawet się jeszcze nie ubrałam.
-Tak, teraz. Nie myśl sobie, że ta rozmowa cię ominie.
-Ale o czym ty chcesz rozmawiać?-przystanęła i spojrzała na mnie.
-O tobie, o twoim życiu i co zamierzasz dalej zrobić.
-Nie rozumiem...
-Mamo, jeżeli ty myślisz, że gdy urodzisz dziecko to Grzegorz się zmieni...
-Ale ja nie chcę, żeby on się zmieniał-przerwała mi-kocham go takiego jakim jest.
-Mamo, nie rozśmieszaj mnie! Pasuje ci to, że on cały dzien nic nie robi tylko czepia się o wszystko?! A przed chwilą? Krzyczał z byle powodu!
Mama zamilkła. Spojrzała w podłogę. Widać było, że było jej głupio, że musiałam to wszystko słyszeć. Może myśli, że Gregi będzie trochę ciszej krzyczał i to załatwi sprawę. Przecież to jest chore!
-Więc słyszałaś...-powiedziała cicho.
-A jak miałam nie słyszeć? Pewnie na ulicy go nawet słyszeli...Mamo, no sama widzisz, że to nie jest normalne...
Przez chwilę myślałam, że powie, że mam rację, że podziękuje mi, że otworzyłam jej oczy na Grzegorza. Że uświadomiłam jej jaki jest naprawdę, ale ona tylko zdenerwowana powiedziała, że koniec tej idiotycznej rozmowy i wyszła z kuchni.
Tak myślałam, że się nie uda. Że nie będzie chciała gadać. Zdenerwowana wyszłam szybko z kuchni. Poszłam na górę do swojego pokoju i chwyciłam za walizkę. Zeszłam z nią na dół do przedpokoju. Ubrałam buty i zadzwoniłam po taksówkę. Zostawiłam mamie kartkę o takowej treści: 'Myślałam, że porozmawiamy, ale Ty najwidoczniej nie chcesz się przyznać do porażki, bo widzę, że nie pasuje ci zachowanie Grzegorza. Wiedz, że nie jestem zła i zawsze możesz do mnie zadzwonić i porozmawiać. Czekam. Kasia'. Gdy taksówka podjechała pod dom, wsiadłam do niej razem z walizką i kazałam taksówkarzowi zawieźć się na lotnisko.

***

Po kilku godzinach samolot wylądował na lotnisku w Londynie. Postanowiłam zadzwonić do Liama i powiedzieć mu, że już przyjechałam. Po chwili ten przyjechał po mnie. Wpadłam w jego ramiona ucieszona tym, że jest przy mnie. My zazwyczaj ciężko znosimy rozstania. Po chwili już jechaliśmy do domu. Zaprosiłam go do siebie. Na parkingu, przed blokiem nie było samochodu taty, więc wywnioskowałam, że nie ma go w domu. Zresztą nie zdziwiło mnie to. Pewnie jest u tej swojej Dominiki. Ledwo weszliśmy do mieszkania, a po chwili wszedł tata z Dominiką.
-O, cześć, córeczko. A ty już wróciłaś od mamy?-zapytał uśmiechając się.
Spojrzałam na niego, a potem na Dominikę. Ta posłała mi promienny uśmiech, nie odwzajemniłam go.
-Tak, wróciłam. I wiesz co, wydaje mi się, ze musimy porozmawiać-odpowiedziałam mu.
-Ale teraz? Nie możemy później?-ruszył z Dominiką do salonu.
-Nie. Nie możemy...
-Kochanie, to może ja pójdę już-szepnął do mnie Liaś.
Spojrzałam na niego-Kochanie, dziękuję za podwózkę. Może nawet dzisiaj się jeszcze zobaczymy, ale ja teraz muszę z nim pogadać o mamie, bo to nie może czekać...
-Okej. Do zobaczenia, kochanie-pocałował mnie na pożegnanie i wyszedł.
Wtedy ja poszłam za ojcem do salonu. Była tam tylko Dominika, więc poszłam w strone kuchni, ale ona mnie zatrzymała:
-A o czym to chcesz pogadać z tatą, że to jest takie ważne?-zapytała uśmiechając się.
-A czy musi cię to obchodzić? To są rodzinne sprawy...-odpowiedziałam.
Wtedy do salonu wszedł tata z dwoma filiżankami kawy-Córciu, ale chyba ważniejsze jest to, co ja i Dominika chcemy ci powiedzieć.
Postawił filiżanki na stoliku i usiadł obok Dominiki na kanapie. O, Jezu. To brzmiało tak jakby oni chcieli się pobrać. Oby to nie było to...Proszę, proszę, proszę...
-To znaczy co?-zapytałam patrząc na niego podejrzliwie. Serce waliło mi jak nigdy...Tak szybko i mocno...Bałam się co za chwilę usłyszę.
-Dominika tutaj z nami zamieszka-uśmiechnął się i chwycił jej dłoń.
Co? Jezu...Nie. Nie, nie, tylko nie to. Nie wiedziałam co powiedzieć. Myślałam co teraz będzie...Nie chcę z nią mieszkać...
-Kochanie, czemu nic nie mówisz?-zapytał tata.
-Aha..., super...-powiedziałam uśmiechając się słabo i poszłam do siebie.
30.08.2013 o godz. 17:07
~oczami Kasi
Następnego dnia mieliśmy już wrócić do Londynu. Po południu mieliśmy samolot, więc w miarę szybko się spakowaliśmy i o trzynastej jechaliśmy na lotnisko.
Już od dawna miałam plany, by odwiedzić mamę. Choć na kilka dni, ale muszę pogadać o tym z Liamem. Zawsze bardzo tęskni, gdy wyjeżdżam. Ja zresztą też. Ale teraz też tęsknię za mamą...Bardzo dawno się z nią nie kontaktowałam i nie miałam pojęcia co u niej. Łatwiej by było zadzwonić, ale chciałabym ją także zobaczyć.
Wieczorem, przed samym wyjściem do swojego domu zagadnęłam mojego chłopaka:
-Liaaaś...-objęłam go za szyję.
-Tak?-objął mnie w pasie.
-Bo...ja chciałabym na jakiś czas pojechać do Polski...do mamy. Chyba nie masz nic przeciwko?-spojrzałam w jego twarz, mówiąc bardzo niepewnym głosem.
-Mieć to nie mam, ale będę tęskniiił...-zrobił smutną minkę.
-Oj, no wieeem...Ale z mamą nie widziałam się od kilku miesięcy...Ona w ogóle nie dzwoni, a jak się coś stało?
-To byś na pewno już o tym wiedziała. No, dobra. Jakoś bez ciebie przeżyję..
-Dziękuję, kochanie-pocałowałam go delikatnie-Polecę już jutro, a wrócę za tydzień. Codziennie będziemy do siebie dzwonić i rozmawiać na Skype. Obiecuję.
-Dobrze. ale zobaczymy się jeszcze jutro przed wyjazdem?
-Pewnie, że tak. Zarezerwuje lot na wieczór.
-Okej-pocałował mnie namiętnie na pożegnanie-A może cię odprowadzę?
-Jeśli chcesz-uśmiechnęłam się.
Narzucił na siebie bluze i wyszliśmy z domu

***


Następnego dnia już rano, około dziesiątej wpadł po mnie Liam. Poszliśmy sobie do kina, a potem chwilę siedzieliśmy z pozostałą resztą w domu Hazzy. O szesnastej miałam samolot. Wzięlam z domu walizkę, a Liaś odwiózł mnie na lotnisko. Czule się pożegnaliśmy i przeszłam przez odprawę. Wsiadłam do samolotu, ktory po chwili wystartował. Już za nim tęsknię, pomyślałam. Westchnęłam tylko i spojrzałam za okno. Cały tydzien bez niego...Oprócz tego byłam bardzo ciekawa co u mamy. Nie uprzedziłam jej, że przylatuję...Ciekawe jak zareaguje. Ucieszy się może, a już na pewno zdziwiwi.

***


Kilka godzin potem samolot wylądował na lotnisku w Polsce. Wyszłam z samolotu i wzięłam swój bagaż. Taksówką zjawiłam się pod domem. Zapłaciłam za kurs i weszłam za furtkę. Ostrożnie otworzyłam drzwi wejściowe i weszłam do środka. Zostawiłam walizkę w przedpokoju i poszłam głębiej. W salonie zastałam jakiegoś mężczyzne. Spojrzeliśmy na siebie.
-Przepraszam, kim pan jest?-zapytałam.
-Grzegorz jestem...-odpowiedział obojętnie i znów wpatrzył się w telewizor. Wtedy z kuchni wyszła mama. Nieźle się zdziwiła. Nawet się nie uśmiechnęła. Dopiero po chwili podeszła i uściskała mnie.
-Mamo, kto to jest?-zapytałam cicho, gdy już się od siebie oderwałyśmy.
-Miło, że przyjechałaś. A co tak nagle? Nawet nie uprzedziłaś...-coś się z nią działo. Ja to widziałam. Była inna niż zazwyczaj. Zdenerwowana? Ale czym? Nie pasowało jej, ze przyjechałam?
-Stęskniłam się i jestem...-ukradkiem spojrzałam na tego Grzegorza. Pił piwo i zajadał się chipsami bezmyślnie wpatrując się w telewizor. Przeniosłam wzrok na mamę.
-Chodź do kuchni-chwyciła mnie za rękę i pociągnęła mnie w stronę kuchennych drzwi.
-Mamo, co się tu dzieje?-chciałam jak najszybciej usłyszeć od niej słowa wyjaśnienia.
-Usiądź, porozmawiamy na spokojnie...-powiedziała. Spełniłam jej prośbę, a ona usiadła na przeciw mnie przy stole. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem, gotowa by wysłuchać wszystkiego co mi powie.
-Grzesiek to...To mój nowy facet. Poznałam go w sylwestra przez tą moją przyjaciółkę Renatę...Od tego czasu jesteśmy ze sobą...
-Twój...nowy facet? I dlaczego przez tyle czasu nie dzwoniłaś? Nie powiedziałaś mi...Minęło pięć miesięcy.
-Ale czy to ważne, że się z kimś wreszcie spotykam? Jestem szczęśliwa i to jest najwazniejsze...
-Jakoś nie widzę tego twojego szczęścia. W ogóle powiedziałaś mu o mnie?
-Tak. Powiedziałam, że mam córkę i, że mieszkasz w Londynie.
-Mamo, nie wydaje mi się, żeby to był odpowiedni facet dla ciebie...
-Widziałaś go parę sekund i już takie twierdzenie. Może najpierw go poznasz, a dopiero potem będziesz oceniać...
-Mamo, ale ja to widze!-próbowałam mówić cicho, żeby ten Grzegorz nie usłyszał.-Spojrzał na mnie obojętnie. Nawet nie wstał. Nie podał mi ręki..Do tego wygląda jak...jak menel. Rozłożył się na tej kanapie jak król i popija piwo wgapiając się w telewizor!
-Nie mów tak o Grześku. Ja go kocham i zamierzam się z nim pobrać.
Nie, no super. Jakoś sobie tego nie wyobrażam. Mieć takiego człowieka za ojczyma. To już wolę te dziewczyne taty-Dominikę. Przynajmniej jest kulturalna, ale i tak za nią nie przepadam.
-Wiesz co mamo, dobrze, ze przyjechałam. Wreszcie dowiedziałam się i zobaczyłam co się tutaj dzieje.
Poniosły mnie nerwy. No, kto normalny by się nie wkurzył, gdyby jego matka spotykała się z takim człowiekiem jakim jest ten cały Grzegorz. Gregi-Szmegi, kurwa! Czy on w ogóle interesuje się mamą czy jest z nią dlatego, że ma gdzie mieszkać, co jeść...Ciekawe czy on w ogóle pracuje...Jeżeli się okaże, że on obija się cały dzień, a moja mama go utrzymuje to nie wytrzymam!
Wtedy do kuchni wszedł ten Grzegorz. Obrzucił nas spojrzeniem.
-A co wy się tak wydzieracie? No, nie powiem, córeczka ci się udała-spojrzał na mnie z uśmiechem jakiegoś pedofila.
Boże, przeraziłam się. Nie, nie pozwolę, by mama spotykała się z takim kimś. To jakaś patologia. Czy ona chce z tego domu zrobić burdel albo jakąś meline?!
-Przestaaaań, idź już może stąd...-powiedziała mama.
Ten zaglądając do lodówki odpowiedział jej:
-A powiedziałaś już córusi o dziecku? Temu się tak wkurzyła? Nie cieszy się, że będzie mieć rodzenstwo?-spojrzał na nas z podłym uśmieszkiem.
CO? JAKIE DZIECKO? Wstałam i spojrzałam na mamę. Ona spuściłam głowę wpatrując się w blat stołu.
-Mamo...? O czym on mówi?
-Jak to o czym? Stara będzie miała dziecko!
-Po pierwsze, nie mów tak do mojej mamy, a po drugie, dziecko z kim? Bo chyba nie z tobą!-obrzuciłam go groźnym spojrzeniem.
-A spróbowałaby pieprzyć się z kimś innym! Oczywiście, że ze mną!
-Mamo, to prawda...?-zapytałam drżącym głosem.
Ta tylko kiwnęła lekko głową nie podnosząc jej nawet. Grzegorz zaśmiał się i wyszedł. Wcale nie cieszyłam się, że będę miała rodzeństwo. Nie chciałam by moja przyrodnia siostra lub brat miał takiego ojca! Nie wytrzymałam. Czułam, że ze złości się zaraz poryczę. Wyszłam z kuchni i poszłam na górę do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, a po chwili z oczu wyciekły mi łzy...
26.08.2013 o godz. 15:55
Następnego dnia chłopcy musieli jechać wcześniej na miejsce, gdzie miał odbyć się koncert. O dziesiątej wpadła do mnie Kasia.
-No, hej, Pola. Jak się czujesz?-uśmiechnęła się.
-Bywało gorzej. Jest okej-oddałam uśmiech.
-Co ubierasz dzisiaj wieczorem?-zadała kolejne pytanie.
-Nie wiem. Gdyby nie ten brzuch ubrałabym tę niebieską sukienkę, którą miałam w Sylwestra, ale się do niej nie zmieszczę, więc muszę wybrać co innego. Na pewno skombinuję jakiś ładny strój, a ty?-odpowiedziałam.
-Mam taką białą sukienkę. Może ci już pokazywałam?
-Nieee, chyba nie.
-To zobaczysz wieczorkiem. Idziesz na śniadanie?
Kiwnęłam głową i poszłyśmy na dół.
Tam już siedziała Magda z Perrie i Eleanor. Usiadłam nie zważając na tę ostatnią i zamówiłam sobie jedzenie. Zauważyłam, ze Magda je frytki, więc wpadł mi do głowy niezły tekst.
-Magda! Zjadasz rodzinę Eleanor!-wypaliłam, a potem zaśmiałam się cicho.
Magda tylko wywróciła oczami, a Kaśka i Pezz poszły w śmiech. Zerknęłam na Pyrcię. Widać było, że się wkurzyła. Właśnie taki był zamierzony efekt. I chyba nie wiedziała co odpowiedzieć. Niech lepiej nic nie mówi, bo się ośmiesza na każdym kroku. Zaczęłam jeść czując na sobie niekiedy spojrzenia Elki. Nagle ta, niby przypadkowo, przesunęła swoją łapę po stole i strąciła moją szklankę z sokiem prosto na mnie. Wstałam od stołu, a pozostałe patrzyły to na mnie to na tego Kartofla.
-Myślisz, że mnie tym zdenerwowałaś?-prychnęłam.-Najlepiej nic nie mów i nic nie rób bo tylko się ośmieszasz-dodałam i poszłam do pokoju się przebrać.

***


Około osiemnastej byłyśmy już wszystkie gotowe i czekałyśmy na jednego z ochroniarzy chłopców, z którym mieliśmy jechać na miejsce, gdzie ma się odbyć koncert. Wpakowaliśmy się w piątkę do auta, a Elka znów musiała rzucić do mnie jakiś swój tekst:
-Pola, a myślałam, że się do tego auta nie zmieścisz-zaśmiała się.
-Kurwa, to ty myślisz?-odcięłam się.
Ta tylko, chyba nie mając lepszego tekstu, prychnęła. Ja pokręciłam głową i wpatrzyłam się za okno. Po chwili dojechaliśmy na miejsce. Chłopcy nie mieli czasu, by się z nami zobaczyć, więc nie mogliśmy do nich pójść. Trafiliśmy do oddzielnego sektora na miejsca dla VIP-ów. Teraz pozostało tylko czekanie, aż chłopcy wyjdą na scenę i zacznie się koncert. Nie trzeba było długo czekać, bo przyszłyśmy tam kilka minut przed rozpoczęciem. Gdy się pokazali rozległ się jeden wielki pisk mnóstwa fanek. Uśmiechnęłam się i napotkałam wzrok Nialla. Uśmiechnęłam się do niego i pokazałam serduszko. Odwdzięczył mi się tym samym gestem.
Jeszcze wtedy żadna z nas nie wiedziała co postanowili zrobić chłopcy. Pierwszą piosenką jaką zaczęli śpiewać było 'What Makes You Beautiful' Zauważyłam, ze Harry dość często zerkał na Magdę.

~oczami Magdy
Zaczęło się akurat What Makes You Beautiful. Jedna z moich ulubionych piosenek. Podczas refrenu poprzedzającego jego solówkę Harry kucnął przy krawędzi sceny i wyciągnął do mnie rękę.
-Harry, oszalałeś?-zapytałam.
-Na twoim punkcie, kotku. No, chodź, piękna-złapał mnie za rękę i wciągnął na scenę. Wyszliśmy na środek i Harry zaczął śpiewać swoją solówkę, patrząc mi cały czas w oczy. Byłam bliska łez. To było takie piękne....
Gdy skończył, pocałował mnie namiętnie. Odwzajemniłam pocałunek.
-kocham cię-wyszeptał Harry, tuląc mnie do siebie.
-Ja ciebie też-odszepnęłam, wtulając się w niego.
Piosenka minęła. Harry pocałował mnie ostatni raz, po czym odprowadził mnie do dziewczyn.
~oczami Poli
Magda jeszcze miała łzy w oczach. Przytuliłam ją mocno do siebie patrząc na Hazze i uśmiechając się. Ja też nieźle bym się wzruszyła. Widać jak Harry mocno kocha Magdę i pewnie chce z nią zostać na zawsze. Zawsze życzyłam im tego i nadal życzę z całego serca.
Po jakimś czasie Liam zaczął zbliżać się do nas. A konkretnie do Kasi. Przykucnął i wyciągnął do Kasi rękę. Ta z uśmiechem podała mu swoją i weszła z nim na scenę. Widać, że była w szoku, ale szczęśliwa. Nagle Liam pojawił się z wielkim, wręcz ogromnym bukiet kwiatów. Wręczył jej go, a ona ze łzami w oczach ledwo go trzymała. Zarzuciła mu ręce na szyje tuląc się do niego, a on objął ją mocno.
~oczami Kasi
-Kocham cię, Liam...-wyszeptałam do jego ucha.
-Ja ciebie też. Bardzo, ale już nie płacz-spojrzał na moją twarz uśmiechając się i otarł mi łzy szczęścia ściekające po mych policzkach. Potem pocałował mnie czule, a ja oddałam pocałunek bedąc szczęśliwa jak nigdy. Nie chciałam się od niego odrywać, więc jeszcze jakąs chwilę tuliłam się do niego. Następnie odprowadził mnie do dziewczyn. Od razu przytuliłam się z uśmiechem do Poli.
~oczami Pezz
Po chwili Lou zabrał Elkę na scenę i wyjaśnił fanom, ze ich związek jest jak najbardziej prawdziwy, a nie dyktowany przez Modest. Że bardzo się kochają i zamierzają dalej ze sobą być bez względu na wszystkie przeciwności. Po tym Zayn wyciągnął mnie na scene. Wszyscy zamilkli, gdy przede mną uklęknął. Patrzyłam na niego z uśmiechem, a łzy napłynęły do oczu, gdy wyjął małe, czerwone pudełeczko. Otworzył je i zapytał do mikrofonu:
-Moja droga Perrie, czy uczynisz mi ten zaszczyt i...zostaniesz moją żoną?
Pisk fanek był głośny, ale ja patrzyłam z uśmiechem na Zayna i popłakałam się. Wszyscy zaczęli krzyczeć: 'tak! tak! tak!', aż wreszcie ja sama to powiedziałam kiwając głową. Mój ukochany założył mi na palec pierścionek zaręczynowy i wziął mnie w ramiona. Byłam mega szczęśliwa.
-Kocham cię...-powiedziałam nadal płacząc łzami szczęścia.
-Ja ciebie też, skarbie-odpowiedział i pocałował mnie.
Oddałam pocałunek uśmiechając się w jego wargi. Usmiechnął się do mnie i starł mi łzy z policzków. Odprowadził mnie na miejsce, a ja nadal płakałam ze wzruszenia. Pokazałam dziewczynom pierścionek, a obraz rozmazywał mi się od łez.
~oczami Poli
Gdy koncert dobiegał końca, Niall wyciągnął do mnie rękę. Uśmiechając się podałam mu swoją i wyciągnął mnie na scene. Poprosił o cisze i zaczął mówić.
-Jakiś czas temu odzyskałem swoją pierwszą, prawdziwą miłość, którą jest Pola-chwycił mnie za rękę i uśmiechnął się do mnie, a mi już łzy cisnęły się do oczu. On dalej kontynuował-Jestem niezmiernie szczęśliwy, że mam taką dziewczyne, która mnie kocha i którą wy akceptujecie. Niedawno też dowiedziałem się o jednej sprawie. Z Polą, którą tak bardzo kocham, będę miał dziecko.
Po tych słowach rozległ się jeden głośny pisk fanek, a ja już płakałam. Niall przytulił mnie do sb i objął mocno. Tuląc mnie do siebie kontynuował:
-Bardzo się ucieszyłem, gdy się do tym dowiedziałem. Pola jest obecnie w czwartym miesiącu, więc płeć dziecka jest jeszcze nieznana, ale niezależnie od tego czy to będzie syn czy córka będę je kochał równie mocno-po tych słowach uklęknął, położył dłoń na moich brzuszku i złożył na nim pocałunek. To było takie kochane. Łzy z moich oczu lały się strumieniami. Dziewczyny weszły na scene, by mnie uściskać, oprócz El oczywiście, ale w tym momencie to jest nieważne. Teraz uświadomiłam, ze mam wspaniałego chłopaka, urodzę dziecko, które tak oboje kochamy. Mam wspaniałych przyjaciół, którzy też cieszą się szczęściem moim i Nialla.

***


Po koncercie ja nadal byłam pełna wrażeń i z uśmiechem wspominałam słowa, które powiedział Niall. Byłam zmęczona, ale szczęśliwa. Teraz na każdym kroku tuliłam się do niego i uśmiechałam się do każdego.
Teraz ponoć miało się odbyć, jak zwykle po koncertach, małe after party.
-Pojedziemy z nimi czy wracamy do hotelu?-zapytał Niall tuląc mnie do siebie.
Sama nie wiedziałam. Ostatecznie wybrałam, żebyśmy pojechali do hotelu. Wiedziałam, ze tego wieczoru nie zapomę nigdy. Do końca życia będę go miło wspominać.
18.08.2013 o godz. 15:34
Kilka dni po tym jak Magda wprowadziła się do nas, wylatywaliśmy do Paryża. W przeddzień wyjazdy byliśmy już wszyscy spakowani i nocowały u nas Perrie i El. Bo przecież one też z nami jechały. To, że Perrie to fajnie, ale ja dalej mam na pieńku z Elką. I chyba zawsze będę mieć.
Wcześnie rano jakoś zdołaliśmy się szybko ogarnąć i jechać na lotnisko. Oczywiście tam jak zwykle pełno fanek i ochroniarzy, którzy robili co mogli, by odciągnąć je od chłopców. Śpieszyliśmy się, więc nie mieliśmy czasu, by się po cokolwiek zatrzymać. Od razu przeszliśmy bez problemów przez odprawę i prosto do samolotu, który już czekał.

***


Po kilku godzinach byliśmy już na miejscu. Jakoś dotarliśmy do hotelu, gdzie całe drugie piętro było zarezerwowane tylko da naszej dziesiątki. Rozeszliśmy się do swoich pokoi, a jutro wieczorem miał odbyć się koncert.

~oczami Harry'ego
Gdy tylko przestąpiliśmy próg naszego pokoju ze śmiechem wziąłem Magdę w ramiona i okręciłem wokół własnej osi.
-Wariat!-zaśmiała się obejmując mnie.
-Cieszę się, że w końcu tu jesteśmy-postawiłem ją na podłodze, ale nie wypuszczałem ze swych objęć.
-Ja też...-uśmiechnęła się, a ja pocałowałem ją czule i delikatnie. Dziewczyna oddała pocałunek.

***


-Smutna jesteś...-usłyszałam głos Nialla.
-Nieee...wydaje ci się...-odpowiedziałam.
-To dlaczego się nie uśmiechasz? Kiedyś częściej się śmiałaś...
-Ale teraz nie jest kiedyś...-westchnęłam.
-Ale teraz właśnie jest jeszcze lepiej. Masz mnie, a dodatkowo będziemy mieli dziecko-usiadł obok i objął mnie.
Tak, to powód do radości. Oczywiście, że się cieszę, ale boję się najbliższej przyszłości. Z rodzicami nie kontaktuję się od kilku miesięcy, a miałam przecież ich odwiedzić. Teraz to będzie niemożliwe, ale wtedy dowiedzieliby się o dziecku. Tak cholernie się boję tego, co oni wtedy zrobią...
-Tak, masz rację...-powiedziałam po chwili, uśmiechając się lekko.

***


Wieczorem wszyscy mi gdzieś poznikali. Pukałam do każdego, ale drzwi były zamknięte. Nawet nie wiedziałam, gdzie jest Niall. Wróciłam więc do siebie i wyszłam na balkon. Po chwili do moich uszu dobiegły jakieś hałasy. Spojrzałam przed wejście do hotelu. A tam mnóstwo rozwrzeszczanych i uradowanych fanek i chłopcy. Po chwili zobaczyłam Pezz i El, więc pewnie Magda i Kasia też tam są. Spojrzałam na Nialla, który robił sobie zdjęcie z fanką. Położyłam dłoń na swoim już sporym brzuszku i powiedziałam cicho:
-Będziesz miał lub miała wspaniałego tatę...
Po jakimś czasie chłopcy i czwórka dziewczyn zniknęli we wnętrzu w hotelu, a fanki jeszcze chwilę przed nim stały. Weszłam do pokoju i położyłam się, bo byłam nieco zmęczona...

***


Następnego dnia obudziłam się w ubraniu, w którym uprzednio chodziłam. Musiałam zasnąć wczoraj jak się w nim położyłam. Poszłam wziąć prysznic i się przebrać. Nialla znowu nie było. Ciekawe czy przyszedł tutaj w ogóle wczoraj...Nagle wszedł do pokoju.
-O, już wstałaś, kochanie-uśmiechnął się i dał mi buziaka w policzek.
-Wstałam. Gdzie byłeś?-poprawiłam kołdrę na łóżku.
-Na dole. Wszyscy już są na śniadaniu. Idziesz?
-Zaraz będę...
-Na pewno? Jak nie przyjdziesz tam za pięć minut to sam cię tam zaniosę-uśmiechnął się.
-Jasne...-wyszedł,a ja poszłam się jeszcze uczesać i zeszłam na dół.
Kasia i Magda uśmiechnęły się, gdy mnie zobaczyły i wstały od stołu, by mnie przytulić.
-Hej, co ty taka smutna, hm?-zapytała Kasia.
-Nie, nie jestem smutna-uśmiechnęłam się lekko, oddając uścisk.
-To siadaj z nami-ruszyły z powrotem do stołu, a ja powoli za nimi.
Zauważyłam, że Elka zaczęła coś szeptać do Lou patrząc się na mnie. Nie przejmowałam się takim jej obgadywaniem. To świadczy tylko o tym, że nie ma innych tematów do rozmowy. Nie ma co się przejmować tą pustą, rozpieszczoną lalką. Tak sobie kiedyś powiedziałam i tego będę się trzymać.

***


Po śniadaniu ta małpa mnie zagadnęła i powiedziała do mnie:
-A czy to dziecko to na pewno jest Nialla?
Myślałam, że jej tam jebnę. Co ona sobie wyobraża. Może obgadywać mnie i mówić o mnie co chce, ale niech nie mówi takich głupot o moim dziecku. Ona sugeruje, że ja zdradziłam Nialla? Tylko spokojnie, powiedziałam sobie w myślach.
-Wiesz, nie jestem taka jak ty, ze zdradzam swojego chłopaka z kim popadnie. Szczególnie z Modest-powiedziałam to dość głośno i cała pozostała ósemka na nas spojrzała.
-Co się tu dzieje?-zapytała Magda.
-Nic. Kartofel ma wątpliwości co do ojca mego dziecka-powiedziałam i wyszłam z hotelu. Nie odchodziłam daleko, bo bałam się, ze się zgubię. A tak na pewno by się stało, gdyby z oczu zniknął mi budynek hotelu.
Miałam się nią nie przejmować, ale ona przyczepiła się do mojego dziecka. Ona nie wie jak jest mi ciężko i co było, gdy się dowiedziałam, że jestem w ciąży. Chociaż nawet gdyby wiedziała to i tak nic by to nie zmieniło. Ona już zawsze będzie taką dziewczyną, która myśli tylko o sobie.

***


-Ale co ona ci powiedziała dokładnie?-zapytał mnie Niall, gdy wróciłam do pokoju.
-Powiedziała, ze cię zdradziłam..Może nie dosłownie, ale to miała na myśli, rozumiesz?-mówiłam płaczliwym głosem-Ja wiedziałam, że będzie się czepiać naszego dziecka...
Niall przytulił mnie, a ja ocierałam łzy ze swoich policzków...
-Pogadam z Lou...-powiedział cicho.
-To nic nie da. Nie widziałeś co się działo przy śniadaniu? Oboje zaczęli mnie obgadywać. On zawsze będzie trzymał jej stronę. Kiedyś w ogóle taki nie był. Dopiero teraz się taki stał jak wrócili do siebie z Elką...
Tak, to była prawda. Wszystko co złe spowodowane jest przez nią...Kiedyś nie przypuszczałabym, że ona jest naprawdę, aż taka wredna...Tylko mnie się uczepiła. Magdę i Kaśkę zostawiła w spokoju. Myślę, że je lubi, ale ja nie wiem co ja jej takiego zrobiłam. Może to, że kiedyś chodziłam z Lou? To trwało krótko i było dawno, więc nie ma o czym mówić. Nawet nie chcę tego pamiętać. Liczę na to, że ona kiedyś się opamięta, bo jak na razie to ona do mnie zaczyna i powoduje kłótnie. A ja powstrzymuję się jak mogę, żeby jej nie jebnąć. Bo to co ona robi to już zaczyna być ponad moje siły.

15.08.2013 o godz. 11:22
~oczami Magdy
Gdy przyszłam do domu od Harry'ego, ciocia od razu wezwała mnie do salonu. Miała bardzo poważny głos, więc wiedziałam, że ma do mnie poważną sprawę. Nie domyślałam się jaką. Ale zaraz się wszystkiego dowiem.
-Tak, ciociu? Co się dzieje?-zapytałam.
-Usiądź-powiedziała, a więc spełniłam jej prośbę.
Usiadłam więc na kanapie i wyczekiwałam, aż wyjaśni mi jaką to ma do mnie sprawę.
-Przejdę od razu do rzeczy. Będę musiała wyjechać-powiedziała.
-Co? Na ile? Gdzie?-chciałam wiedzieć.
-Na miesiąc. Ale...ty niestety będziesz musiała pojechać ze mną...
-Co?!-nie mogłam uwierzyć. Miałam tu wszystko, powoli moje życie się tu układało. Miałam Harry'ego, wspaniałych przyjaciół...Dlaczego miałam ich zostawiać? Dlatego, że ciotce się tak podoba?
-Musisz. Ja cię tu samej nie zostawię. Na pewno nie. Jestem za ciebie odpowiedzialna. Obiecałam twojej matce, że będę się tobą opiekować.
-Ale ja mam tutaj dobre życie!-już krzyczałam.
-Wiem. Ale nie mogę cię samej zostawić na tak długo...Zrozum.
-Ciociu, ja mam tu chłopaka. Dopiero co zostaliśmy razem, a teraz co...? Mam go zostawić?!-starałam się uspokoić, ale jakoś mi to nie wychodziło.
-To tylko miesiąc...Wytrzymacie bez siebie...-próbowała mnie przekonać.
-A dopiero mówiłaś, że to długo! Nie. Nie wyjadę i już!
-Magda...-próbowała ratować sytuację, ale ja wybiegłam z domu.
Byłam tak wkurzona i zrozpaczona równocześnie. Nie wiedziałam co mogę zrobić, żeby ciotka pozwoliła mi tu zostać. Ona mi nad zwyczajniej w świecie nie ufa! Nie jestem już małym dzieckiem, nie mam pięciu lat, tylko szesnaście! Mapę Londynu mam w małym palcu! I ona myśli, że sobie nie poradzę?!
Szłam szybko przed siebie kierując się w stronę domu Hazzy. Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać do niego sms-a o treści : "Będę u ciebie za chwilę:* bardzo ważna sprawa"
Gdy odpisał, byłam już przy jego furtce. Weszłam do domu, a Harry po chwili pojawił się w przedpokoju.
-Kochanie, co się stało?-był zdezorientowany, a ja dyszałam w dodatku kolka mnie złapała i miałam łzy w oczach.
Gdy usłyszałam jego głos rozpłakałam się na dobre. Harry momentalnie podszedł do mnie i utulił mnie. Wtuliłam się w niego nie mogąc przestać ryczeć. Myśl, że przez miesiąc miałabym go nie widzieć, nie całować, nie przytulać się do niego, nie słyszeć jego głosu, jak do mnie mówi przyprawiała mnie o tak rzewne łzy. Słyszałam jak szeptał mi teraz do ucha, żebym się uspokoiła, że jest obok. Gładził mnie po głowie i kołysał w ramionach.
To wszystko mnie uspokajało, więc po chwili tylko parę kropel łez wytaczało się spod moich powiek. Odsunął mnie od siebie na długość ramienia i spojrzał mi w twarz. Ja wbiłam wzrok w jego szyje nie mogąc unieść wyżej wzroku, bo bałam się, że znowu się rozpłaczę. Poczułam jego dłonie na moich policzkach ścierające słone łzy.
-Chodź-powiedział spokojnie i cicho obejmując mnie ramieniem. Poszliśmy na piętro do jego pokoju. On dalej mnie obejmował, a ja nie chciałam, żeby mnie puszczał. Usiadł na łóżku sadzając mnie sobie na kolanach.
-No, co się dzieje, kicia? Hm?-patrzył w moją twarz odgarniając kosmyki moich włosów twarzy, które przez łzy przylepiły się do niej.
-Ciocia wyjeżdża i muszę jechać z nią...-znów zbierało mi się na płacz.
-Jak to wyjeżdża?-mówił jak do małego dziecka.
-No, wyjeżdża. Na miesiąc. Nawet nie wiem gdzie. I ona powiedziała, że nie może mnie tu zostawić samej...-po moich policzkach znów zleciały gorące łzy.
Objął mnie i przytulił do siebie. Pewnie on też nie chciał, żebym wyjeżdżała. Widziałam jak zmartwiła go ta wiadomość. Wtuliłam twarz
w jego szyje wionąc ją moich gorącym oddechem. On lekko mnie kołysał na swoich kolanach mocno mnie do siebie tuląc. Chwilę tak siedzieliśmy w milczeniu. Oczy wciąż piekły mnie od łez, ale nie zważałam na to. Starałam się skupić na biciu serca Harry'ego, które czułam, gdy położyłam dłoń na jego piersi. Nagle usłyszałam jego głos:
-Kochanie, mam pomysł...
Spojrzałam na niego wyczekująco. Chciałam wiedzieć co wymyślił. Każdy pomysł byłby dobry jeżeli to tylko pomogłoby mi zostać z Harry'm.
-Jaki?-zapytałam cicho.
-Przeprowadzisz się tutaj na ten miesiąc.
-Co? Ale...jak to...?-nie wiedziałam czy to mogłoby się udać. Bez wiedzy ciotki to się nie uda. Powie mamie i dopiero będzie przypał. A mama nawet nie wiem o Harry'm.
-Normalnie. Zawiozę cię do domu, żebyś wzięłam swoje rzeczy i przyjeżdżamy tutaj.-lekko się uśmiechnął ukazując swoje słodkie dołeczki w policzkach, które tak w nim kochałam.
-Ale...ciotka się nie zgodzi. Powie o wszystkim mojej mamie...-zmartwiłam się.
-Ale twoja ciocia mnie zna, nawet mnie lubi, to znaczy tak przypuszczam. Wszystko będzie dobrze.
-Ale moi rodzice o tobie nie wiedzą...-spojrzałam mu w twarz.
-Aaa...no, ale co z tego. To się dowiedzą, nie?
-Ty nie rozumiesz....
-To co, wolisz wyjechać?-przerwał mi nagle.
Pokiwałam przecząco głową i przystałam na jego pomysł. Poszłam do łazienki obmyłam twarz i uczesałam włosy. Następnie wsiedliśmy do jego auta i skierowaliśmy się w stronę domu bloku, w którym mieszkałam. Gdy Harry zatrzymał auto na parkingu zaczęłam się bać.
-Hej, no co jest. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze-powiedział i chwycił mnie za rękę.
Splotłam ze sobą nasze palce. Ufałam mu.
-Myślisz?-spojrzałam w jego oczy.
-Tak. Chodźmy-wysiedliśmy z auta, a Harry objął mnie ramieniem i poszliśmy w stronę wejścia do bloku.
Schodami udaliśmy się pod drzwi mieszkania. Delikatnie nacisnęłam klamkę i cicho weszliśmy do środka. Ciocia od razu musiała usłyszeć, bo pojawiła się w przedpokoju.
-Dzień dobry-powiedział Harry.
-Cześć, Harry-przywitała się z nim, a potem zwróciła się do mnie-A ty co kombinujesz?
Spojrzałam na Harry'ego dając mu do zrozumienia, żeby on wszystko wytłumaczył mojej ciotce.
-Słyszałem, że pani wyjeżdża i chciałaby zabrać Magdę ze sobą...
-Muszę ją zabrać-przerwała mu poprawiając go.
-Tak...A Magda nie chce. Więc wpadłem na pewien pomysł...-zamilknął, ale ciotka milczała, więc kontynuował dalej-Magda na czas pani nieobecności zamieszka u mnie.
Widziałam, ze ciotkę zatkało. Harry chwycił moją dłoń, a ja uścisnęłam ją mocno. Nie wiedziałam co ona sobie teraz myśli.
-Ale...jak to z tobą? Jak wy sobie to wyobrażacie?-zapytała w końcu.
-Oprócz mnie mieszka tam też czwórka moich przyjaciół i dziewczyna jednego z nich-powiedział, a ja modliłam się, żeby nie wspominał nic o ciąży Poli, bo ciotka na pewno nie pozwoliła, by mi u niego zamieszkać.
-No, wiem, wiem. Magda mówiła. Ale...nie wiem czy to jest dobry pomysł.
Plusem było to, że zaczęłam się nad tym zastanawiać, a nie, że od razu powiedziała 'nie'. Była jakaś nadzieja....
-A ty Magda w ogóle chcesz?-zapytała mnie.
-Jasne, że chcę. To rozwiązanie idealnie mi pasuje..-powiedziałam.
Ciocia zamilkła. Tak bardzo się bałam. Wiedziałam, że za chwile padnie decyzja. Gdy się nie zgodzi ja będę musiała stąd wyjechać na ten miesiąc. Wiedziałam to bardzo dobrze.
-Ale Harry masz się nią opiekować. Jeżeli jej się coś stanie to nie ręczę za siebie-powiedziała.
Wtedy już wiedziałam, że się zgodziła. Moje serce skakało z radości. Sama miałam ochotę to robić, ale odwołałam się tylko do lekkiego uśmiechu.
-Dobrze. Obiecuję-powiedział Harry poważnie, ale też wiedziałam, że w duszy się cieszy.
Ciocia spojrzała na mnie.
-Dziękuję-przytuliłam się do niej-Tak bardzo dziękuję.
-No, dobra, już dobra. Ale nieźle mnie przedtem wkurzyłaś, więc uważaj sobie.
Oderwałam się od niej i pociągnęłam Hazzę za rękę do mojego pokoju. Ciesząc się jak głupia wyjęłam walizkę i zaczęłam pakować do niej rzeczy. W pewnym momencie Harry złapał mnie w pasie i przyciągnął mocno do siebie.
-A mówiłem, że będzie dobrze? Mówiłem.
-Wierzyłam w to, bo ci ufam. Jezu, nie mogę dalej uwierzyć, że ona się zgodziła!-zarzuciłam mu ręce na szyję.
Harry pocałował mnie, a ja uśmiechnęłam się w jego wargi. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, a ja wróciłam do dalszego pakowania. Zabrałam walizkę, a Harry mojego laptopa wyszliśmy z pokoju. Ciocia przyszła się pożegnać i zeszliśmy na dół do auta. Wpakowałam walizkę do bagażnika, a laptopa trzymałam na kolanach. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. To będzie cudowny miesiąc. No i jeszcze za parę dni lecimy do Paryża. Byłam tak szczęśliwa jak nigdy.
11.07.2013 o godz. 13:06
Następnego dnia wstałam z łóżka. Ogarnęłam się i zeszłam na dół. Dzisiaj mieliśmy z Niallem powiedzieć chłopakom, Kasi i Magdzie o dziecku. Bałam się jak to przyjmą. Louis rzuci na pewno jakiś niepotrzebny i wredny komentarz, ale nie będę się nim przejmować. Nie mam zamiaru. Około dziesiątej zjadłam śniadanie, a potem zadzwoniłam do Magdy i Kasi, żeby wpadły. Zresztą i tak by przyszły. Kasia do Liama, a Magda do Hazzy.
Czasami chłopcy zadawali mi pytania dlaczego uciekłam. Najczęściej nie wiedziałam co odpowiedzieć, ale Niall był zawsze przy mnie i odpowiadał im. Oczywiście nie mówił prawdy tylko to, żeby się nie wtrącali i nie pytali więcej, bo to nie ważne, bo przecież wróciłam.
W południe przyszła Magda, zaraz po niej Kasia. Poprosiłam Nialla, żeby to on im wszystkim powiedział. Ja wiedziałam, że nie będę mogła wydobyć z siebie żadnego słowa. Bałam się tylko tego, żeby się wtedy nie rozpłakać. Musiałam być dzielna.
Po półgodzinie od przyjścia dziewczyn Niall poprosił wszystkich, żeby przeszli do salonu. Bałam się...Serce waliło mi ja młot. W brzuchu czułam ucisk ze zdenerwowania, w ustach suchość, a nogi miałam jak z waty.
-Wszystko będzie okej-szepnął do mnie, chwycił mnie za rękę i poszliśmy do nich.
Spojrzałam po twarzach wszystkich, ale unikałam spojrzenia z Louisem. Dalej zachowywał się chamsko wobec mnie, zupełnie nie wiem czemu. Dalej chodziło mu o Eleanor? Przecież to ona cały czas do mnie zaczynała, a ja nie pozwoliłam się tak traktować, więc wdawałam się z nią w kłótnie. Ale oczywiście to jest jego dziewczyna, więc musi jej bronić. Ja też nią kiedyś byłam...Pamiętam to jeszcze, ale wolę nie wspominać.
Wszyscy patrzyli na nas z oczekiwaniem na twarzach. Przełknęłam nerwowo ślinę i spuściłam głowę. Jakbym zrobiła coś złego i teraz oni mieli się o tym dowiedzieć. A przecież to, że zaszłam w ciążę to nie jest nic złego. To prawda, mam szesnaście lat, ale stało się. Wiedziałam, że Niall mnie nie zostawi z tym samą i to jakoś mnie podtrzymywało. Bałam się pomyśleć co by było gdyby nie uznał tego dziecka i odszedł ode mnie.
-Mam nadzieję, że powiedziecie nam dlaczego Pola uciekła-usłyszałam głos Magdy.
-To nie jest ważne. Chcieliśmy wam powiedzieć, że zostaniemy rodzicami...-powiedział Niall.
Po tych słowach zapadła cisza. Bałam się podnieść głowę i spojrzeć na nich. Ciekawe co teraz sobie myślą. Ścisnęłam mocniej dłoń Nialla, a on puścił moją i objął mnie. Westchnęłam cicho, bo dalej nikt nic nie mówił. Nagle Kasia wstała i uściskała mnie mocno. W jej ślady poszła Magda.
-Gratuluję wam. A ty czemu smutna, powinnaś się cieszyć!-roześmiała się Magda.
Uśmiechnęłam się lekko, ale dalej byłam niepewna i skrępowana. Po chwili uściskałam się po kolei z Harry'm, Liamem i Zaynem. A Lou...nawet się nie ruszył. Ale jakoś nikt nie zwrócił na to uwagi. Tylko ja zerknęłam na niego na sekundę.
Ich reakcje zadowoliły mnie. Gdyby jeszcze tak rodzice zareagowali jak oni. Magda była roześmiana, Kasia zresztą też. Ja też lekko się uśmiechałam. Spojrzałam na Nialla i uściskaliśmy się.
-Mówiłem ci, że będzie dobrze...-szepnął mi do ucha.
Uśmiechnęłam się i odszepnęłam:
-Tak...nawet nie wiesz jak się cieszę...

***

(cztery miesiące później)
Minęły już cztery miesiące odkąd zaszłam w ciążę. Brzuszek był już nieźle widoczny. Magda i Kasia codziennie mnie odwiedzały. Kasia nawet kupiła już śpioszki, mimo tego, że nawet nie znaliśmy płci dziecka. Oczywiście wytłumaczyła, że nie mogła się powstrzymać. Kochana jest. Z rodzicami się nie kontaktowałam. To znaczy raz czy dwa zadzwonili i pytali się kiedy do nich przyjadę. Mówiłam, że teraz jestem zawalona nauką. A tak naprawdę nie chodziłam do szkoły. Nie wiem co będzie, gdy oni zorientują się, że coś jest nie tak. Znają adres, bałam się, że mogą w każdej chwili przyjechać.
Teraz siedziałam z Magdą i Kasią w salonie, gdy usłyszeliśmy głos Hazzy.
-Zostaniecie dziewczyny same w domu na chwilę, ok?
-Jasne, a gdzie jedziecie?-zapytała go Magda.
-Menadżer ma do nas jakąś sprawę. Postaramy się wrócić jak najszybciej.
Po chwili wyszli. A gdy przyszli:
-O, wróciliście. I co od was chciał menadżer?-zapytałam.
-Mamy koncert za niedługo-wyjaśnił Niall.
-Koncert? Gdzie?-wszystkie trzy uśmiechnęłyśmy się.
-W Paryżu-powiedział Hazz-I wy też jedziecie.
-My?-zdziwiłyśmy się, ale ucieszyłyśmy się jednocześnie.
-Tak. Perrie i El też będą-powiedział Zayn.
Aha. Super. Jak El się dowie, że jestem w ciąży to dopiero się zacznie. A może już wie. Może Lou jej powiedział...Nie wiem czy powinnam jechać. Z tym brzuchem...?
-A ja? Też mam jechać?-zapytałam.
-Tak, ty też. A dlaczego tak pytasz?-odpowiedział mi Niall.
Wskazałam na swój brzuch. To był dopiero czwarty miesiąc, ale było widać, że jestem w ciąży. Ale...dlaczego ja się tego wstydzę? Będę miała dziecko! Ja się z tego cieszyłam!
-Nie zostawię cię samej, a muszę jechać-znów odpowiedział.
Kiwnęłam głową uśmiechając się.
-Okej. Cieszę się.

08.07.2013 o godz. 10:46
Mam do Was dwa pytania: Czy chcecie, żebym kończyła to opowiadanie? Czy chcecie, żebym potem zaczęła pisać drugie opowiadanie podobne do tego? Proszę, żebyście pisali odpowiedzi w komentarzach :D

~oczami Nialla
Tak się ucieszyłem, że się odnalazła. Znów powtórzyła się sytuacja z sylwestra, kiedy to się pokłóciliśmy, a ona zwiała z klubu i nocowała u Alexa. Tylko teraz nie było jej znacznie dłużej. Tak się martwiłem, odchodziłem od zmysłów. Do głowy przychodziły mi same najgorsze senariusze.
Ale dalej nie jestem o nią spokojny. Ona zbywa mnie, gdy pytam dlaczego uciekła, jest smutna i płacze. Unika mnie...Ja nie wiem co się dzieje, a gdy próbuję się dowiedzieć, ona milczy. Boję się o nią...Że coś się stało, gdy jej nie było tak długo. A może coś wcześniej? Ale zauważyłbym to. Przed jej zniknięciem było wszystko w porządku. Teraz ona, jak zawsze od swojego zniknięcia, a minęło już kilka dni, siedziała w pokoju. Nie wychodziła z niego, no chyba, że czasami do łazienki. Na doł wcale nie zaglądała. Teraz znów podjąłem próbę dowiedzenia się co ją tak gnębi. Poszedłem na górę i cicho wszedłem do sypialnii. Ona nawet nie drgnęła. Może spała...? Ale po chwili okazało się, że jednak nie. Płakała. Znowu płakała...Położyłem się obok niej pod kołdrą i przytuliłem. Nie spojrzała na mnie...ciagle płakała.

~oczami Poli
Minęło już kilka dni, a ja dalej milczę, choć Niall próbuje się dowiedzieć co mi jest. Teraz znów do mnie przyszedł i czułam, że właśnie teraz wszystko się wyda. On nie jest cierpliwy, ale jakieś resztki cierpliwości posiada. Pewnie niedługo je straci.
Ja codziennie płaczę do momentu, aż zmorzy mnie sen. Później, gdy się budzę znów wraca rzeczywistość i kolejne łzy wypływają mi z oczu. Jestem już bardzo zmęczona takim trybem życia, który trwa już od kilku dni i trudno mi jest ukrywać prawdę przed wszystkimi, bo chętnie bym wszystkim powiedziała, że jestem w ciąży, ale ja czuję, że konsekwencje tego nie będą dobre. A nie chciałabym stracić Nialla, bo bardzo go kocham. Ale...skoro on mnie kocha, a ciagle mi to powtarza i okazuje, to nie zostawi mnie, gdy mu o wszystkim powiem...Sama nie wiem. Ale postanowiłam zaryzykować...
Cała zapłakana odwróciłam się w jego stronę. Spojrzałam mu w oczy, lecz w pokoju panował półmrok i nie widziałam w nich żadnego wyrazu. Nagle poczułam jego dłoń na moim policzku.
-Mogę cie o coś prosić?-zapytał cicho.
-O co?-wyszeptałam po chwili.
-Nie płacz już. Proszę, tylko powiedz mi co się dzieje. Postaram ci się pomóc.
Zamknęłam oczy, bo znów poczułam pod powiekami piekące łzy. Musiałam się jakoś zebrać, żeby o wszystkim mu powiedzieć, a teraz brakowało mi odwagi. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa, więc chwyciłam jego dłoń i położyłam ją sobie na brzuchu. Zauważyam, że Niall ma zdezorientowaną minę, więc pewnie nie zrozumiał o co mi chodzi.
-Jestem w ciąży...-wyszeptałam, a po moich policzkach znów spłynęły łzy.
Usiadł gwałtownie, aż się wystarszyłam. Nie wiedziałam czy się zdenerwował czy ucieszył. A może jeszcze coś innego? Jeszcze bardziej się rozpłakałam. Wiedziałam! Nie potrzebnie mu mówiłam!
-Dlaczego znowu płaczesz?-zapytał spokojnie przytulając mnie.
-No, bo co teraz będzie...?-zapytałam przez łzy
-Wychowamy razem to dziecko. Nie bój się, poradzimy sobie...
-A co z toba? Co z One Direction...z zespołem...Zrobiłam ci tylko kłopot...-spojrzałam na niego ze strachem w oczach.
-Nie mów tak. Nasze dziecko to nie jest dla mnie żaden kłopot.
-Naprawdę?-zapytałam nadal wystraszona.
-Naprawdę. Kocham was. Ciebie i nasze dziecko-dotknął dłonia mojego jeszcze płaskiego brzucha.
Uśmiechnęłam się lekko i nakryłam jego dłoń swoją. A tak się bałam. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Teraz jeszcze tylko pozostają moi rodzice. Tego sie obawiam najbardziej. Ich rekacji, którą zresztą mogę przewidzieć, bo znam ich bardzo dobrze. Pewnie długo będę zwlekać zanim im o tym powiem. A przecież prędzej czy później się to wyda.
-Kochanie, co się dzieje?-zapytał Niall widząc zatroskanie na mojej twarzy.
-No bo...moi rodzice...Ja nie wiem jak im powiedzieć o dziecku...
-Normalnie...
-Ty ich nie znasz. Oni mnie z domu wyrzucą. Wyklą mnie...A już na pewno się wściekną...Boje się.
-Spokojnie. Powiemy im razem. Nie zostawię cię.
Uścisnęłam jego dłoń. A myślałam, że zostanę z tym wszystkim sama. Już zdążyłam pokochać to dziecko i nie mogę się doczekać, kiedy je urodzę i przytulę. Razem z Niallem stworzymy dla niego idealną rodzinę
.
08.07.2013 o godz. 08:12
I doczekaliśmy się setnego rozdziału :D dedykuję go Wam, czytelnikom i dziękuję, że czytacie moje bazgroły, mam nadzieję, że będziecie ze mną do końca opowiadania :***

Nadszedł już wieczór, a ja przemarzłam na kość. Dalej nie wiedziałam co ze sobą zrobić, gdzie pójść...Dalej ślęczałam między tymi drzewami, a od Nialla, Kasi i Magdy miałam chyba ze sto nieodebranych połączeń. Do tego co chwila wyskakiwał komunikat, że telefon zaraz mi się rozładuje. Cały czas kusiło mnie, by wybrać się do Alexa. Przecież on by mi pomógł, ale ja nikomu nie mogę powiedzieć, nawet jemu, że jestem w ciąży. Ja wiem, że to się wyda prędzej czy później, ale nie wiem co wtedy ze mną będzie. Gdzie ja wtedy będę i...czy w ogóle będę...
Nagle usłyszałam czyjeś kroki rozglądnęłam się dookoła i zauważyłam jakieś postacie idące w moją stronę. Szybko chwyciłam torbę i uciekłam stamtąd. Biegłam ile sił w nogach, w końcu jednak się zatrzymałam, gdy zniknęłam tym kimś z oczu. Szłam szybko przed siebie, w ogóle się nie zatrzymując, choć byłam bardzo zmęczona. Lecz nagle nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Zatrzymałam się na moście nie wiedząc co dalej. Nagle wpadł mi do głowy pomysł. Zeszłam z mostu idąc po śniegu pod niego. Postanowiłam, że muszę przeczekać chwilę, bo nie chciałam, by ten ktoś przed kim uciekłam mnie znalazł. A jeśli to był Niall...? Nagle się rozpłakałam. Tak bardzo chciałam go zobaczyć...

~oczami Nialla
-I co, dzwoniłaś do niej?-zapytałem Kaśki.
Sam nie wiem gdzie ona mogła być. I dlaczego nie wraca do domu tak długo. A jeżeli jej się coś stało...? Wcześniej obszedłem dookoła całą okolice; nigdzie jej nie było. Nie mogłem tracić głowy, najważniejsze dla mnie było teraz, żeby ją znaleźć. Dzwoniłem i wysłałem do niej ponad sto sms-ów, do tego ciągle dzwoniły do niej Kasia i Magda. One, Harry i Liam pomagali mi jej szukać. Nawet Zayn poszedł ze mną, mimo, że był umówiony z Perrie. Tylko Lou się tym nie przejął...Jeżeli Poli się coś stanie to ciekawe co wtedy powie albo zrobi.
-Tak, ale teraz to ma chyba wyłączoną komórkę-powiedziała przerażona.
-Spokojnie. Może zaraz wróci-powiedziałem i zamilkłem na chwilę. Nagle przyszedł mi do głowy pomysł, gdzie ona może być-Słuchajcie, a może ona jest u tego Alexa. Pamiętacie jak wtedy w sylwestra do niego poszła...-kiwnęli głowami, a ja zapytałem-Ktoś zna jego adres?
-Ja znam-odparła Magda i dodała gdzie on mieszka. Natychmiast wsiadłem w samochód i pojechałem tam. Tak bardzo chciałem, żeby tam była. Oprócz domu Alexa nie przychodziło mi do głowy żadne inne miejsce, gdzie ona mogłaby być. Jechałem szybko, ale ostrożnie. Po chwili podjechałem pod wskazany mi przez Magdę adres. Wysiadłem z auta i pobiegłem do drzwi. Nacisnąłem na dzwonek kilka razy, a po chwili otworzył mi wysoki chłopak o czarnych włosach.
-To ty jesteś Alex, prawda?-zapytałem.
-Tak, a ty Niall. Chłopak Poli-uśmiechnął się, ale po chwili mina mu zrzedła, gdy zobaczył jaki jestem zdenerwowany-A coś się stało?
-Proszę cię, powiedz, że jest u ciebie Pola...-powiedziałem mając nadzieję, nawet chcąc, by odpowiedział, że siedzi u niego już od popołudnia.
-Nie, nie ma...Niall, ona zniknęła?-widać było, że też się przeraził.
Ja nie odpowiedziałem. Gdy usłyszałem te słowa nie wiedziałem co robić. Gdzie mam jej jeszcze szukać?! Pola, wróć do domu, błagałem w myślach, mając głupią nadzieję, ze usłyszy, choć to nie było możliwe. Mogłem liczyć, że już wróciła do domu, ale wtedy zadzwonili by do mnie, a nie miałem żadnego połączenia.
-Dzwoniłeś do niej?-znów usłyszałem głos Alexa.
-Tak, dzwoniłem. Ponad sto razy. Magda i Kasia, jej przyjaciółki też. Nie ma jej już sześc godzin. A skoro u ciebie jej nie ma, to ja już nie wiem, gdzie ona poszła...
Byłem na siebie zły. Dlaczego ona tyle godzin nie wraca? Może to przeze mnie. Może coś źle zrobiłem, powiedziałem, może ona nie chce mnie widzieć...
-Też nie wiem. A może ona pojechała do Polski, do swoich rodziców-powiedział Alex.
Spojrzałem na niego. To mogło być możliwe. Nawet nie sprawdzałem czy na górze są jej rzeczy. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Magdy. Gdy usłyszałem jej głos natychmiast powiedziałem:
-Magda, sprawdź czy na górze u nas w pokoju są rzeczy Poli. Ubrania, laptop...ok?
-Okej, ale nie ma jej u Alexa?-zapytała.
-Nie ma. Sprawdź teraz, ale nie rozłączaj się.
Na chwilę zapadła cisza, a ja czekałem...czekałem...czekałem...Po chwili usłyszałem głos Magdy.
-Są. Wszystko jest.
Zrobiło mi się niedobrze. Nie, nie mogła pojechać do Polski. Ale dlaczego miała by to robić nawet nikogo o tym nie powiadamiając, a teraz jeszcze nie odbierając telefonów. Rozłączyłem się i schowałem telefon.
-I co?-zapytał Alex.
-Nie pojechała do Polski. Na pewno nie...-powiedziałem cicho.
-Może pomogę ci jej szukać-zaofiarował się chłopak.
-Nie. Zostań w domu na wypadek, gdyby do ciebie przyszła. Ja czuję, że ona jest gdzieś blisko. W razie gdyby się pojawiła od razu do mnie dzwoń-podałem mu swój numer telefonu.
-Okej. Na pewno zadzwonię, gdy tylko się tu zjawi-odpowiedział, a ja pognałem z powrotem do samochodu i pojechałem do domu.

~oczami Poli
Czułam ciepło swoich łez na policzkach, które były zimne i na pewno czerwone od mrozu. Dalej siedziałam pod tym mostem opierając się o zimy beton nie będąc w stanie się ruszyć z zimna. Nadchodziła noc. Jeszcze zimniejsza od dnia...A jeżeli zamarznę? Zaczęłam rozcierać sobie ramiona dłońmi. Co prawda miałam kurtkę i szalik, nawet w torbie rękawiczki, ale tyle czasu spędziłam na zimnie, że to wszystko nie wystarczało. Byłam głodna, zmarznięta i chciało mi się pić. W dodatku tęskniłam za Niallem. Wyjęłam więc telefon, ale był rozładowany. Próbowałam go włączyć, ale nic z tego. Chciałam chociaż zobaczyć nas na zdjęciach, mnie i jego..razem. Nawet tego nie mogłam zrobić...Rozpłakałam się jeszcze bardziej.

~oczami Nialla
Nie spałem całą noc, a Poli nadal nie było. Od szóstej rano, gdy tylko zrobiło się jasno ponowiłem poszukania. Pojechałem jeszcze raz do Alexa. Nawet nie wiem po co. Wiedziałem, że jej tam nie ma. Inaczej Alex dałby mi znać. Ale pojechałem, a potem włóczyłem się autem po okolicy bez celu wypatrując na ulicach Poli. Już z tego przemęczenia i nieprzespanej nocy miałem omamy. Ciągle migała mi przed oczami postać Poli, ale później się okazało, że to zupełnie ktoś inny. Około szesnastej wróciłem do domu już nie wiedząc co robić. Dowiedziałem się, że dziewczyny zadzwoniły na policję, bo od zniknięcia Poli minęła już doba. Doba? Dopiero? Czuję się tak jakby nie było jej wieczność. Usiadłem w salonie wpatrując się tępo w podłogę. Myślałem tylko o niej, o mojej Poli, w tle słyszałem głos Magdy i Kaśki, ale nie słuchałem o czym dokładnie rozmawiają. Nagle do domu weszła dwójka policjantów. Po chwili pojawili się z Kaśką, Magdą, Liamem i Hazzą w salonie. Nie zareagowałem. Zaczęli wypytywać o Polę. W pewnej chwili nie wytrzymałem i wyszedłem stamtąd. Wziąłem samochód i odjechałem stamtąd. Nadal miałem nadzieję, że gdzieś znajdę Polę. Gdy już nie miałem ochoty jechać autem, zaparkowałem je i poszedłem pod London Eye. Szedłem ze spuszczoną głową, raz po raz zerkając na przechodniów. Za każdym razem, gdy podnosiłem głowę miałem nadzieję, że zobaczę Polę. Moją Polę, za którą tak tęskniłem. O którą tak bardzo się bałem. Gdy teraz podniosłem głowę i rozejrzałem się dookoła zauważyłem JĄ. Momentalnie przystanąłem i wpatrywałem się w nią, a właściwie w jej plecy, bo siedziała na ławce tyłem do mnie. Siedziała skulona z głową spuszczoną w dół. Gdy podszedłem bliżej zauważyłem, że się trzęsła. Zacząłem biec w jej stronę, bo byłem pewny, że to ona. Gdy mnie zauważyła wstała, a ja od razu wziąłem ją w ramiona. Wybuchnęła płaczem tuląc się do mnie. O nic nie wypytywałem, na razie. Tak bardzo się cieszyłem, że ją znalazłem. Tak bardzo mi ulżyło, że nic jej nie jest. Płakała tak głośno, że przechodzący ludzie zaczęli na nas zwracać uwagę, lecz ja miałem to gdzieś. Po chwili oderwałem ją od siebie na niewielką odległość i spojrzałem jej w twarz. Rozmazany makijaż i czerwone policzki od mrozu. Pola jeszcze cicho płakała, bo z jej oczu po policzkach staczała się łza za łzą. Znów przytuliłem ją do siebie dziękując Bogu, że w końcu ją znalazłem.

~oczami Poli
Po prostu się rozpłakałam, gdy mnie do siebie przytulił. Nie wiem nawet czy ze szczęścia czy z tego, że teraz wszystko się wyda. Będę musiała mu powiedzieć dlaczego uciekłam...Jeszcze bardziej się bałam. Po chwili się jednak uspokoiłam, bo jego ramiona ZAWSZE dawały mi spokój i ukojenie. Od razu zrobiło mi się cieplej, choć może to tylko złudzenie. Gdy się poruszyłam poczułam jak całe ciało mam skostniałe, a palce u stóp odmrożone. W pewnym momencie Niall na mnie spojrzał, a ja nie odważyłam się unieść głowy. Po chwili znów się w niego wtuliłam.
-Już, już dobrze...Nie płacz...-usłyszałam jego szept i oddech na włosach.
-Prze-przepraszam cię...-powiedziałam cicho drżącym głosem od płaczu i zimna.
-Cii...już dobrze. Zabieram cię do domu-powiedział i objął mnie ramieniem.
Ruszyliśmy przed siebie, a ja trzymałam się go kurczowo nie chcą go puszczać. Bałam się, że gdy to zrobię to on zniknie i już go nigdy nie zobaczę. Tłumaczyłam sobie te myśli niewyspaniem. Byłam tak bardzo zmęczona.
Po chwili doszliśmy do jego samochodu. Wsiadłam do niego drżąc z zimna. Niall usiadł obok i szybko odpalił samochód. Pojechaliśmy do domu, a mi z oczu nadal ciekły łzy. Nie umiałam ich powstrzymać, a może nie chciałam, nie miałam już siły? W głowie próbowałam sobie ułożyć to co będę musiała powiedzieć, nie tylko Niallowi, ale wszystkim innym. I Kaśce, i Magdzie...Nie wiedziałam czy dam radę, skoro nawet teraz nie mogłam zebrać myśli.
W końcu dojechaliśmy, a ja wyszłam z auta bez słowa próbując przestać się trząść, albo przynajmniej ograniczyć to do jakiegoś stopnia. Gdy weszłam do domu, a za mną Niall, do przedpokoju od razu przybiegli: Magda, Kasia, Liam i Harry. Zaczęli mnie ściskać i mówić, ze nareszcie jestem, że tak bardzo się o mnie martwili, a ja próbowałam im się wyrwać. W końcu mi się to udało. Od razu pobiegłam na górę. Zamknęłam się w pokoju. Zdjęłam kurtkę, szalik, rękawiczki i buty i od razu weszłam pod kołdrę znów zaczynając głośno płakać.
28.06.2013 o godz. 13:50
Minął tydzień. Magda już prawie w ogóle do nas nie przychodzi przez tą ostatnią kłótnię z Louisem i Harry cały czas do niej jeździ. Ja też czasami do niej idę po szkole, ale ostatnimi czasy gorzej się czuję. Miałam lekkie nudności, 'dziwny' apetyt, często chodziłam rozdrażniona i co najważniejsze spóźniał mi się okres. I to nie o dzień, ale o cały tydzień. Trochę się wystraszyłam, że mogę być w ciąży...Nie, nie mogę tak myśleć, ale muszę zrobić test, żeby się przekonać. Nie wiedziałam co bym zrobiła, gdyby wyszedł pozytywny. Co by powiedział Niall, gdyby się dowiedział. A moi rodzice...? Wolę nie myśleć co oni by zrobili. Wkurzyliby się jak nigdy, bo przecież najważniejsze jest dla nich, żebym skończyła szkołę i wyszła za mąż i dopiero wtedy myślała o dzieciach. Typowi rodzice, którzy dbają o przyszłość swojej jedynej córki. Zrobiliby mi wykład i powiedzieli, że jestem nieodpowiedzialna. O Niallu na pewno też by tak powiedzieli..Mogę się założyć, że oni w tym wieku nie chcą zostać dziadkami. Wstydziliby się, że ich szesnastoletnia córka będzie mieć dziecko.
A przecież wiek to tylko liczba. Gdyby jednak tak się stało, że noszę w sobie dziecko, ja pokochałabym je. Ono i Niall byliby dla mnie najważniejsi w życiu. Nie dałabym go sobie odebrać, ani...ani usunąć. Nawet gdyby Niall tego chciał...Boże o czym ja myślę. Tak jakby już było pewne, że jestem w ciąży. Co prawda mogłoby być to możliwe. Przecież wtedy, w pierwszą noc na Majorce kochałam się z Niallem, a teraz minęły już dwa tygodnie...
Zgasiłam światło i spróbowałam zasnąć. Nialla jeszcze nie było w sypialni. W sumie było jeszcze wcześnie, a ja byłam zmęczona i położyłam się wcześniej. Zasnęłam po jakichś piętnastu minutach, a potem nie słyszałam kiedy Niall się położył.

***


Następnego dnia poszłam jak zwykle do szkoły. Na angielskim źle się poczułam i musiałam wyjść do łazienki. Zwymiotowałam, ostatnio często mi się to zdarza. Nie miałam już siły. Ciągle te nudności i zmienność nastrojów. Coraz bardziej się bałam, że to wszystko przez to, że jestem w ciąży...Gdy znów o tym pomyślałam z oczu poleciały mi łzy. Rozpłakałam się...Dzisiaj planuję od razu po szkole zajść do apteki kupić test. Kupić kupię, ale co wtedy będzie jak będę musiała go zrobić. Najgorsze będzie oczekiwanie na wynik.
Po chwili się jakoś ogarnęłam, bo minęło dziesięć minut odkąd wyszłam z klasy. Przemyłam twarz wodą i wypłukałam nią usta. Jak gdyby nigdy nic weszłam do klasy. Usiadłam obok Alexa.
-Wszystko gra?-zapytał szeptem nachylając się do mnie.
-Tak-odszepnęłam uśmiechając się.
Ale uśmiech nie był szczery. Najchętniej znów bym się rozpłakała. Ukryła gdzieś, by uciec od świata...

***


O piętnastej, gdy skończyłam lekcje szybko pobiegłam do apteki. Weszłam do niej trochę niepewnie i poprosiłam o test ciążowy. Na szczęście nie było żadnych podejrzliwych i nieprzyjemnych spojrzeń farmaceutki. Po prostu podała mi test, ja zapłaciłam, schowałam go głęboko do torby i wyszłam ruszając do domu. Znów czułam te uciążliwe nudności i szłam jak najszybciej, bo bałam się, że za chwile zwymiotuję.
Wpadłam do domu i od razu pobiegłam na górę do łazienki. Rzuciłam torbę w kąt i zwymiotowałam do toalety. Oparłam się o ścianę, bo było mi duszno i słabo. Następnie spłukałam wodę i podeszłam do umywalki wypłukać usta. Oparłam dłonie na krawędziach umywalki i chwilę wpatrywałam się w swoje odbicie. Czy byłabym dobrą matką? Takie pytanie przemknęło mi przez głowę. Tego nie wiem, ale na pewno starałabym się, by dziecko miało jak najlepiej. Zajmowałabym się nim, opiekowała, dałabym z siebie wszystko, byleby tylko dziecko było szczęśliwe. Natychmiast tak sobie odpowiedziałam w myślach.
Spojrzałam w stronę drzwi. Wyszłam z łazienki po cichu sprawdzając czy ktoś jest w domu, bo było strasznie cicho. Po chwili dotarło do mnie, że musiał ktoś być, bo drzwi wejściowe były otwarte, nie zamknięte na klucz. Sprawdziłam wszystkie pomieszczenia na dole-pusto. Na górze, w swoim pokoju spał tylko Zayn. Skierowałam się więc z powrotem do łazienki nawet się nie zastanawiając gdzie zniknęła reszta chłopaków. Zamknęłam drzwi łazienki od środka na klucz i powoli podeszłam do swojej torby. Uklęknęłam i wyjęłam z niej schowany tam test. Drżącymi rękami otworzyłam podłużne pudełeczko i wyjęłam sam test oraz ulotkę. Pobieżnie ją przeczytałam, chcąc odwlec nieuniknione. Oczywiście mogłam go nie robić, ale chciałam wiedzieć czy jestem w ciąży czy nie, nawet jeśli jestem. A chyba na to się zapowiada.
Po chwili zabrałam się za robienie testu. Wykonałam dokładnie to co pisali w ulotce i zaczęłam czekać. Odłożyłam go na umywalkę i usiadłam na brzegu wanny. W końcu minęła minuta, bo sprawdzałam z zegarkiem, ale wydawało mi się jakbym czekała wieczność. Na drżących nogach podeszłam do umywalki i niepewnie spojrzałam na test.
Niemożliwe, pomyślałam. Chwyciłam test w dłonie wpatrując się w dwie małe czerwone kreseczki. Zrobiło mi się słabo i musiałam oprzeć się o ścianę. Nogi się pode mną uginały, więc zjechałam po niej na podłogę wybuchając głośnym płaczem. Odłożyłam test na podłogę i ukryłam twarz w dłoniach ciągle płacząc. Co powiedzą moi rodzice i Niall? Co powie Magda, Kaśka i pozostała czwórka chłopaków? Płakałam tak, że nie mogłam niekiedy złapać oddechu. Nie wiem ile minęło zanim się uspokoiłam i zaczęłam tępo wpatrywać się w przeciwległą ścianę, a po policzkach staczały się łzy...A jeżeli test się pomylił, przeszło mi w pewnej chwili przez głowę. Wzięłam go znów do rąk ciężko oddychając i się w niego wpatrując. To niemożliwe, to musi być prawda, te wszystkie objawy, które pojawiły się tydzień temu wskazują na to, że muszę być w ciąży. Nie wiedziałam co robić...Nagle wstałam i schowałam test, razem z ulotką i opakowaniem do torby. Wyszłam z łazienki wycierając twarz i oczy rękawem bluzy. Weszłam do sypialni i wyrzuciłam z torby wszystkie książki. Schowałam do niej trochę ubrań i pieniądze. Test też wzięłam ze sobą, nie chciałam, żeby go tu ktoś znalazł. Zarzuciłam torbę na ramię i wyszłam z pokoju, a potem z domu. Kompletnie nie wiedziałam gdzie mam pójść, ale nie chciałam tu zostawać. Nie chciałam, by Niall mnie zobaczył, całą zapłakaną, bo od razu zaczną się pytania co się stało i dlaczego płaczesz, a ja nie mogę mu powiedzieć co tak naprawdę się wydarzyło. Poszłam w stronę parku, a mróz szczypał w policzki. Schowałam więc twarz w szalik. Przedostałam się jakoś do miejsca, w którym dawno nie byłam. Po prostu o nim zapomniałam. Weszłam między drzewa, teraz zupełnie pozbawione liści, a ich korony były ozdobione białym puchem. Musiałam się zastanowić co dalej mam ze sobą zrobić. Prędzej czy później Niall zacznie mnie szukać, gdy nie będę długo wracać. Bałam się, tak strasznie się bałam....

Tagi: Rozdział 99
27.06.2013 o godz. 14:56
Następnego dnia pojechaliśmy na wycieczkę po wyspie wypożyczonym przez Nialla autem. Majorka była naprawdę piękna

Około południa zadzwoniłam do Magdy. Opowiedziałam jej jak tu jest ślicznie i obiecałam wysłać zdjęcia. W Londynie pada śnieg i jest strasznie zimno.
Dowiedziałam się też, że El ją polubiła i teraz Lou nie jest z tego zadowolony. Wciąż nie znosi Magdy, a teraz kiedy ona jeszcze chodzi z Harry'm to już w ogóle. Nie wiem co Magda mu zrobiła, że jej tak nie znosi. To, że ma naturalnie rude włosy? Bo wiem, że się z tego śmiał. Chory człowiek...A teraz nagle we mnie zaczęło mu coś nie pasować. Może to, że nienawidzę jego dziewczyny...Ma problem. Nigdy jej nie lubiłam, nie lubię i nie polubię. Choćby nie wiem co. Ona raczej mnie też i zawsze będziemy żyć w konflikcie.
Wieczorem znów poszliśmy do jednego z klubów. Tym razem siedzieliśmy tam do jakiejś szóstej może piątej nad ranem. A później do południa odsypialiśmy. Chodziliśmy na plażę, do miasta, nie chciało mi się stąd wyjeżdżać. Mogłabym tutaj zamieszkać. Powiedziałam o tym Niallowi, a on obiecał, że kiedyś kupi nam tu dom. Kochany...Marzenie. Chciałabym, ale wątpię, że się to spełni.
Gdy nadszedł 14 styczeń-dzień moich urodzin, byłam w świetnym nastroju. Rano dostałam prezent od Kasi i Liama, a od Nialla...nic. Może da mi potem...Miejmy nadzieję.

***



Nastał wieczór, słońce już zachodziło. Niall zabrał mnie na spacer po plaży. Miałam cichą nadzieję, że coś dla mnie przygotował. Nie myliłam się.
Doszliśmy do przytulnej skalistej zatoki
Słońce jeszcze całkiem nie zaszło i kładło blask na wodę i piasek. Usiedliśmy na piasku, a ja zauważyłam coś między kamieniami. Sięgnęłam po to i wyjęłam butelkę szampana i mały koszyczek truskawek-moich ulubionych owoców. Uśmiechnęłam się, a Niall wyciągnął zza siebie kieliszki.
-Zaplanowałeś to-uśmiechnęłam się znowu.
-Myślałaś, że zapomniałem o twoich urodzinach?-zapytał
-Wiesz, miałam nadzieję, ze nie.
Wzięłam jedną truskawkę i zaczęłam wędrować nią do ust Nialla. Gdy ją zjadł, ja zjadłam kolejną. I jeszcze następną. W końcu doszło do tego, że zaczęliśmy się oboje nimi karmić, przy czym było dużo śmiechu. Później owoce się skończyły, a Niall napełnił kieliszki szampanem. Następnie wyjął z kieszeni małe czerwone pudełeczko.
-Wszystkiego najlepszego-uśmiechnął się i otworzył go.
Wtedy moim oczom ukazał się złoty pierścionek
Uśmiechnęłam się szerzej spoglądając na Nialla.
-Czuję się tak jakbyś mi się oświadczał-powiedziałam.
-Jeżeli chcesz możesz to nazwać oświadczynami, ale gdy będę ci się oświadczał oficjalnie to kupię ci kolejny pierścionek. Ten służy jako prezent na twoje urodziny-odpowiedział wyjął go z pudełeczka i wsunął mi na palec.
Wyprostowałam rękę i uniosłam dłoń przypatrując się biżuterii. Był taki piękny...Nie mogłam uwierzyć, że teraz jest mój. Musiał być bardzo drogi. Spojrzałam na Nialla i opuściłam rękę.
-Ale...Nie możesz wydawać na mnie tak dużo kasy. Ja tego nie potrzebuję. Wystarczyło by gdybyś tylko tutaj ze mną był. To mógłby być mój prezent.
-Ale jestem. Zawsze będę.
Uśmiechnęłam się. No, niech mu będzie. Pierścionek jednak bardzo przypadł mi do gustu. Niall podał mi kieliszek i wypiliśmy za mnie toast jako dzisiejszą solenizantkę.
-Kocham cię-powiedział.
-Ja cię też.
Wyjął mi z dłoni kieliszek i odstawił na bok razem ze swoim. Objął mnie w talii przyciągając do siebie i namiętnie całując. Oddawałam każdy pocałunek uśmiechając się raz po raz w jego wargi. Słońce już coraz bardziej chowało się za horyzont, a na niebie pokazywały się mocno świecące gwiazdy. Tak bardzo chciałam, żeby mnie teraz nie wypuszczał ze swoich objęć i nie przestawał całować. Szum oceanu dźwięczał mi w uszach i czułam ja mocno bije mi serce. Dokładnie tak samo kiedy pocałowaliśmy się po raz pierwszy. Tak dobrze to pamiętałam. Zawsze będę pamiętać.

***


Nadszedł dzień wyjazdu. Z jednej strony nie chciałam wyjeżdżając, bo bardzo mi się tu spodobało i gdyby była możliwość przedłużyłabym pobyt, ale z drugiej strony tęskniłam za resztą która została w Londynie.
Teraz pakowaliśmy się, a ja wciąż z uśmiechem na ustach wspomniałam całe dwa tygodnie tutaj spędzone. Teraz myślałam o dniu moich urodzin. A dokładnie o wieczorze i nocy, którą spędziłam z Niallem na plaży. Przerwałam pakowanie i spojrzałam na pierścionek na moim palcu. Wtedy poczułam na sobie wzrok Nialla. Spojrzałam w jego stronę. Uśmiechał się do mnie, więc oddałam uśmiech.
-Nie chcesz wyjeżdżać?-bardziej stwierdził niż zapytał.
-Sama nie wiem. Z jednej strony chcę, a z drugiej nie.
-Obiecuję ci, że jeszcze kiedyś tu przyjedziemy.
Podeszłam do niego i zarzucając mu ręce na szyję pocałowałam go. Objął mnie w talii odwzajemniając pocałunek. Po chwili się od siebie oderwaliśmy i wróciliśmy do dalszego pakowania.

***


Dwie godziny potem cała nasza czwórka była już na lotnisku. Po odprawie wsiadaliśmy do samolotu. Zajęliśmy miejsca. Po chwili samolot wystartował. Opuściliśmy tę słoneczną wyspę i wracaliśmy do zimy w Londynie. Przed odlotem zadzwoniłam do Magdy. Dowiedziałam się, że El już tydzień temu pojechała do Manchesteru. I bardzo dobrze. Cieszyłam się, że jak wrócę już nie będę musiała jej wiedzieć. Magda była zachwycona zdjęciami, które jej wysłałam. I ponoć Harry jej obiecał, że też się tam wybiorą.
I znów kilka godzin lotu. Westchnęłam, ale byłam zadowolona z pobytu na wyspie.
-Coś nie tak?-usłyszałam głos Nialla.
-Nie. Wszystko ok-uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego.

***


Gdy wylądowaliśmy na lotnisku w Londynie, czekał już na nas Harry. Przywitaliśmy się z nim i wpakowaliśmy walizki do auta. Całą drogę opowiadaliśmy mu jak było na Majorce. Co robiliśmy i w ogóle, jak spędzaliśmy każdy dzień.
Gdy dojechaliśmy, przed dom wyszła Magda. Podbiegłam do niej i uściskałyśmy się. Od razu zauważyła mój pierścionek na palcu, więc zaczęłam jej mówić, że to prezent urodzinowy i, że spędziliśmy ten wieczór i noc na plaży. Gdy tylko weszliśmy wszyscy do domu Magda wręczyła mi spóźniony prezent urodzinowy.
-Jeszcze prezenty?-zapytałam, ale ucieszyłam się biorąc go od niej.
-No, spóźniony, ale musiałam ci ją kupić.
-Ją?-spojrzałam do torebki-Nie wierze...To ta, która tak mi się spodobała, gdy byłyśmy na ostatnich zakupach, ale nie mogłam sobie jej kupić, bo zabrakło mi pieniędzy?
-Mhm-uśmiechnęła się.
-Jezu, dziękuję-uściskałam ją i wyjęłam z torebki bluzkę.
Wzięłam bagaż i wyniosłam go na górę. Szybko się rozpakowałam, by nie zostawiać sobie tego na potem. Ubrałam nową bluzkę i zeszłam na dół pokazać się Magdzie.
-I jak?-zapytałam z uśmiechem stając przed nią.
-Genialnie. Nie żałuję, że ci ją kupiłam. Nieźle na tobie leży.
Nagle zadzwonił mój telefon. To mama. Od razu przeniosłyśmy się na Skype. Oczywiście od razu jej powiedziałam o wyjeździe na Majorkę. Obiecałam jej, że wyślę jej zdjęcia. O tym co dostałam od Nialla, Magdy i Kasi z Liamem. Ona opowiadała co u nich w Polsce i pytała kiedy do nich przyjadę w odwiedziny. Naprawdę nie miałam pojęcia, a bardzo bym chciała. Teraz muszę nadrobić zaległości w szkole. Może w lutym, gdy będe miała trochę wolnego, powiedziałam jej.
Rozmawialiśmy około godziny, a potem się pożegnałyśmy. Zeszłam na doł. Magdy już nie było, a Lou stał w salonie dziwnie wkurzony.
-Co jest?-zapytałam.
-Nic!-krzyknął i poszedł na górę.
Wyszłam przed dom, bo drzwi wejściowe były otwarte. Jeszcze zobaczyłam rude włosy Magdy znikające za zakrętem. Już podejrzewałam co się stało. Lou znów jej coś nagadał, powiedział, po prostu się pokłócili. Poszłam więc do Harry'ego i wszystko mu powiedziałam.

Tagi: Rozdział 98
27.06.2013 o godz. 13:10
+18-czytasz na własną odpowiedzialność! ;D(od razu strzegam, że nie wiem czy mi to wyjdzie, bo nie mam pojęcia czy umiem pisać rozdziały z liczbą ;)

Odkręciłam wodę, a po chwili zauważyłam, ze ktoś stoi za kabiną...

Uchyliłam lekko drzwi prysznica wychylając tylko głowę i zobaczyłam Nialla. Usmiechnęłam się.
-Ja zaraz wychodze-powiedziałam, ale on chwycił za drzwi prysznica i rozchwylił je do końca. Cofnęłam się o krok, ale na mojej twarzy wciąż tkwił lekki uśmiech. On po prostu weszedł sobie do kabiny i stanął na przeciw mnie. Po chwili jego ubranie zaczęło moknąć, bo ze słuchawki prysznica wciąż lała się woda. Wpatrywałam się w jego twarz, a on w pewnym momencie przyciągnął mnie mocno do siebie chwytając mnie w talii. Uśmiechnęłam się szerzej.
Zaczęliśmy się całować pod strumieniami wody. Objęłam go za szyję, a on oparł mnie o ścianę i przyparł do mnie nie przerywając tego namiętnego pocałunku.
W pewnym momencie zdjęłam z niego mokrą koszulkę, a ta głośno chlupnęła, gdy zetknęła się z dnem prysznica. Zaczęłam wodzić mokrymi dłońmi po jego nagim mokrym torsie.
Wciąż się całowaliśmy, ale już bardziej namiętniej i zachłanniej, spragnieni siebie coraz bardziej.
Zsunęłam dłonie na jego podbrzusze. Rozpięłam guziki i zamek spodni, a potem zsunęłam je z niego. Opadły do kostek, a on zdjął je do końca pomagając sobie nogami.
Liżąc wargi Nialla, jedna po drugiej i przygryzając je od czasu do czasu sięgnęłam do jego bokserek. Przy pierwszym dotyku wyczułam spore wybrzuszenie, gdy złapałam mocniej za znajomą wypukłość, chłopaka przeszedł dreszcz.
- Mmmm... - mruknął cicho, dając tym samym do zrozumienia, żebym kontynuowała.
Ale ja nie zdjęłam jego bokserek. Jeszcze nie. Tak przy okazji to miał być mój pierwszy raz z nim. Nigdy z nim tego wcześniej nie robiłam. Sama nie wiem dlaczego. Może czekałam na ten odpowiedni moment. Teraz czuję, że on właśnie nadszedł.
Niall obcałowywał moją szyję, a ja odchyliłam głowę lekko do tyłu, żeby miał do niej lepszy dostęp. Wplotłam palce w jego mokre włosy i przymknęłam powieki czując jak błądzi dłońmi po całym moim ciele. Nagle spojrzeliśmy sobie w oczy. Chywcił moje uda, a ja oplotłam go nogami w biodrach. Znów przywarł ustami do moich warg. Lekko je rozchyliłam pozwalając mu je pieścić językiem i zębami. Raz po raz wtargiwał nim do wnętrza moich ust i dotykał nim mojego podniebienia.
Po chwili wyniosł mnie z kabiny i zaniósł do sypialni. Położył mnie na łóżku, a pościel od razu przesiąknęła wodą. Zupełnie nam to nie przeszkadzało. On znów zaczął mnie całowac, a ja zaczęłam się z nim droczyć wypychując jego język z moich ust za każdym razem gdy nim do nich wtargiwał. Nasze języki zaczęły ze sobą walkę o dominację. Niall nachylał się nade mną, a ja sięgnęłam do jego bokserek. Chciałam, żebyśmy oboje byli nadzy, więc opuściłam je nieco. Poczułam wtedy jak jego penis dotyka mojego brzucha. Zapragnęłam wtedy chłopaka jeszcze bardziej, jeżeli jeszcze bardziej się w ogóle dało.
Niall do konca zsunął z siebie bokserki, a ja odważyłam się dotknąć jego kolegi. Chłopak westchnął cicho, ale odsunął moją rękę. Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Dzisiaj to ja będę sprawiał ci przyjemność...-wyszeptał.
Uśmiechnęłam się i leciutko kiwnęłam głową. Wtedy on zsunął się niżej, między moje nogi. Zaczął mnie całować po całej mej kobiecości. Zaczęłam cicho jęczeć rozsuwając szerzej nogi. Wprawił swoje dwa palce w delikatnie spiralny ruch i poruszał nimi we mnie.
- Niall ... czekaj... aaach.... Kochanie proszę... zwolnij... zaraz dojdę.... - nie mogłaśm opanować rozpoczynającego się właśnie szczytowania.
- Nie przeszkadzaj sobie. - uśmiechnął się nie przerywając swoich ruchów ani ssania.
Złapałam mocno za mokrą pościel szybko oddychając i zarazem jęcząc głośniej.
-Nie...Niall...przestań. Nie chcę dojść teraz...Dopiero wtedy, gdy będziesz we mnie...-wyjęczałam.
On przestał i znów zaczęliśmy się całować. Sunął dłońmi po moim ciele. Pojękiwałam cicho, gdy dochodził do mojej kobiecości. Tak bardzo pragnęłam, żeby już to zrobił...
-Niall..Niall....zrób to...-wyjęczałam, odsuwając się od jego ust.
-Poczekaj, księżniczko-wyszeptał, z powrotem dobierając się do moich warg.
Oddawałam każdy pocałunek spragniona tego, bym wreszcie poczuła go w sobie. Teraz czułam jego palce poruszające się po mojej kobiecości. Dlaczego on mnie tak torturuje...? Jęknęłam w jego wargi, a wtedy on chwycił moją dłoń i splótł ze sobą nasze palce.
Po chwili poczułam jak we mnie wchodzi. Bardzo delikatnie, ale pewnie. Jęknęłam, gdy poczułam w sobie całą jego długość. Zaczął się we mnie poruszać. Najpierw powoli, z każdą chwilą przyśpieszając coraz bardziej. Na przemiennnie oddychałam szybko i jęczałam głośno. Objęłam Nialla za szyję i słyszałam jego przyśpieszony oddech tuż nad moim uchem.
Znów przyśpieszył. Czułam taką przyjemność jakiej nie zaznałam nigdy. Drżałam za każdym razem, gdy się we mnie zagłębiał. Czułam, że oboje jesteśmy blisko..., że za chwilę nastąpi moment spełnienia...Jeszcze tylko kilka jego pchnięć...
-Niall...-wyjęczałam, a chwilę potem krzyknęłam głośniej jego imię, gdy poczułam jak tysiące, może nawet miliony dreszczy rozkoszy przebiegają przez całe moje ciało. Doszliśmy oboje w tym samym czasie. Wygięłam ciało w łuk i poczułam jak Niall zwalnia. Powoli opuszczałam swoje ciało na łóżko i rozluźniłam wszystkie mięśnie, które jeszcze chwilę temu były napięte.
Niall wyszedł ze mnie i położył się obok, a ja uspokajałam odedech. Chwycił moją dłoń i nachylił się do mojego ucha, szepcząc:
-Kocham cię, moja księżniczko.
Uśmiechnęłam się i zwróciłam twarz w stronę jego twarzy patrząc mu w oczy.
-Ja cię też...-odszepnęłam dotykając delikatnie jego policzka. Pocałował wnętrze mojej dłoni, wciąż wpatrując się w moje oczy.
To było przyjemne uczucie dojść razem z nim. Chciałam tego jeszcze...Przyciągnęłam Nialla do siebie i pocałowałam. Od nowa zaczęliśmy pieścić nawzajem nasze wargi, a potem on znów we mnie wszedł doprowadzając nas na sam szczyt.
Tagi: Rozdział 97
25.06.2013 o godz. 15:27
Nadszedł dzień wyjazdu. W końcu. Całe dwa dni na to czekałam.
Cała trójka i ja znieśliśmy swoje bagaże na dół. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, gdy zobaczyłam minę Eleanor, gdy dowiedziała się, że JA wyjeżdżam na Majorkę. Bo ona musi tu zostać. A widać było, że też chciałaby pojechać. Teraz też spoglądała na nas, głownie na mnie, z zazdrością.
Hazz zaproponował, że odwiezie nas na lotnisko. Jaki on kochany. Za chwilę mieliśmy jechać, więc pożegnałam się ze wszystkimi, no prawie, z El chyba nie będę, prawda? Wyszliśmy z domu i zapakowaliśmy walizki do auta. Jakoś je zmieściliśmy. Sami do niego wsiedliśmy i skierowaliśmy się w stronę lotniska. Po chwili dotarliśmy na miejsce. Pożegnaliśmy się z Hazzą i podziękowaliśmy za podwózkę, bo gdyby nie on musielibyśmy jechać taksówką. Weszliśmy do budynku lotniska i przeszliśmy przez odprawę. Samolot już czekał więc zajęliśmy w nim miejsca. Liam i Kasia usiedli za nami. Zapowiadało się kilka godzin lotu i nie mogłam się doczekać kiedy zawitamy na Majorkę.


***


Zasnęłam. Obudziłam się dopiero dziesięć minut przed lądowaniem. Nie mogłam już wysiedzieć na miejscu. Te dziesięć minut dłużyło mi się jak nigdy. W końcu stewardessa oznajmiła, że lądujemy. Gdy samolot stał już na ziemi wyszliśmy z niego i skierowaliśmy się po swoje bagaże. Dość długo musieliśmy czekać na lotnisku na taksówkę, która miała nas zawieźć do hotelu i nie podobało mi się to. W końcu przyjechała i skierowaliśmy się do niej. Zapakowaliśmy bagaże i sami do niej wsiedliśmy. Chwilę potem zatrzymała się pod hotelem w którym mieliśmy mieszkać. Nieźle wyglądał z zewnątrz.
Pobyt zapowiadał się cudownie. Świeciło słońce, ta wyspa to wspaniałe miejsce. Postanowiłam, że od razu po rozpakowaniu się w pokojowym hotelu idę na pobliską plażę.
Wnętrze
hotelu nie rozczarowało mnie. Było mniej więcej tak jak sobie wyobrażałam.
Zamelodwaliśmy się na recepcji, a bagażowi wzieli nasze walizki. Poszliśmy za nimi do naszego
pokoju Był duży i przestronny z pięknym widokiem na ocean i plażę. Zajrzałam do łazienki
Szybko rozpakowałam się i skoczyłam do łazienki wziąć prysznic. Ubrałam swoje bikini, a na to jeszcze szorty i bokserkę. Spakowałam do torby ręcznik, krem do opalania i oczywiście moją komórkę bez której się nigdzie nie ruszam oraz wzięłam moje okulary przeciwsłoneczne. Przed wyjściem z hotelu wpadliśmy z Niallem do pokoju Kaśki i Liama. Znajdował się niedaleko naszego.
-Idziecie z nami na plażę?-zapytałam rozglądając się po wnętrzu.
-Teraz?-zapytała Kasia.
-No, teraz.
-Jasne, jak się tylko z tym ogarniemy-pokazała na walizkę.
-Jasne, to my poczekamy na was na dole.
-Okej.
-Niezły też macie pokój.
-To teraz my musimy zobaczyć wasz-uśmiechnął się Liam.
-Pokój numer 69.
-To niedaleko naszego. Nasz ma numer 72.
Uśmiechnęłam się-Dobra. To my idziemy już na dół.
-Jasne, zaraz do was zejdziemy-powiedziała Kaśka.
Wtedy wyszliśmy z ich pokoju i udaliśmy się na dół do holu.

***


Po jakichś dwudziestu minutach byliśmy już na plaży
Trochę powygłupialiśmy się w wodzie, a teraz leżeliśmy na piasku. Słońce smażyło niemiłosiernie, ale nie narzekałam. Gdyby nie ten wyjazd teraz siedziałabym w Londynie pośród góry śniegu.
-Wyjdziemy dzisiaj gdzieś wieczorem?-zapytałam.
-Na przykład?-zapytała Kasia.
-Do jakiegoś klubu. W hotelu zresztą widziałam ulotki. Moglibyśmy znaleźć jakiś fajny-odpowiedziałam.
-Okej, nie ma sprawy. Kiedy się stąd zwijamy?-zapytał Niall.
-Dopiero tu przyszliśmy. A co, nie chce ci się tu siedzieć?
-Tak tylko pytam...
Spojrzałam na wyświetlacz komórki. Była trzynasta.
-Jest trzynasta, więc tak gdzieś o piętnastej możemy wracać do hotelu-powiedziałam.


***


Około dwudziestej zaczęłam się szykować do klubu. Wybrałam strój i poszłam wziąć prysznic. Przed dziewiątą byłam gotowa, a po dziewiątej zapukaliśmy do pokoju numer 72.
Klub był niedaleko, więc poszliśmy tam pieszo, bo Niall dopiero jutro miał wynająć auto, żebyśmy się mogli przejechać po wyspie.
Bez problemu weszliśmy do budynku klubu. Usiedliśmy, a ja na początek zamówiłam sobie jednego drinka. Nie było tutaj tłoczno, ale przyjemnie. Po czterech drinkach poszłam na 'parkiet' patrząc na Nialla i zachęcając go żeby tu do mnie przyszedł. Po chwilę ruszył w moją stronę. Uśmiechnęłam się zadziornie i objęłam go rękami za szyję. Pocałował mnie namiętnie w usta, a ja oddałam pocałunek. Najchętniej poszłabym z nim teraz do hotelu, ale dopiero co przyszliśmy.
Po chwili wróciliśmy do Kaśki i Liama. Wypiłam jeszcze kilka drinków.

***


Około drugiej w nocy zaczęło mi się już tam nudzić. Powiedziałam więc Niallowi, ze chcę wracać do hotelu. Kasia i Liam zostali, ale podejrzewałam, że zaraz też się stąd zmyją. Gdy doszliśmy na miejsce poszliśmy do swojego pokoju. Od razu poszłam do łazienki, zdjęłam buty, sukienkę, biżuterię i bieliznę i wskoczyłam pod prysznic. Odkręciłam wodę, a po chwili zauważyłam, ze ktoś stoi za kabiną....
Tagi: Rozdział 96
25.06.2013 o godz. 11:06
Obudziłam się około piętnastej. Wcześniej, gdy przyszłam zasnęłam tulona przez Nialla.
Wstałam i poszłam ogarnąć włosy i twarz do łazienki. Nadal byłam zmęczona po wczorajszym i jeszcze do tego przypomniała mi się wczorajsza i dzisiejsza kłótnia z Niallem. Na szczęście wszystko się miedzy nami ułożyło...
Po kilku minutach zeszłam na dół. Zajrzałam do kuchni i w pewnym momencie z salonu usłyszałam jakieś głosy. Byłam pewna, że wszyscy jeszcze spali. Zajrzałam tam ukradkiem i zobaczyłam Louisa i tą jego lalkę-Eleanor. Chwilę im się przyglądałam, a gdy chciałam wrócić do kuchni zahaczyłam o coś i narobiłam hałasu. Wtedy z salonu wyjrzał Lou.
-Nie wiedziałem, ze jesteś w domu-powiedział dziwnie się na mnie patrząc.
-A co, lepiej, żeby mnie nie było?-odgryzłam się.
-Tego nie powiedziałem...
-Ale pomyślałeś...
-Wcale nie...
Nie odpowiedziałem. Chciałam odejść, ale wtedy usłyszałam głos El.
-Lou, z kim ty rozmawiasz-a jak mnie zobaczyła, dodała-a z nią...Chodź, chyba nie będziesz gadać z tym...-zawiesiła głos.
Tu mogła użyć różnych określeń.
-Z tym...?-zapytałam wyczekując od niej odpowiedzi.
-Nieważne-odpowiedziała po chwili tuląc się do Lou.
-No, powiedz. Dlaczego nie?-powiedziałam wyzywającym tonem.
Zupełnie nie wiem co mi odbiło, żeby wdawać się z nią w kłótnie.
-Nie widzisz, że nam przeszkadzasz?-obrzuciła mnie "groźnym"spojrzeniem.
-Niby w czym? Nadal ci się nie znudziło obrażanie i dokuczanie mi? Traktujesz to jak rozrywkę?
-No, będziesz musiała to znosić przez następny tydzień-uśmiechnęła się jednym z tych swoich zjadliwych uśmiechów.
-Co?-myślałam, że mi się przesłyszało albo, że ona celowo to mówi, żeby mnie jeszcze bardziej wkurzyć.
Spojrzałam na Lou-o czym ona mówi?-zapytałam go.
-Zostaję tutaj na tydzień-odpowiedziała za niego.
-Co?! Jak to? Lou?-nie mogłam uwierzyć.
Przez cały tydzień mam się z nią użerać? Nie, na pewno nie.
-Normalnie. Nie jedzie jeszcze do Manchesteru. Masz z tym jakiś problem?-powiedział Lou.
Zatkało mnie. Lou powoli zachowuje się wobec mnie tak jak ONA! Dlaczego? Co ja mu takiego zrobiłam? On w ogóle nie reaguje na jej głupie docinki pod moim adresem. Czyżby mu to pasowało? Czyżby też miał z tego świetną zabawę?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc poszłam szybko na górę. Jeszcze na schodach słyszałam jak się śmieją.
Starałam się uspokoić, bo byłam bardzo zdenerwowana. Po chwili doszłam do wniosku, że nie mogę tu zostać. Na pewno tu nie zostanę. Przez myśl przemknął mi wyjazd do Polski. Nie, nie, o zły pomysł.

~oczami Harry'ego.
Około piątej nad ranem zwineliśmy się z klubu i odwiozłem Magdę do domu.
Popatrzyła na mnie z szerokim uśmiechem.
-Może wejdziesz?-zapytała.
Zgodziłem się i weszliśmy do jej mieszkania. Nikogo nie było w środku. Później się dowiedziałem, że jej ciocia wróci około południa z jakiejś imprezy czy coś. W każdym razie ucieszyłem się, że będziemy sami. Odkąd wyznałem jej, że ją kocham, a ona odwzajeminiła to uczucie, pragnąłem spędzać z nią każdą wolną chwilę. Zawsze ją do siebie tulić, całować, po prostu być przy niej już do końca życia. Była wspaniałą dziewczyną i cieszę się, że możemy być w końcu razem. Bo odkąd ją pierwszy raz zobaczyłem pragnąłem tego jak niczego innego.
Około ósmej zasnęliśmy wtuleni w siebie w jej pokoju. Obudził nas, a raczej mnie...czyiś śpiew. Kobiecy śpiew. Zbudziłem Magdę, choć bardzo nie chciałem, bo tak słodko sobie spała.
-Co się dzieje?-zapytała sennym głosem mrużąc powieki.
-Chyba twoja ciocia wróciła-poinformowałem ją.
Nagle znów doszedł do naszych uszu śpiew.
"Hej, hej, hej sokoły, omijajacie góry lasy, doły...!". Później jakieś przekleństwo, po polsku. Wiem to, bo tyle czasu spędziłem z Polą, że zdołałem zapamiętać wszystkie przekleństwa w języku polskim.
-O, Boże...-wyszeptała Magda i zobaczyłem, że jest jej głupio za swoją ciocię.
-Kotek, nic się nie dzieje-uspokoiłem ją.
Ta wstała i wyszła z pokoju. Podążyłem za nią. Weszła do salonu, a ja stanąłem w progu. Jej ciocia zdejmowała buty siedząc na kanapie.
-Idź spać-powiedziała spokojnie Magda.
Jej ciocia spoglądała na nią z głupim uśmiechem na twarzy. Była najebana w cztery dupy. A teraz Magda musiała się za nią przede mną wstydzić...
-O, ty też już wróciłaaaś?!
-Tak, wróciłam. Idź spać.
Wtedy ona wstała i chwiejnym krokiem zmierzała w jej stronę. Odsunąłem się, gdy chciała wyjść z salonu. Ona tylko obrzuciła mnie spojrzeniem i uśmiechnęła się. Jakoś dotarła do jednego z pokoi.
Spojrzałem na Magdę.
-Harry, naprawdę cię przepraszam...-powiedziała.
-Kotek, nie masz za co-przytuliłem ją do siebie, a wtedy znów dotarł do nas śpiew jej cioci. Tym razem cichszy i niewyraźny-Może pójdziesz jeszcze spać?
Zapytałem spoglądając na nią, ale nie wypuszczając jej z objęć.
-Nie, już nie zasnę-chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do swojego pokoju.
Teraz jest juz po trzeciej i właśnie jedziemy do mojego domu. Powinna być już Pola i reszta chłopaków. Właśnie. Pola. Słyszałem, ze w nocy gdzieś zniknęła z klubu. Nikt nawet nie zadzwonił do mnie, żebt poinformować mnie czy wróciła czy nie, czy jest cała i zdrowa...Zresztą przekonam się, gdy wrócę do domu.
Zaparkowałem auto w garażu i wysiadłem z niego otwierając Magdzie drzwi. Dałem jej buziaka w usta i weszliśmy do środka. W przedpokoju zastaliśmy Kasię i Liama. Zdejmowali z siebie kurtki.
-Cześć-uśmiechnąłem się.
-Cześć-odpowiedzieli mi.
Uśmiechnąłem się do Magdy i zdjąłem z niej jej płaszcz. Odwiesiłem na wieszak i zdjąłem z sb swoją kurtkę.
-I jak się wczoraj bawiliście?-zapytałem po chwili.
-Było świetnie. Naprawdę. Jeszcze nigdy się tak nie bawiłam-odpowiedziała z uśmiechem Kasia.
-Cieszę się-wtedy Liam zaciągnął Kasię na górę.
My z Magdą weszliśmy do salonu. Na dole było pusto. Czyżby w domu byliśmy tylko my, Kasia i Liam? A może reszta jeszcze śpi? Poszliśmy z Magdą na górę. Postanowiłem zajrzeć do pokoju Nialla i Poli. Zapukałem.
-Proszę!-usłyszałem głos Poli.
Czyli wróciła. Uchyliłem lekko drzwi i wszedłem do środka razem z Magdą.
Pola siedziała na łóżku z laptopem na kolanach, a obok niej Niall.
-Cześć. Martwiłem się, ale dobrze, że już jesteś-powiedziałem do niej.
Ta uśmiechnęła się tylko do mnie.
-Co robicie?-zapytała Magda, a ja spojrzałem na Polę. Bardzo skupiona wpatrywała się w ekran laptopa.
-Szukamy wycieczek-odpowiedział jej Niall.
-Wycieczek?-zadziwiłem się.
-Tak. Chcemy wyjechać gdzies na dwa tygodnie-dodała Pola nie odrywając wzroku od laptopa.
-Bo...-zaczął Niall, ale Pola mu przerwała spoglądajac na mnie i na Magdę.
-Bo na tydzień zostaje tu Eleanor. Nie będe się z nią męczyła, a dzisiaj miałam z nią kolejną nieprzyjemną rozmowę...
Nastała cisza, którą po chwili ja przerwałem:
-A kiedy wyjeżdżacie?
-Jakoś tak za parę dni. Powiem wam dokładnie jak znajde ofertę-odpowiedziała Pola.
-Okej, dobra to my nie będziemy wam przeszkadzać-i chcieliśmy z Magdą wyjść z pokoju.
-Czekajcie-zatrzymała nas Pola-A wy...wy jesteście razem?
Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem-Tak.
Pola oddała uśmiech i nam pogratulowała. Podziękowaliśmy i wyszliśmy.
~oczami Poli.
-Mam!-powiedziałam, gdy tylko za Harry'm i Magdą zamknęły się drzwi.
Niall spojrzał na mnie, a ja wręczyłam mu laptopa na kolana. Zaczął czytać wyszukaną przeze mnie ofetrę i przeglądać zdjęcia tam umieszczone. Między innymi hotelu i wyspy.
-Majorka?-zapytał potem.
-Tak, a co nie może być?
-Może, może. A gdybyśmy tak...-zaczął trochę niepewnie.
-No, powiedz. Śmiało-usmiechnęłam się zachęcająco.
-No...zabrali kogoś ze sobą...
-Kogo?-zadziwiłam się do czego on zmierza.
-No na przykład Kasię i Liama.
Zastanowiłam się na chwilę. To dobry pomysł. Jeżeli tylko by się zgodzili to nie było żadnego problemu. Uśmiechnęłam się.
-Okej-odpowiedziałam krótko.
-Idziemy się ich zapytać. Zdaje się, że przyszli. Słyszałem ich głosy na korytarzu.
Kiwnęłam głową i wyszliśmy z pokoju.

***


Do końca wieczoru miałam spokój, bo El z Lou gdzieś wyszli. Kasia i Liam po dłuższym zastanowieniu zgodzili się wyjechać z nami. Chociaż Kaśkę trzeba było namawiać dłużej. Za dwa dni wylatujemy. W czasie naszego pobytu tam, obchodzę moje urodziny, więc ta cała wycieczka jest jakby przedwczesnym prezentem. Bardzo się cieszyłam na ten wyjazd. Mam nadzieję, że te dwa tygodnie to będą najwspanialsze tygodnie mojego życia.

Tagi: Rozdział 95
24.06.2013 o godz. 15:55
Kto chętny, i komu chce się czytać to na blogspocie zaczynam prowadzić kolejnegobloga o Larrym Stylinsonie. Mam już prolog. Oczywiście tego bloga nie zaniedbam i postaram się dodać szybko następny rozdział. :* Pozdro ;)
19.06.2013 o godz. 13:22
Nialler123
Another world
Skąd: Kraków, Polska
O mnie: GG: 45465204
statystyki
sekcja użytkownika