Another world

One Band...One Dream...One Direction...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
~oczami Poli
Kilka miesięcy później moi rodzice dowiedzieli się o jej dziecku...Byli zszokowani, ale zaakceptowali to i pomagają jej jak mogą. Rodzice Kasi znów do siebie wrócili. Jej ojciec zgodził się zostać ojcem małego Sebastiana, brata Kasi, który niedawno przyszedł na świat.
Pewnego dnia okazało się, że Magda też jest w ciąży! Wyprowadzili się do własnego domu, który kupił Harry. Magda trochę obawia się reakcji jej rodziców na wieść o dziecku, a właściwie o dwójce, bo to będą bliźniaki, zupełnie tak samo jak ja kiedyś. Ale teraz jest wszystko w porządku. Przekonali się do dziecka i tak jak wspomniałam wcześniej starają się mi pomagać.
Zayn z Perrie za miesiąc biorą ślub, a Lou rozstał się z El. Dokładnie nie wiadomo z jakich przyczyn, ale widać, że wychodzi nam to wszystkim na dobre :)
Tagi: Epilog
04.10.2013 o godz. 14:17
~oczami Poli
Dwudziestego siódmego września chłopcy, Magda oraz Kasia szykowali się do wyjazdu do Niemiec na kolejny koncert. Ja musiałam niestety zostać. Byłam już w dziewiątym miesiącu, niedługo miałam rodzić. Cieszyłam się i bałam jednocześnie. Bałam się, że coś pójdzie nie tak, że mogą wystąpić jakieś komplikacje...Odgoniłam te myśli od siebie, gdy żegnałam się z Niallem...Powiedział, że nie może się doczekać, aż znowu będzie ze mną, że potem już w ogóle nie będzie nigdzie wyjeżdżać, gdy nasz synek się urodzi. Będę za nim bardzo tęskniła, on za mną zresztą...Za nimi wszystkimi będę tęskniła, a przecież to tylko dwa dni...Nie będzie ich dwa dni...Tylko a może aż...A tak przy okazji nie będę przecież sama...Pobędzie ze mną mama Nialla. Wieczorem, tego dnia, gdy wyjechali, chciała ze mną pogadać. Zgodziłam się, a ona zapytała mnie czy moi rodzice wiedzą o mojej ciąży...Od razu się zmieszałam i wbiłam wzrok w swoje dłonie położone na brzuchu...Miałam jej powiedzieć, że boję się ich reakcji i przez 9 miesięcy ukrywałam swój stan? Muszę...Nie będę kłamać. Zresztą i tak nie wymyśliłabym jakiegoś wiarygodnego kłamstwa.
-Nie wiedzą...-odpowiedziałam cicho w ogóle na nią nie patrząc.
Ta chwyciła moją dłoń, a ja na nią spojrzałam.
-Powinnaś była im powiedzieć...
-Ale...ja się boję...-prawie płakałam-wyrzucą mnie z domu...I już nigdy tam nie wrócę...
-Nie zrobią tego. Przecież się z nimi znam...Kochają cię i nie wyrzuciliby jedynej córki z domu...To będzie ich pierwszy wnuk. Muszą się ucieszyć...
-Nie znasz ich...Zdenerwują się...Ja nawet nie chcę sobie wyobrażać co oni wtedy zrobią...
-To...może ja z nimi pogadam..?
-Nie mieszaj się w to...Muszę to sama załatwić. Miałam czas się nad tym zastanowić...

***

Dwa dni potem, w nocy, obudziły mnie okropne skurcze...Wystraszyłam się, bo nie ustawały...Ale...TO JUZ?! Poród miałam wyznaczony dopiero za kilka dni...Bałam się, tak bardzo się bałam..Nie ma przy mnie Nialla...I co teraz? Nie zastanawiając się mama Nialla spakowała pośpiesznie kilka moich rzeczy i zawiozła do szpitala. Wciąż miałam te bolesne skurcze...To była okropna chwila. Już wiedziałam, że rodzę..Ale dlaczego teraz? Zresztą myślałam tylko o tym, by jak najszybciej urodzić, żeby te męki wreszcie się skończyły...Z oczu pociekły mi łzy...Z bólu, ze strachu czy ze szczęścia...Chyba z wszystkiego po trochu...

***

Chwila, gdy mogłam trzymać małego na rękach była cudowna...Patrzyłam tylko w jego twarzyczkę i uśmiechałam się...Nie chciałam się z nim rozstawać...Na szczęście położna pozwoliła by mógł ze mną zostać dłużej...
-Taki podobny do ciebie...-uśmiechnęła się mama Nialla, gdy siedziała ze mną w sali.
-Wcale nie. Cały Niall, ale...może troszkę oczy ma po mnie...
-Zadzwonisz do Nialla?
-Wiesz, a może nie. Zrobię mu niespodziankę. Oni wracają dzisiaj około dziesiątej, więc pojedziesz do domu i mu o wszystkim powiesz...A my tu, z małym, będziemy na niego czekać-uśmiechnęłam się.

***

Jak też postanowiłyśmy, tak zrobiłyśmy. Zbliżała się dziesiąta, a ja niecierpliwie czekałam na całą ekipę. Siedząc na łóżku i trzymając małego na rękach otworzyły się drzwi i ujrzałam głowę Magdy i Kasi. Uśmiechnęłam się i po chwili wszyscy pojawili się w środku. Spojrzałam na Niallera. Wpatrzony w naszego synka i z uśmiechem na twarzy, usiadł na krawędzi łóżka...
-Potrzymasz?-uśmiechnęłam się i ostrożnie podałam mu małego na ręce. Teraz byłam mega szczęśliwa i już nie pamiętałam nocnych męk, gdy rodziłam. Liczyła się tylko ta chwila...
-Popatrz!-Magda i Kasia wyjęły małe niebieskie śpioszki.
-Śliczne. Dziękuję-uśmiechnęłam się.
-Jak się czujesz?-zapytała Magda.
-Dobrze. Bardzo dobrze. Urodziłam przedwcześnie...Ale mały jest zdrowy i dostał najwięcej punktów w skali-wciąż się uśmiechałam.
-Wiesz, że mamy dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę?-zawołał Lou.
-Jaką?-byłam strasznie ciekawa.
-Dowiesz się jak tylko wyjdziesz ze szpitala.
-No, okej. Już nie mogę się doczekać.
-Szkoda, że mnie przy tobie w nocy nie było...-powiedział Niall-Bardzo żałuję.
-Nic nie szkodzi. Brakowało mi ciebie, ale....teraz już jesteś. To się liczy.
-Kocham was-uśmiechnął się.
-Ja was też...-szepnęłam i dałam mu buziaka.

***

Cztery dni później mogłam już wyjść z małym ze szpitala. Nie zapomniałam jednak o tej niespodziance, którą mam zobaczyć. W południe przyjechał po mnie Niall.
-A gdzie reszta?-zapytałam, gdy kierowaliśmy się do wyjścia ze szpitala.
-Czeka na nas-uśmiechnął się.
Zapakowaliśmy się do samochodu. Byłam tak zapatrzona w Liasia, że nie spostrzegłam, że Niall wiezie nas zupełnie gdzie indziej. Wjechał samochodem na podjazd jakiegoś zupełnie innego domu. Byłam zdziwiona. On tylko się uśmiechał.
-O co tu chodzi?-zapytałam, gdy wysiedliśmy z auta.
-No, chooodź-objął mnie i zaprowadził w stronę drzwi-A teraz zapraszam do naszego nowego domu-otworzył drzwi.
Zajrzałam do środka. Nowy dom? Mój i Niallera? Tylko? Będziemy sobie tutaj mieszkać z Liasiem? Z uśmiechem i z małym na rękach przekroczyłam próg. W salonie już byli wszyscy i, zaczęli się ze mną witać. Aż się popłakałam.
-Heej, no nie płacz teraz. Lepiej chodź z nami, pokażemy ci pokoik, który urządziłyśmy dla małego-uśmiechnęła się Kasia i razem z Magdą wzięły mnie na górę. Weszłam do niebieskiego pokoiku. Pod oknem stała bujana kołyska. Na podłodze był puszysty dywan, a pod ścianą stały dwa zabawne fotele. Na ścianach przyklejone słodkie, dziecięce tapety, a u sufitu mały, kryształowy żyrandol.
-Jezu, jak piękniee..-rozglądałam się po wnętrzu. Następnie położyłam Liasia do kołyski. Zaczęłam nią bujać.
-Podoba się?-usłyszałam nagle głos Nialla, który wszedł do pokoju.
-Dziękuję...-wyszeptałam i wtuliłam się w niego.
-Wszystko dla was. Bo jesteście dla mnie najważniejsi w życiu..
25.09.2013 o godz. 22:59
~oczam Magdy
Spacerowałam po centrum handlowym w poszukiwaniu prezentu dla Harry'ego-od tak, bez okazji. Nagle usłyszałam za sobą
-To ta broda!
Obróciłam się i zobaczyłam grupę dziewczyn. Natychmiast do mnie podbiegły.
-Ładnie to tak rozbijać czyjś związek?
-O co wam chodzi?-zapytałam.
-Harry jest szczęśliwy z Louisem, suko!
-Uważaj może na język, co?
W odpowiedzi tamta mocno mnie popchnęła. Zatoczyłam się, wpadając na jakiś słupek.
-Au-z bólem wypuściłam powietrze.
-Boli? I bardzo dobrze-znowu mnie pchnęła.
-EJ!-ponad wszystkim przebił się głos...Louisa?-Co wy do jasnej cholery robicie? Myślicie że Harry byłby zadowolony, widząc jak traktujecie jego ukochaną?
Cooo? Czy on właśnie stwierdził że jestem dziewczyną Hazzy...? Zaakceptował mnie...?
-Harry jest szczęśliwy z tobą! Nie musicie się ukrywać.
Nie. Ja jestem szczęśliwy z El, (pfu, jasne xD)a Harry z Magdą. Zakończyłem temat.
Objął mnie ramieniem i wyprowadził stamtąd.
-Magda, nic ci nie jest?-zapytał.
-Nie, nie...chyba nie...
-Jezu, dość mam tych Larry Shippers...Eleanor też napadały....
-Nie rozumiem takich ludzi...
-Ja też nie. Słuchaj, Magda....
-Tak?
-Ja...chciałem cię przeprosić. Wiem, traktowałem cię jak...-zawiesił głos, jakby szukał odpowiedniego słowa.
-Jak śmiecia-szepnęłam.
-Tak. Jak śmiecia. Bałem się, ze zabierzesz mi przyjaciela. Ale teraz widzę, że on nadal lubi mnie tak samo...a ciebie kocha... Przepraszam.
-Nic nie szkodzi.
-Wybaczysz mi...?
-Jasne. Ja się nigdy na ciebie nie gniewałam.
-Poważnie?
-Serio. Przytulas na zgodę?
-Jasne-Lou bardzo niepewnie mnie objął. Przytuliłam się do niego, szczęśliwa że w końcu udało mi się z nim dogadać.


***



~oczami Lou
W trójkę wróciliśmy do domu. Wypadałoby, żebym Harry'ego też przeprosił. W końcu jemu też robiłem przykrość traktując Magdę tak, jak traktowałem. Gdy tylko weszliśmy do domu, Harry od razu przybiegł by przywitać się z Magdą.
-Tęskniłem-wziął ją w ramiona.
-Ja też-powiedziała ucieszona Magda przytulając się do niego.
-Harry...?-postanowiłem zacząć już teraz, a nie odkładać tego na potem.
-Tak?-spojrzał na mnie. Magda zresztą też.
-No.., ja chciałem cię przeprosić. Za to, że traktowałem Magdę jakby była gorsza...Po prost bałem się, że ona zabierze mi przyjaciela. Ale teraz widzę, że tak nie jest. Ty nadal lubisz mnie tak samo, choć może masz do mnie żal o to, że jak odnosiłem się do twojej dziewczyny...
Zamilkłem. Magda się uśmiechnęła, a Hazz wyglądał tak jakby się zastanawiał. Ale nad czym? Nad tym co mi odpowiedzieć? Czy mi wybaczyć? O, wybaczyć.
-Harry, wybaczysz mi?-dodałem. Czułem się naprawdę winny. Nie chciałem, żeby był na mnie zły. Przecież jesteśmy przyjaciółmi. Harry nadał milczał. Kurde, co on tak myśli?
-Lou mnie przeprosił. Od razu mu wybaczyłam. Przecież wiesz, że ja nigdy nie miałam do niego urazy za to, co robił-powiedziała Magda patrząc w twarz Harry'ego.
Ten spojrzał na nią, a potem na mnie. Nasze spojrzenia się spotkały. Moje było błagalne. Tak bardzo chciałem, żeby mi wybaczył..Rzadko kogo przepraszałem, więc pewnie moje przeprosiny nie były za dobre, ale niech doceni to, że się starałem i mówiłem je szczerze...
-Dobra-uśmiechnął się-Nie ma sprawy. W końcu jesteśmy przyjaciółmi. A jak jeszcze Magda ci wybaczyła to spoko.
-Jezu, dzięki-odetchnąłem, a na moją twarz również wkradł się uśmiech. Podszedłem do niego się przytulić. Ehh, dawno tego nie robiliśmy.
-Dobra, dość tych czułości-zaśmiała się Magda, a ja i Harry oderwaliśmy się od siebie nadal z uśmiechami na twarzach-Najważniejsze, że w końcu nie będzie takiej napiętej atmosfery między nami.
-Louuu, mieliśmy iść jeszcze do jednego sklepuuu-zaczęła marudzić El.
Boże! Czasami mam jej naprawdę dość. Według niej jedyną rozrywką dla niej jest chodzenie po sklepach. Nie wiem czemu zawsze jej ulegam. Potem ona bierze te tony ubrań i kosmetyków, a ja muszę za to płacić i nosić za nią te wszystkie torby.
-Może przełóżmy to na jutro, co? Dziś już jestem zmęczony i nie chce mi się nigdzie iść-powiedziałem spoglądając na nią. Najwyższy czas się jej postawić. Pewnie się wkurzy.
-No, dobra, ale jutro na pewno pójdziemy i nie przyjmuję żadnych wymówek.
Ta, nie zrób se co, pomyślałem, ale uśmiechnąłem się i odpowiedziałem, że okej.
Wyszliśmy z przedpokoju. Nagle Magda się odezwała uświadamiając mi jedną, ważną rzecz. Dlaczego ja dokuczam Poli? No, bo nie mógłbym tego inaczej nazwać.
-Może ją też wypadałoby przeprosić?-spojrzała na mnie Magda zatrzymując się.
-Ją? A po co? Przecież Lou jej nie lubi-powiedziała El.
Kurwa, no i po co ona się odzywa? Zawsze wtrąca się tam, gdzie nie trzeba. I tylko wszystko tym psuje.
-Nie lubisz Poli?-zapytała Magda.
-Co? Nieee. Lubię lubię-zmierzyłem Elkę groźnym spojrzeniem, a potem uśmiechnąłem się do Magdy-Jasne, że ją przeproszę. Nawet teraz. Jest w domu?
-A gdzie ma być? Ona teraz nigdzie nie wychodzi-odpowiedziała mi, a ja poszedłem na górę.
Zapukałem do sypialni jej i Niallera. Usłyszałem jej głos, mówiący ciche 'proszę'. Wszedłem więc do środka...

~oczami Poli
Spojrzałam w stronę drzwi. Louis? Co on tu robi? Przecież on się ostatnio do mnie w ogóle nie odzywa...No, dobra. Zaraz się wyjaśni..
-Mogę?-zapytał lekko się uśmiechając.
-No, okej. Wejdź-usiadłam powoli na łóżku.
Lou zamknął za sobą drzwi i podszedł do łóżka. Usiadł na jego krawędzi, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Przychodzę z przeprosinami...-powiedział niepewnie uciekając wzrokiem.
Z przeprosinami? Ooo, a cóż się stało? Zerwał z Elką czy jak, zaśmiałam się w myślach. Milczałam. Niech mówi. Nie przerywałam mu.
-Ostatnio nie byłem dla ciebie miły...Teraz mi głupio, ale..nie chcę, żeby dalej tak było, dlatego przepraszam cię i proszę, żebyś mi wybaczyła...-teraz spojrzał w moją stronę.
-No, za fajnie nie było. W ogóle nie wiem o co ci chodziło, dlaczego taki byłeś...A mi było trochę przykro. Zastanawiałam się czy może ja coś złego zrobiłam...
-Nie, nie, ty nic...To całkowicie moja wina..Trzymałem stronę El i...to był błąd..
-A teraz co, zerwałeś z nią..?
-Nie, nie zerwałem, ale...pogodziłem się z Magdą i pomyślałem sobie, że z tobą też najwyższy czas...
-A ja nawet nie wiem czy my byliśmy skłóceni, ale dobra..
-No, ale przeprosiny przyjmiesz..?
-No, przyjmę, przyjmę-uśmiechnęłam się lekko-Mam nadzieję, że są szczere.
-Jak najbardziej. Dziękuję-również się uśmiechnął i dał buziaka w policzek po czym wyszedł.
22.09.2013 o godz. 20:32

Siedziałam zszokowana na łóżku. Wpatrywałam się w każda literę tego okropnego słowa napisanego na kartce w notesie. Nigdy bym nie przypuszczała, że mama może zrobić coś tak strasznego. Ale jedno wiem na pewno...NIE POZWOLĘ! Ale...przecież to jest również dziecko Grzegorza, pomyślałam. On jest jaki jest, ale to też jego dziecko.
Z notesem w dłoni zeszłam na doł. Gregi kimał w salonie.
-Obudź się!-szarpnęłam go za ramię. Zamruczał coś sennie, a ja nie odpuszczałam. Po chwili otworzył oczy.
-Czego?!-zdenerwował się i usiadł.
-Bez krzyków, ok?-usiadłam-Muszę powiedzieć ci o czymś bardzo ważnym.
-No, mów.
-Właśnie się dowiedziałam, że mama chce usunąć ciążę.
-Co?-spojrzał na mnie jak na wariatkę-Pojebało cię? Co ty znowu wymyślasz?
-Nic nie wymyślam. Zobacz-podałam mu notes otwarty na odpowiedniej stronie.
-A-bor-cja..-przeczytał-No i co?
-No i co?-nie mogłam uwierzyć, że tak obojętnie na to zareagował. Zdenerwowana wyrwała mu z rąk notes-To jest też twoje dziecko. Powinieneś mi pomóc mame odwieźć od tego głupiego pomysłu.
-Sama się tym zajmij-powiedział układając się wygodnie na kanapie.
Boże, za jakie grzechy mama musiała trafić akurat na tego Grzegorza. Przecież on to jest czysta patologia. Moja mama i tata idealnie do siebie pasowali i nadal pasują. Do dziś nie wiem dlaczego się rozwiedli. Wspomnienie tego koszmarnego dnia, gdy mi o tym powiedzieli zawsze wywoływało u mnie łzy. Teraz odgoniłam te myśli od siebie i usłyszałam, że ktoś wszedł do domu. Po chwili w salonie pojawiła się mama. Spojrzała na mnie i na Grzegorza, a potem na trzymany w moich rękach notes.
-Dlaczego grzebierz w moich rzeczach?-zdenerwowała się.
-Ej, zamknij się. Jak macie się kłócić to idźcie do kuchni-odezwał się Grzegorz.
Mama nadal zezłoszczona szybko poszła w strone kuchni. Poszłam za nią.
-Mamo, ty zdajesz sobie z tego sprawę co chcesz zrobić?-powiedziałam łagodnie, kładać notes na stole.
-Tak. I to jest moja sprawa. Nie wtrącaj się-odpowiedziała.
-Ale to także będzie mój brat lub siostra! Mamo, opamiętaj się!
-I w ogóle po co powiedziałaś o tym Grześkowi, co?
-Bo jest ojcem dziecka. Jest jaki jest, ale...powinien wiedzieć. Zresztą i tak za bardzo się tym nie przejął..-nagle wpadła mi do głowy myśl. A może...-Mamo, czy to on kazał ci to zrobić..?
Od razu po minie mamy zorientowałam się, że tak właśnie jest.
-I ty się zgodziłaś...?-wyszeptałam nie wierząc w to co się teraz dzieje.
-Nie miałam innego wyjścia...-powiedziała mama cicho.
Byłam tak wściekła na siebie. Że wcześniej nie zapobiegłam tej tragedii jaką jest związanie się mamy z tym skurwielem. Tak, teraz miałam najgorsze myśli o nim. Nie mogę pozwolić, by on tu był. Żeby dalej spotykał się z mamą.
-Mamo, wyrzuć go stąd..-powiedziałam powstrzymując łzy.
Mama pokręciła przecząco głową ze strachem w oczach. Ona się go bała.
-W takim razie sama to zrobię-wkurwiona poszłam na górę i pośpiesznie spakowałam wszystkie jego rzeczy. Wyrzuciłam je za drzwi.
-Wynoś się!-krzyknęłam. On zerwał się nie wiedząc co się dzieje.
-No już!-pchnęłam go w stronę drzwi. Wypchnęłam go za nie.
-Nie pokazuj się tutaj więcej, zrozumiałeś?!-krzyknęłam i zatrzasnęłam je, a potem zamknęłam na klucz.
On zaczął się dobijać, ale po chwili sobie poszedł. Mama stała przerażona, a ja wtuliłam się w nią. Teraz dałam upust łzom, które spłyneły swobodnie po policzkach. Nigdy nie będę założwać tego, co właśnie zrobiłam.
-Mamo, wyjedź ze mną..-powiedziałam odrywając się od niej.
Otarłam łzy ze swoich policzków i spojrzałam w jej twarz.
-Ale...córciu ja nie moge..
-Możesz. Chodź się spakować-chwyciłam ją za rękę i zaprowadziłam na górę.
Spakowane pojechałyśmy na lotnisko.

***


-A pomyślałaś co powie tata..?-zapytała mama, gdy jechaliśmy do mieszkania mojego ojca.
-A co może powiedzieć? Przecież cię nie wyrzuci, tak?-uspokajałam ją.
-Ale...no, co on sobie o mnie pomyśli? Rozwiodłam się z nim i nie udało mi się ułożyć życia na nowo...
-Mamo, spokojnie. Przecież opowiadałam ci o tacie w samolocie, tak? On też próbował sobie ułożyć i nic z tego nie wyszło.
-Ale moja sytuacja jest bardziej upokażająca..Musiałaś mu o wszytskim mówić?
-A...dlaczego się rozwiedliście?-zaryzykowałam pytanie.
Wtedy taksówka zatrzmała się. Ja zapłaciłam i wysiadłyśmy z auta. Mama nie odpowiedziała na moje pytanie i w milczeniu weszłyśmy schodami pod drzwi mieszkania. Otworzyłam drzwi i wprowadziłam mamę pierwszą. Wtedy do przedpokoju wszedł tata. On spojrzał na mamę, a mama na niego...
-Witaj, Justyna..-powiedział tata do mojej mamy.
-Cześć...-odpowiedziała moja mama spuszczając głowę.
-Mama tu z nami zamieszka...Na jakiś czas..-poinformowałam tatę.
-Jasne..-odpowiedział po dłuższej chwili.


___________________________________________________

Rozdział trochę mi nie wyszedł, ale postanowiłam dzisiaj dodać. Już niedługo będę kończyć bloga tak więc szybko pododaję kolejne rozdziały.
20.09.2013 o godz. 13:38
~oczami Kasi
Dwa dni później zjawił się mój ojciec. poszłam do przedpokoju, a on stał w drzwiach. Wyglądał tak jakby zrobił coś bardzo złego, a teraz bardzo tego żałuje i chce przeprosić. Według mnie przemyślał sobie to, co mu powiedziałam. Teraz chciałam wysłuchać co ma mi do powiedzenia.
-Możemy porozmawiać...?-zapytał.
-Tak-kiwnęłam głową i ubrałam buty-Przejdźmy się.
Wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi. Oboje ruszyliśmy powoli przed siebie. Na razie każde z nas milczało. Znając tatę, pewnie teraz układał sobie w głowę wszystko to, co chce mi powiedzieć. Nie pośpieszałam go. Miałam czas. Wysłucham wszystkiego co ma do powiedzenia, a potem zdecyduję co dalej.
Po chwili zaszliśmy do jednej z pobliskich knajpek. Usiedliśmy przy stoliku w rogu pomieszczenia. Zamówiliśmy sobie po kawie, a gdy już ją dostaliśmy, tato zapytał:
-Nie chciałabyś wrócić do domu?
-Może bym chciała, może nie. Dopóki jest tam...
-Jej już nie ma-przerwał mi.
Spojrzałam na niego zaskoczona. To "jej już nie ma" mogło oznaczać, że albo ze sobą zerwali albo ona jednak nie będzie mieszkać u ojca. Chciałam się jak najszybciej dowiedzieć...
-Ale..Jak to "jej już nie ma"? Co to dokładnie znaczy?-zapytałam wciąż na niego spoglądając.
-To znaczy, że przeprowadziłem z nią bardzo poważną rozmowę, w której na spokojnie wytłumaczyłem jej, że córka jest dla mnie najważniejsza. Że nie tolerujesz mojego związku, więc muszę go zakończyć...-widać, że trudno jest mu o tym mówić.
-Naprawdę to zrobiłeś...?
W ten sposób dowiódł, że gotów był by zrezygnować ze wszystkiego, bym się na niego nie gniewała, by być dobrym ojcem bym po prostu była szczęśliwa. W jednej chwili poczułam się winna. Teraz trudno mu o tym mówić, więc nadal kocha Dominikę, ale ze względu na mnie rozsał się z nią...A pewnie chciałby z nią dalej być.
-Tak...Chcę byś wróciła do domu..-odpowiedział cicho.
Odwróciłam wzrok. Nie spodziewałam się, że ojciec dla mnie był w stanie zrobić tak wielki krok, a mianowicie zerwanie z Dominiką. Ale co ona na to?, przemknęło mi nagle przez głowę.
-Jak ona na to zareagowała...?-zapytałam.
-Była w lekkim szoku. Ja to rozumiem, bo nikt, by się nie spodziewał mojej decyzji. Później...po prostu zrozumiała to, pogodziła się z tym i odeszła,.
-I już całkiem zerwaliście ze sobą kontakt?
-Nie wiem. Na razie przez jakiś czas nie będziemy się widywać. potem się zobaczy...Kasia, my się nawzajem bardzo kochamy...Ale to ty dla mnie jesteś ważniejsza...
-Ja przepraszam za to wszystko...-wyszeptałam. Poczułam sie winna. Rozwaliłam związek ojca. Dlaczego ja tego nie przewidziałam, że coś takiego może się stać?
-Ty nie masz za co przepraszać...To ja zawiniłem i doprowadziłem do takiego stanu sytuacji jaki jest teraz...
-Naprawdę nie chciałam, żeby tak się stało...-mówiłam zmartwiona-To fakt, nie przepadam za Dominiką, ale dałabym radę się do niej przekonać, a ta wyprowadzka na kilka dni...To był błąd...
-Czyli wrócisz ze mną do domu?
-Tak, wrócę. Chodźmy nawet teraz-wstałam z miejsca.
Tato przytaknął i wyszliśmy. Wstąpiłam po swoje rzeczy do Liama, pożegnałam się z nim i opowiedziałam mu po krótce co i jak. Ucieszył się, że wytłumaczyłam sobie wszystko z tatą. Po chwili już rozpakowywałam się w swoim pokoju. Dzisiejszego dnia jeszcze parę razy przepraszałam tatę. Praktycznie na każdym kroku..On nie był przygnębiony tym, że rozstał się z Dominika. Uśmiechał się, ale wiedziałam, że pewnie jest mu trochę trudno znieść to, że przez jakiś czas jej nie zobaczy. Gdyby tylko do siebie wrócili, starałabym się ją zaakceptować. Nawet powiedziałam o tym ojcu, ale on mówi, że na razie nie chce nic z tym robić. No, jak uważa.
Wieczorem próbowałam zadzwonić do mamy. Nie odbierała. Powtórzyłam tę czynność chyba z dwadzieścia razy i nic. Miałam złe przeczucia. Opowiedziałam tacie całą sytuację jaką zastałam w domu u mamy. O Grzegorzu, ale zataiłam przed nim, że mama zostanie po raz drugi matką i to właśnie z Grzegorzem. Nie wiem dlaczego. Nie wiem jakby na to zareagował. Tato, mimo, że są z mamą po rozwodzie, przejął się moimi słowami. Powiedział, że chętnie by ze mną pojechał do Polski, ale nie może, bo ma pracę. Pojadę więc drugi raz sama. Nie mogłam tego tak zostawić. Jeszcze do późnych godzin wieczornych próbowałam się z nią skontaktować, ale nie odbierała. Następnego dnia tata zawiózł mnie na lotnisko. Po drodze jeszcze podrzucił mnie do Liama, bym mogła się z nim pożegnać. Zrozumiał, że muszę jechać, jak opowiedziałam mu, że mama nie obiera moich telefonów. Gdy dotarłam na lotnisko pożegnałam się z tatą i wsiadłam w samolot. Przez czas lotu do głowy przychodziły mi najgorsze myśli o mamie. Że coś nie tak z jej ciążą, że coś jej się stało, ze Gregi...Nie, nie! Po tej myśli starałam się nie myśleć o tej całej sytuacji. Nawet mi to wychodziło. Po południu wylądowałam na lotnisku w Polsce. Wzięłam bagaż i po chwili byłam w domu. Znaczy pod domem. Waliłam w drzwi, bo były zamknięte na klucz. Nie wydawało mi się, by był pusty. Ten Gregi to się raczej nigdzie nie ruszał. Przynajmniej na takiego wyglądał. Dopiero po pięciu minutach w drzwiach pojawił się on.
-A ty znowu tutaj?-jeknął.
Odepchnęłam go i weszłam do środka.
-Mamo!-krzyknęłam sprawdzając wszystkie pomieszczenia.
-Nie ma jej..-powiedział Grzegorz siadając na kanapie w salonie.
-To gdzie jest?-byłam zdenerwowana.
-U swojej matki..
-Masz szczęście, że nic jej nie zrobiłeś. Zajebałabym cię wtedy!-odgroziłam się i wyszłam. Babcia mieszkała kilka ulic dalej. Poszłam tam pieszo.
-Kasia!-ucieszyła się babcia otwierając mi drzwi.
-Cześć, babciu. Jest tu mama?-przytuliłam się do niej na powitanie.
-Jest, jest-zamknęła za mną drzwi, gdy weszłam do środka.
Zaprowadziła mnie do kuchni, gdzie przy stole siedziała mama z kubkiem w dłoniach. Gdy mnie zobaczyła, wstała powoli, delikatnie się uśmiechając. Czy wyglądała lepiej, gdy ją ostatnio widziałam? Hm...Nie wydaje mi się. Wyglądała gorzej.
-Mamo, co ty robisz? Dzwonie do ciebie od wczoraj, a ty nie odbierasz. Martwiłam się i musiałam przyjechać-po tych słowach podeszłam i objęłam ją przytulając się do niej.
-Zgubiłam gdzieś swój telefon...-odpowiedziała oddając uścisk-Przepraszam, powinnam była cię poinformować.
-Dobra, mamo, to już nieważne. Jak się czujesz?-usiadłyśmy na przeciw siebie przy stole.
-Dobrze-uśmiechnęła się znowu mama-Nie jest najgorzej.
Nie wiedziałam czy mówi prawdę. Ale uśmiechała się, to jest jakiś plus, bo ostatnio jak tu byłam ani razu nie widziałam uśmiechu na jej twarzy. Pogadałyśmy trochę we trójkę, a potem pomyślałam, że wrócę do domu i posprzątam tam trochę. Niezły był tam bałagan.
-Ale ja to zrobię później sama-powiedziała mama.
-Mamuś, nie. Wyręczę cię-wstałam uśmiechając się.
-No, dobrze. Dziękuję, córeczko.
Po tych słowach wróciłam do mieszkania. Gregi zasnął na kanapie w salonie. Westchnęłam nerwowo. Zaniosłam swoją walizkę na górę i od razu zabrałam się do sprzątania. W sypialni mamy był niezły syf.A zawsze utrzymywała swój pokój w czystości. Przeszłam obok szafki nocnej i trąciłam coś, co spadło na podłogę. Mamy notatnik. Otworzył się na stronie, gdzie było coś napisane małym druczkiem. Podniosłam go i przeczytałam. Od razu zrobiło mi się słabo. Zakryłam usta dłonią siadając na łóżku, a notatnik wyleciał mi z rąk. Nie. ONA NIE MOŻE TEGO ZROBIĆ!
11.09.2013 o godz. 14:31
Po chwili zapukał do mnie tata.
-Kochanie, coś się dzieje?-zapytał. Chyba zauważył moją niewyraźną minę, gdy powiedział mi, że Dominika z nami zamieszka. Wkurzona byłam, że powiedział mi o tym dopiero po fakcie. Nie było czasu ze mną o tym pogadać? Tak. Bo ciągle jeździł do NIEJ.
-Tak, tato. Dzieje się. Ostatnio w ogóle nie masz dla mnie czasu. Teraz nagle oznajmiasz mi, że Dominika będzie z nami mieszkać. Ale nie łaska było mnie zapytać czy mi to odpowiada, tak?-mówiłam cicho, ale słychać było zdenerwowanie w moim głosie.
-Ale....myślałem, że lubisz Dominikę i nie będzie z tym problemu...-wytłumaczył.
-Mam lubić osobę, która sprawia, że mój własny ojciec o mnie zapomina?
-Ale...o czym ty mówisz? Jak zapominam? Jesteś moją córką, nie śmiałbym o tobie zapomnieć.
-Ale na pewno nie masz dla mnie czasu. Kiedy ostatnio rozmawialiśmy? Nawet nie chciałeś wysłuchać mnie co miałam ci do powiedzenia o mamie.
-No to powiedz mi teraz.
-Wiesz co, teraz to mogę ci co najwyżej powiedzieć, że ja się wyprowadzam-wzięłam walizkę i zaczęłam się pośpiesznie pakować.
-Co? Gdzie? Dlaczego...?
-Do Liama. I wiesz co, jak sobie przemyślisz moje słowa i wyciągniesz jakieś wnioski to zadzwoń. Wtedy porozmawiamy...-zamknęłam walizkę i poszłam z nią do przedpokoju. Gdy ubierałam buty tata próbował mnie zatrzymać. W ogóle go nie słuchałam. Chwyciłam za walizkę i wyszłam z domu. W drodze do Liama, zadzwoniłam do niego. Powiedziałam tylko, że zaraz u niego będę i schowałam komórkę do kieszeni. Poszłam szybciej ciągnąc za sobą walizkę. Po chwili już u niego byłam.
-Kotek, co jest?-Liaś się wystraszył.
-Nic, tylko...Mogę tu zostać na jakiś czas? Dosłownie kilka dni...-miałam nadzieję, ze w tyle tata się opamięta. No, chyba, że ta Dominika całkiem go omotała...
-No, pewnie. Chodź-objął mnie i wyszliśmy z przedpokoju.
-A chłopcy, Aga i Magda nie będą mieli nic przeciwko?-zmartwiłam się trochę. W końcu są moimi przyjaciółmi, więc miałam nadzieję, że nie...
-No, raczej, że nie-powiedział.
Miał rację. Pola się nawet bardzo ucieszyła. Opowiedziałam im o mojej sytuacji. O mamie i o ojcu.
-Kasiula, to czemu nie dzwoniłaś wcześniej, hm?-objęła mnie Pola.
-Nie chciałam ci zawracać głowy. Jesteś w ciąży, powinnaś myśleć o sobie, a nie o problemach innych...
-Ale jesteś moją NAJLEPSZĄ przyjaciółką i twoje problemy są moimi problemami, tak? Mówiłam ci o tym przecież, prawda?
-No, taak-uśmiechnęłam się delikatnie-Dziękuję.

***

Wieczorem siedziałam z Liasiem w jego pokoju. Ten dzień naprawdę był męczący. Tyle wrażeń jak na jeden dzień to dla mnie chyba za dużo. I do tego cały czas się martwiłam. O mamę, zastanawiałam się czy ojciec w ogóle wziął sobie do serca moje słowa. Czy coś zamierza z tym zrobić. A może w ogóle mu na mnie już nie zależy...
-Kochanie, co jeest?-Liam objął mnie widząc moje zmartwienie.
-Mam za dużo problemów na głowie...-wtuliłam się w niego przymykając powieki.
Objął mnie mocniej i przytulił do siebie. Po chwili poczułam jak mnie kołysać w swoich ramionach. Poczułam się lepiej. Zawsze czułam ukojenie w jego ramionach...
Po chwili oderwałam się od niego i ułożyłam w łóżku nasuwając na siebie kołdrę. Liam położył się obok mnie i wziął mnie w ramiona.
-Zgasisz światło?-poprosiłam.
Liam wyciągnął rękę i zgasił lampkę. Po chwili w pokoju zrobiło się całkiem ciemno. Wtuliłam się w niego i położyłam mu głowę na piersi. Czułam szybkie i mocne bicie jego serca. Wiedziałam, że ono bije głównie dla mnie. Jestem dla niego najważniejsza i nic i nikt tego nie zmieni. On też jest i zawsze będzie najważniejszą osobą w moim życiu. To taki skarb, który dostałam niespodziewanie od losu. Musiałam o niego dbać, by znów go przypadkiem nie utracić.
Nagle poczułam jego dłoń na mojej nagiej skórze w okolicy uda. Uśmiechnęłam się. Odszukałam dłonią w ciemności jego policzek. Jego dotyk był bardzo delikatny. Przymknęłam powieki i próbowałam się na nim 'skupić'. Po chwili dotyk stał się mocniejszy, ale nie bardzo. Nie wiem co mnie do tego podkusiło, ale chyba to, jaką przyjemność czerpałam z jego dotyku, że zgięłam nogę, dzięki czemu znalazła się wyżej i Liam mógł teraz dotknąć o wiele więcej. Poruszył się niespokojnie. Trochę się wystraszyłam, lecz zaraz ten strach zastąpiło szczęście. Przylgnęłam do niego bardziej, a on objął mnie mocniej. Moja lewa dłoń dalej spoczywała na jego policzku. Natrafiłam kciukiem na jego wagi. Chciałam je teraz poczuć na swoich. Podniosłam głowę z jego piersi skierowałam twarz w stronę jego twarzy. Poczułam jego ciepły oddech, a po chwili nasze wargi się zetknęły. Nasze języki się splotły, a ja nawet nie zauważyłam, kiedy jego dłoń z uda zawędrowała na nagie plecy pod moją bluzkę. Po chwili jednak zaczął wycofywać swoją rękę spod koszulki, ale nie pozwoliłam mu na to. Moja reakcja jeszcze bardziej go zachęciła i po chwili znalazłam się na nim. Nie zaprzestawaliśmy pocałunków. Stały się one bardziej namiętne, a atmosfera między nami wręcz gorąca. Jego dłonie wędrowały od moich ud, przez pośladki, na plecy. Czasami nawet czułam jego na nagim brzuchu. Postanowiłam nie być mu dłużna i włożyłam ręce pod jego koszulkę, wodząc dłońmi jak najdelikatniej po jego nagim torsie. Po chwili pocałunki stały się szybsze, oddechy też przyśpieszone. Nasze dotyki mocniejsze.
W pewnym momencie przestałam go całować. Wciąż nad nim pochylona czułam jego oddech. Wyprostowałam się wciąż na nim siedząc. Zapaliłam lampkę i wtedy nasze twarze zalało światło. Uśmiechnęliśmy się do siebie, a on ujął moje dłonie. Przez te pocałunki i ten jego dotyk...miałam ...miałam ochotę..z nim to zrobić. Wtedy byłby mój pierwszy raz. Tak bardzo tego pragnęłam, nadal pragnę. I...chcę tego. Czuję, że jestem na to gotowa. Bałam się tylko co on na to. Ale kocha mnie przecież i na pewno mnie nie wyśmieje ani się na mnie nie zezłości. Jeśli się nie zgodzi to na pewno mi to spokojnie wytłumaczy, a ja zrozumiem i nie będę go naciskać.
-Liam...-powiedziałam cicho.
Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Nie wiedziałam jak mam o tym powiedzieć, więc...puściłam jego dłonie i powoli, bardzo powoli i trochę niepewnie zaczęłam rozpinać guziki koszulki, którą miałam na sobie. Wykonując tę czynność cały czas patrzyłam w jego oczy. Gdy wszystkie guziki były już rozpięte spojrzałam na niego porozumiewawczym wzrokiem, bo chciałam żeby to on wykonał następny ruch. Przez kilka sekund tylko się we mnie wpatrywał, a ja czekałam. W pewnej chwili bardzo delikatnym ruchem zrzucił z moich ramion koszulę, a ja uśmiechnęłam się. Czyli jednak on też chce. Będąc w samej bieliźnie rzuciłam koszulę gdzieś na podłogę. Liam przyciągnął mnie do siebie i znów nasze usta się spotkały w namiętnym pocałunki. Dłonie znów poszły w ruch...Po chwili znów się wyprostowałam, a on, żeby nie przerywać pocałunku, usiadł. Objęłam go za szyję. Zjechałam dłońmi do jego brzucha. Chwyciłam w palce jego koszulkę i zaczęłam podwijać do góry. Wyręczył mnie i sam ją z siebie ściągnął. Po chwili znalazła się koło koszuli na podłodze. Przylgnęłam do niego bardziej. Nagle poczułam dłonie Liama na moich plecach rozpinające haftki mojego biustonosza. Wyczułam, że chwilę się waha, by go rozpiąć, lecz całowałam go coraz bardziej zachłannie. Wtedy uścisk biustonosza się rozluźnił, a ja zdjęłam go z siebie i rzuciłam gdzieś w kąt pokoju. Położyliśmy się, tyle tylko, że teraz on górował. Zadrżałam, gdy poczułam jego dłonie na swoich piersiach. Westchnęłam cicho, nie przerywając pocałunków. Zjechał do nich ustami...Składał na nich delikatne pocałunki, drażnił sutki zębami i językiem...Poczułam jak stwardniały. Odchyliłam głowę do tyłu i przymknęłam powieki. Po chwili jego wilgotne usta całowały mój brzuch. Odszukałam jego dłoń i spletliśmy ze sobą nasze palce. Otworzyłam oczy i patrzyłam na nasze dłonie. Chwilę potem wrócił ustami do mych ust, a ja oddawałam każdy pocałunek . Wtedy zahaczył palce o gumkę moich majtek i spojrzał mi w oczy. Odwzajemniłam spojrzenie. W jego brązowych tęczówkach widziałam spokój, opanowanie, to jak bardzo mnie kocha i pożądanie. Ponagliłam go, by zdjął ze mnie resztę bielizny, którą miałam na sobie. Zdarł ze mnie majtki jednym szybkim i mocnym ruchem. Położył się obok i znów zaczął mnie całować. Objęłam go rękoma za szyję, a jego dłoń wędrowała po moim ciele. Jego dotyk był przyjemny, przez moje ciało przechodziły przyjemne dreszcze, ale dopiero zadrżałam, gdy zjechał dłonią do mojej kobiecości. Przestałam go całować, a on wodził ustami po mojej szyi. Zamknęłam oczy gładząc dłonią jego kark. Chwilę potem rozsunął mi nogi, a ja nie protestowałam.
Najpierw delikatnie, a potem trochę mocniej dotykał z zewnątrz moją kobiecość palcami, w końcu włożył we mnie jeden z nich, a ja się trochę spięłam. Zaczął powoli nim poruszać i dopiero wtedy się rozluźniłam. Chwilę potem poczułam jak dołożył kolejny palcem. Tempo ich poruszania zaczęło wzrastać. Mój oddech przyśpieszył. Spięłam nogi i uniosłam biodra wyżej. Czułam niesamowitą przyjemność. Zaczęłam cicho pojękiwać. W pewnym momencie czułam, że zaraz dojdę...I stało się! Krzyknęłam cicho i rozluźniłam nogi, a biodra opadły na łóżko...Jego palce poruszały się coraz wolniej, a ja uspokajałam oddech. Nigdy nie czułam takiej przyjemności. Liam opadł na poduszki obok mnie. Po chwili nachylił się nade mną, a ja zsunęłam z niego bokserki. W ogóle się nie bałam. Delikatnie rozsunęłam nogi, a po chwili poczułam jak zaczyna we mnie wchodzić. Objęłam chłopaka za szyję, mocno zaciskając powieki. Zaczęło trochę boleć, ale to nic. Gdy wszedł we mnie całą swoją długością ból ustał. Otworzyłam oczy, a on zaczął się poruszać. Teraz wszystko działo się w zawrotnym tempie i czułam się niesamowicie, zwłaszcza kiedy miałam świadomość tego, że on czuje to samo co potwierdzały dźwięki jakie z ciebie wydawał. Przyśpieszył i ile się jeszcze dało i czułam ,że wiele nie brakuje nam obojgu do końca. Moje przeczucia okazały się słuszne, kiedy kilka chwil później doszliśmy równocześnie. Ułożył się obok mnie, przykrywając kołdrą, wtuliłam się w niego i automatycznie odpłynęłam w krainę morfeusza
.
05.09.2013 o godz. 17:57
Położyłam się wcześnie 'spać'. Tak, 'spać'. Bo wcale nie spałam. Nie mogłam zasnąć. Gdy tylko zamykałam powieki w głowie widziałam mamę i tego jej Grzegorza. Jak ona nie może sobie poradzić..., jak Grzegorz jej nie pomaga...Wtedy otwierałam oczy i wpatrywałam się w ciemność. Chętnie bym jej we wszystkim pomogła, ale ja przecież muszę wrócić do Londynu. Tam jest teraz moje życie. Mam wspaniałych przyjaciół i chłopaka. Mam tam tatę, który właściwie chyba nawet nie wie, że wyjechałam. Ciągle jeździ do tej Dominiki albo ona do niego przychodzi. Wtedy tata zapomina o całym Bożym świecie. Włącznie ze mną...Muszę z nim porozmawiać i przywołać go do porządku...Miałam co prawda zostać tutaj tydzień, ale coś czuję, że nie wytrzymam...Nie chcę patrzeć na tego obiboka. Mówię tu o Grześku. Od rana do nocy wysiaduje przed telewizorem i pije to swoje piwo...A najgorsze jest to, ze mama to akceptuje. Nie wiem, może boi się go i nie chce mu zwracać uwagi, może jej to przeszkadza...Obiecałam sobie, że pogadam z nią jutro. Z takim postanowieniem zasnęłam dopiero nad ranem. Nie pospałam długo. O dziewiątej obudziły mnie krzyki...Krzyki Grześka. Zaspana wstałam z łożka i wyszłam z pokoju. Wrzaski dochodziły z sypialni...Przysłuchiwałam się chwilę jego słowom. Robił awanture o byle co. A dokładniej o to, że moja mama nie zrobiła prania i teraz on nie ma się w co ubrać. Zamknęłam z głośnym trzaskiem drzwi od mojego pokoju i usiadłam na łóżku. Jeżeli codziennie rano są takie awantury to ja jeszcze dzisiaj wracam do Londynu. Wtedy usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i uśmiechnęłam się delikatnie.
-Halo?-powiedziałam, gdy odebrałam.
-Cześć, skarbie-powiedział mój chłopak-Myślałem, że zadzwonisz wczoraj wieczorem...
-Przepraszam, miałam taki zamaiar, ale...-zawiesiłam sie.
-Co się dzieje?-słyszałam, że Liam bardzo się przejął. On zawsze wyczuwał kiedy mam jakiś problem...
Mając potrzebę się komuś wygadać opowiedziałam mu całą sytuację jaką zastałam w domu u mamy. Ze wszystkim najmniejszymi szczegółami, a mianowicie z tą dzisiejszą awanturą, która jeszcze trwa.
-Wiesz, mam przeczucie, że dzisiaj wrócę do Londynu...-zakończyłam
-Byłoby super, ale co z twoją mamą?-usłyszałam.
-Za chwilę spróbuję z nią porozmawiać, ale czuję, że nie będzie łatwo. Pewnie będzie mnie zbywać albo w ogóle nic nie powie...
Po chwili pożegnaliśmy się, a ja odłożyłam telefon i zaczęłam się ubierać. Ubrania miałam jeszcze w torbie, wczoraj nie miałam głowy, żeby się rozpakować. Nawet nie wiem czy dziś to zrobie, bo najchętniej wyjechałabym już stąd...
Ubrana zeszłam na dół. Gregi przestał już się wydzierać i zrobiło się naprawdę cicho. Byłoby idealnie jakby on w ogóle się tu nie pojawił. W mamy życiu. W życiu mojej rodziny. W tym momencie przypomniałam sobie jak rodzice się rozwodzili. Gdy się o tym dowiedziałam uciekłam do babci. Ciągle płakałam, aż po rozwodzie tata zabrał mnie do Anglii. Potem chciałam, żeby mi opowiedział co takiego zepsuło się między nim a mamą, ale on nie chciał o tym rozmawiać. Chciał zapomnieć. Znalazł sobie pracę i mu się to udało. A ja jeszcze ciągle myślałam i tęskniłam za domem, za mamą. Wtedy pojawiła się Pola, zapoznała mnie z chłopakami...Powoli zapominałam o rozwodzie rodziców. Częściej się uśmiechałam...
Weszłam do kuchni, gdzie zastałam mamę sprzątającą po śniadaniu? Nie zawołała mnie. Kiedyś śniadanie mieliśmy o wyznaczonej porze i zawsze mnie na nie budziła. Ale teraz nie jest kiedyś...Nalałam sobie do szklankę soku i przyglądałam jej się dyskretnie...Stała ubrana w szlafroku, myjąc naczynia. Strasznie zmarniała odkąd ją ostatni raz widziałam...Ale to było dość dawno. Byłam zła na siebie, że nie odwiedziłam jej wcześniej. Mogłabym zapobiec tej całej sytuacji...Może by mi się udało. Na pewno bardzo bym się starała...Nie wiem czy teraz da się to jeszcze jakoś odkręcić. Chyba już nie...
Wypiłam sok ze szklanki i podeszłam do mamy. Pustą szklankę postawiłam na blacie obok zlewu, a moja rodzicielka nawet na mnie nie spojrzała. Wzięła naczynie, umyła je i odstawiła na bok. Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam:
-Możemy pogadać?
Mama wytarła ręce w ścierkę i powiedziała:
-Teraz? To nie może poczekać? Nawet się jeszcze nie ubrałam.
-Tak, teraz. Nie myśl sobie, że ta rozmowa cię ominie.
-Ale o czym ty chcesz rozmawiać?-przystanęła i spojrzała na mnie.
-O tobie, o twoim życiu i co zamierzasz dalej zrobić.
-Nie rozumiem...
-Mamo, jeżeli ty myślisz, że gdy urodzisz dziecko to Grzegorz się zmieni...
-Ale ja nie chcę, żeby on się zmieniał-przerwała mi-kocham go takiego jakim jest.
-Mamo, nie rozśmieszaj mnie! Pasuje ci to, że on cały dzien nic nie robi tylko czepia się o wszystko?! A przed chwilą? Krzyczał z byle powodu!
Mama zamilkła. Spojrzała w podłogę. Widać było, że było jej głupio, że musiałam to wszystko słyszeć. Może myśli, że Gregi będzie trochę ciszej krzyczał i to załatwi sprawę. Przecież to jest chore!
-Więc słyszałaś...-powiedziała cicho.
-A jak miałam nie słyszeć? Pewnie na ulicy go nawet słyszeli...Mamo, no sama widzisz, że to nie jest normalne...
Przez chwilę myślałam, że powie, że mam rację, że podziękuje mi, że otworzyłam jej oczy na Grzegorza. Że uświadomiłam jej jaki jest naprawdę, ale ona tylko zdenerwowana powiedziała, że koniec tej idiotycznej rozmowy i wyszła z kuchni.
Tak myślałam, że się nie uda. Że nie będzie chciała gadać. Zdenerwowana wyszłam szybko z kuchni. Poszłam na górę do swojego pokoju i chwyciłam za walizkę. Zeszłam z nią na dół do przedpokoju. Ubrałam buty i zadzwoniłam po taksówkę. Zostawiłam mamie kartkę o takowej treści: 'Myślałam, że porozmawiamy, ale Ty najwidoczniej nie chcesz się przyznać do porażki, bo widzę, że nie pasuje ci zachowanie Grzegorza. Wiedz, że nie jestem zła i zawsze możesz do mnie zadzwonić i porozmawiać. Czekam. Kasia'. Gdy taksówka podjechała pod dom, wsiadłam do niej razem z walizką i kazałam taksówkarzowi zawieźć się na lotnisko.

***

Po kilku godzinach samolot wylądował na lotnisku w Londynie. Postanowiłam zadzwonić do Liama i powiedzieć mu, że już przyjechałam. Po chwili ten przyjechał po mnie. Wpadłam w jego ramiona ucieszona tym, że jest przy mnie. My zazwyczaj ciężko znosimy rozstania. Po chwili już jechaliśmy do domu. Zaprosiłam go do siebie. Na parkingu, przed blokiem nie było samochodu taty, więc wywnioskowałam, że nie ma go w domu. Zresztą nie zdziwiło mnie to. Pewnie jest u tej swojej Dominiki. Ledwo weszliśmy do mieszkania, a po chwili wszedł tata z Dominiką.
-O, cześć, córeczko. A ty już wróciłaś od mamy?-zapytał uśmiechając się.
Spojrzałam na niego, a potem na Dominikę. Ta posłała mi promienny uśmiech, nie odwzajemniłam go.
-Tak, wróciłam. I wiesz co, wydaje mi się, ze musimy porozmawiać-odpowiedziałam mu.
-Ale teraz? Nie możemy później?-ruszył z Dominiką do salonu.
-Nie. Nie możemy...
-Kochanie, to może ja pójdę już-szepnął do mnie Liaś.
Spojrzałam na niego-Kochanie, dziękuję za podwózkę. Może nawet dzisiaj się jeszcze zobaczymy, ale ja teraz muszę z nim pogadać o mamie, bo to nie może czekać...
-Okej. Do zobaczenia, kochanie-pocałował mnie na pożegnanie i wyszedł.
Wtedy ja poszłam za ojcem do salonu. Była tam tylko Dominika, więc poszłam w strone kuchni, ale ona mnie zatrzymała:
-A o czym to chcesz pogadać z tatą, że to jest takie ważne?-zapytała uśmiechając się.
-A czy musi cię to obchodzić? To są rodzinne sprawy...-odpowiedziałam.
Wtedy do salonu wszedł tata z dwoma filiżankami kawy-Córciu, ale chyba ważniejsze jest to, co ja i Dominika chcemy ci powiedzieć.
Postawił filiżanki na stoliku i usiadł obok Dominiki na kanapie. O, Jezu. To brzmiało tak jakby oni chcieli się pobrać. Oby to nie było to...Proszę, proszę, proszę...
-To znaczy co?-zapytałam patrząc na niego podejrzliwie. Serce waliło mi jak nigdy...Tak szybko i mocno...Bałam się co za chwilę usłyszę.
-Dominika tutaj z nami zamieszka-uśmiechnął się i chwycił jej dłoń.
Co? Jezu...Nie. Nie, nie, tylko nie to. Nie wiedziałam co powiedzieć. Myślałam co teraz będzie...Nie chcę z nią mieszkać...
-Kochanie, czemu nic nie mówisz?-zapytał tata.
-Aha..., super...-powiedziałam uśmiechając się słabo i poszłam do siebie.
30.08.2013 o godz. 17:07